Zdębiałem. Myślałem, że jest w ciężkim stanie, ale wraca do domu. To chyba dobrze, nie?
- Już wyzdrowiała?
- Taaa. - blondyn nadal unikał mojego wzroku. Coś mi tu zdecydowanie nie pasowało. Skoro była już zdrowa, to czemu się nie cieszył? W końcu to jest jego matka.
- Ej, Yosuke, o co chodzi? - spojrzałem na niego badawczo. - Jeśli to jest jakiś problem, to możemy się wynieść...
- Nie, nie, naprawdę, nie ma sprawy! - szybko pokręcił głową. - Tylko nie chcę, żebyście... widzieli ją w takim stanie...
W jakim stanie?
- Yosuke, mów, co się dzieje. - stanąłem nad nim stanowczo. Ten tylko podrapał się po karku i poszedł do łazienki. Po prostu pięknie. Poszedł sobie bez wyjaśnienia całej sprawy. On coś przede mną ukrywa. Czuję to.
***
- Naoki! Za dziesięć minut wychodzimy! - krzyknął do mnie blondyn z kuchni. Ja sam byłem w łazience, szykując się na moją imprezę. Wziąłem szybki prysznic i przebrałem się we wcześniejszy przygotowany strój. Włosy przejechałem odrobinką żelu. Taa. Odrobinką.
Wszedłem do salonu, stamtąd widziałem Yosuke jak sam się szykuje. Chłopak miał bardzo... kolorowe ciuchy. Może nawet za bardzo. Oczojebna żółta bluzka, oczojebne zielone spodnie. Nie mogę sobie wyobrazić, jak będzie wyglądał w klubowym, ciemnym oświetleniu. Będzie można go zobaczyć z kilometra, świecącego się. Jeśli to w ogóle będzie klub. Postanowiłem na niego zaczekać, oglądając jakieś durne seriale w telewizji.
Minęło już dziesięć minut i trochę, a ten nadal nie był gotowy.
- Yosuke!
- Co!
- Przekroczyłeś właśnie, ustalony przez ciebie, limit czasu!
- Co?!
- No tak! Spójrz na zegarek!
Chwila przerwy, jakiś łomot i wrzask.
- Naoki!
- Co?
- Zbieraj się! Mamy tam być za cztery minuty, a klub jest w centrum miast... - zatkał sobie usta ręką.
Ups, wygadał się.
- Klub, mówisz? - zapytałem z chytrym uśmieszkiem. Miała to być niespodzianka, blondyn sobie nawet wymyślił, że zawiąże mi oczy jakąś szmatką. Ale jest tylko jeden klub w centrum, który znam. On szybko zaprzeczył.
- N-Nie słuchaj mnie! To tylko bełkot, jestem zdenerwowany.
- Ach tak.
- Dobra, wychodź! Zostawię klucze pod wycieraczką, na wypadek gdyby Miyo miała wrócić.
- Rób jak uważasz.
Obaj wyszedliśmy z budynku. Po zamknięciu drzwi chłopak pojawił się obok mnie, wiążąc mi przepaskę na oczach.
- Sorry, Naoki, to zajmie tylko chwilę.
***
Taa, kurwa, jasne. Tylko chwilę. Szedliśmy już jakieś piętnaście minut i nic nie wskazywało na to, że ma się skończyć w najbliższym czasie. Yosuke nawet nie przyśpieszał kroku. Czasami miałem zadać pytanie "daleko jeszcze?", ale w pewnym sensie brzmiałoby to zbyt dziecinnie, a ja w końcu kończę osiemnaście lat!
Kilka sekund później jednak nie wytrzymałem.
- Yosuke, daleko jeszcze?
- Nie, wytrzymaj chwilę. - powstrzymywał się od śmiechu. Drań.
- Ale chwila minęła jakieś dziesięć minut temu! - jęknąłem. A on się zaśmiał.
- Po prostu wytrzymaj.
***
- Okej, to tutaj.
No, kurwa, nareszcie. Chłopak, nadal powstrzymując się, żeby się nie zaśmiać, zdjął mi opaskę z oczu.
- Gdzie jesteśmy? - rozejrzałem się wokół siebie. Nigdy w życiu nie byłem w tej części miasta.
- Jakieś cztery kilometry od centrum.
- Czyli to, co powiedziałeś wcześniej...
- ...było tylko po to, żeby cię zmylić. - mrugnął do mnie.
- Ech, super. Po prostu już tam chodźmy. - westchnąłem i poszedłem przodem.
- Jak sobie życzysz. - teatralnie mi się ukłonił, po czym otwrzył przede mną drzwi. Pomieszczenie nie było zbyt zatłoczone. Białe ściany i podłogi, niebieskie światła, a Yosuke wyglądał tu jak kosmita. Okrągły bar, także biały, był na środku. Blondynka, która siedziała za ladą, uśmiechnęła się przychylnie. Na końcu sali przyuważyłem dużą grupkę facetów, w tym także kilka dziewczyn. Obok był stół z ogromnymi prezentami. Nie miałem pojęcia co mogło się w nich znajdować. Domyślałem się, że to jest moja impreza, więc z uśmiechem skierowałem się w ich stronę.
A potem zobaczyłem jego złote oczy.
Cholera.
Znowu robię to samo. Stoję w miejscu i gapię się na niego. Jakby nie było tutaj innych osób. Co oni sobie o mnie pomyślą?
Postanowiłem go ignorować i nie zepsuć sobie przyjęcia. Yosuke podszedł tam razem ze mną i przedstawił mi wszystkie zgromadzone tam osoby.
- Naoki, to są po kolei: Hiroshi, Go, Ryu, Shiro - na dźwięk jego głosu wzdrygnąłem się, jednak na szczęście nikt tego nie zauważył - Natsuo, Yukio, Toichi i Shun, a dziewczyny to Megumi, Kin i Keiko.
- Hej! - wszyscy krzyknęli do mnie chórem. Hiroshi - przynajmniej myślę, że to był on - wstał i podszedł do mnie.
- Stary, możesz zamawiać co chcesz, a my ci to postawimy. Przy alkoholu lepiej się zapoznaje ludzi, nie? - tyrpnął mnie i uśmiechnął się. - Siadaj koło dziewczyn, one ci wszystkich dokładnie opiszą. - sam odwrócił się i poszedł coś zamówić.
- Tak, tak siadaj! - nie pozwoliły mi nawet odpowiedzieć, tylko pociągnęły mnie za rękę. Kin lub Keiko - nie rozpoznawałem ich, wyglądały tak samo! - zaczęła opowiadać:
- No więc tak: Hiroshi to sztywniak, ale jak przyjdzie co do czego, to pierwszy do picia.
Ma brata, to Ryu - wskazała mi właściwą osobę.
Miał prawie białe włosy, szare oczy i grzywkę opadającą na pół twarzy. Był podobizną Hiroshiego. Szarooki tylko prychnął. Keiko, widząc jego reakcję, szybko dodała:
- Nie przejmuj się nim. On ma tak zawsze. Wbrew pozorom, jest starszy od Hiroshiego.
- Serio? - zdumiałem się. Chłopak wyglądał na maks szesnaście lat.
- Taa. Wierz mi czy nie, ale podobno czasami zamieniają się tożsamością. Są w końcu identyczni, nie? - szepnęła mi na ucho.
- Okej, to jest Shiro. - przełknąłem ślinę. Denerwowałem się. Sam nawet nie wiem czemu. - Nie podskakuj mu, bo może ci przywalić. Jest dość silny. - Chłopak uśmiechnął się do mnie. Trzymał się z dala od stołu, tylko obserwując. Cały czas miałem w głowie jego niby groźbę, nie mogłem wyrzucić jej z głowy. Chciałem na niego nie zwracać uwagi, ale co jakiś czas zerkałem w jego stronę. Nie zmieniał swojej pozycji i nadal wwiercał się we mnie spojrzeniem.
- Natsuo jest... dość specyficzny. - skrzywiła się - Cały czas ćpie, ale nie można się z nim źle bawić. Jest mega pozytywnym człowiekiem. - przyznała i uśmiechnęła się do niego zalotnie. Podobał jej się, to było pewne. Chłopak miał rude, prawie czerwone włosy postawione na jeża i skórzaną kurtkę.
- Yukio zaproponował nam ten lokal. Jego ojciec jest właścicielem tego klubu. Facet przyjemny, ale egoista. Jednak da się go lubić.
Długie, fioletowe włosy i granatowe, prawie czarne oczy patrzyły prosto na mnie, z nieukrywaną ciekawością. Speszyłem się, a Keiko kontynuowała.
- Toichi i Shun to także rodzeństwo.
Toichi, wesoły brunet o piwnych oczach, był kompletnym przeciwieństwem jego brata, który był typowym punk'iem. Zielone, krótkie włosy, zaczesane na jedną stronę. W uchu miał pełno kolczyków.
- Tak? Nie wyglądają.
- Bo Shun jest adoptowany.
Ups.
- Oh, Shun, przykro mi... - chciałem przeprosić, żeporuszamy ten temat, czy coś, ale chłopak tylko machnął ręką.
- Spoko, każdemu się zdaży. - spojrzałem na niego zdziwiony. Takej tolerancji mało u kogo widziałem. Dziewczyna ciągnęła dalej.
- Go to typowy podrywacz. Większość dziewczyn z naszej klasy się w nim podkochuje. - prychnęła. Najwyraźniej nie lubiła takich typków. Facet siedział rozwalony na kanapie, wyglądał jak Elvis Presley w japońskiej wersji.
- No to Kin już znasz; to moja siostra, a Megumi to nasza dobra przyjaciółka i dziewczyna Ryu. - Megumi zarumieniła się. Miała długie, czerwone włosy i okulary z grubymi oprawkami. Nie wyglądała na typ imprezowiczki. Kin i Keiko były bliźniaczkami na pierwszy rzut oka. Różowe, krótkie włosy i prawie białe oczy. Niezła mieszanka, nie ma co.
Hiroshi wrócił do stołu z tacką z drinkami i podał wszystkim po jednym.
- No to wznieśmy toast za naszego solenizanta! Sto lat! - krzyknął, po czym jednym haustem wypił całego. Heh, Keiko miała rację.
- Sto lat! - krzyknęli wszyscy chórem i wypili swoje drinki. Ja też wziąłem się za swojego.
Może nie będzie tak źle jak myślałem?
***
Po kilku drinkach towarzystwo zaczęło się rozluźniać. W klubie było też bardziej tłoczno, w końcu było już po dwunastej. Do naszego stolika co rusz podawano nowe alkohole. Yosuke już odpadł, nie miał zbyt dobrej głowy do picia. Ryu razem z Megumi poszli na parkiet, a za nimi cała reszta poszła tańczyć. Ja, bądź co bądź, źle się czułem. Ech, mogłem tego wszystkiego nie mieszać. Musiałem iść do łazienki.
Blondyn spał i trzymał głowę na moich kolanach. Ostrożnie, żeby go nie obudzić ją zdjąłem i chwiejnym krokiem poszedłem do kibelka. W środku było bardzo jasno, więc przez chwilę stałem w miejscu przyzwyczajając się do oświetlenia. Powoli podszedłem do umywalki, by zwilżyć trochę kark i twarz. Za sobą usłyszałem otwierane drzwi i kroki. Nie wiele sobie z tego robiłem, bo nie byłem jedynym, który mógł tu wejść. Dopiero, kiedy usłyszałem szczęk zamykanego zamka, odwróciłem się na pięcie. Za sobą zobaczyłem Shira, który uśmiechał się lubieżnie.
- I jak, Naoki? Podoba ci się impreza? - zbliżył się do mnie. Ja odsunąłem się możliwie jak najdalej, ale natrafiłem rękami jedynie na umywalkę.
- J-Jest super, dzięki. - uśmiechnąłem się lekko. On przyjrzał mi się badawczo, a potem zapytał:
- Naprawdę? To czemu się tak denerwujesz? - podszedł jeszcze bliżej. Serce waliło mi jak oszalałe.
- N-Nie twoja sprawa... - odpowiedziałem mu pierwsze, co mi przyszło do głowy. I tak bym lepszej riposty nie wymyślił. Mój mózg nie był wtedy zdolny do myślenia.
- Myślę, że to jednak z mojego powodu jesteś taki... roztrzęsiony. - szepnęł mi na ucho, a ja zadrżałem. Szatyn uśmiechnął się tryumfalnie i bez ostrzeżenia wpił mi się w usta. Nie czując zaangażowania z mojej strony przyciągnął mnie do siebie i przytrzymał za kark. Jego język wdarł się do mojego wnętrza i zaczął nim krążyć, zachęcając mój język do tego samego. Rany, jeszcze nigdy się tak z nikim nie całowałem. Okej, były jakieś dziewczyny, ale... nie czułem wtedy tego samego co teraz. Podobało mi się to. Zjechał na moją szyję, to ją całując, to kąsając.
- Naoki, pamiętasz może, co ci wtedy powiedziałem?
Obaj dobrze wiedzieliśmy, o co nam chodzi.
- N-Nie... ach... - jęknąłem i przycisnąłem go bardziej do siebie.
- To chyba mówi samo za siebie, nieprawdaż? - położył mi rękę na wypukłym już kroczu. Zaczerwieniłem się jeszcze bardziej. - Już ci stoi. - szepnął.
- Przesta...ań... - jęknąłem. Nie chciałem, żeby przestawał, ale co, jeśli ktoś to zobaczy?
- Jesteś pewien tego, że chcesz przerwać w tym momencie? - włożył mi tam rękę i zaczął pocierać.
- Aaaaach... Ale co, jeśli ktoś... tu we...ejdzie...?
- Nie martw się, zamknąłem drzwi na klucz. - powiedziawszy to, znów mnie pocałował, lecz tym razem o wiele bardziej namiętnie. Sam nie pozostałem bierny i już za chwilę nasze języki zaczęły walczyć o dominację. Szybko się jednak poddałem, a widząc zniewalający uśmiech szatyna kolana się pode mną ugięły. Shiro jednak złapał mnie za pośladki, a ja oplotłem wokół niego nogi. Przez spodnie poczułem jego rosnącą męskość.
- Naoki! Shiro! Jesteście tam?!
Czemu Yosuke musiał obudzić się akurat teraz?!
Już chciałem odkrzyknąć koledze, kiedy Shiro zasłonił moje usta ręką i szepnął na ucho:
- Zostaw go, to sobie pójdzie.
Źle czułem się z tym, że mam oszukać najlepszego kumpla, ale zrobiłem to, co powiedział. Yosuke nie dawał za wygraną, nadal myśląc, że tam jestem.
- Twoja siostra dzwoniła. - zamarłem. Szatyn, widząc moją minę, przysłuchał się słowom blondyna. - Powiedziała, że się o ciebie martwi i zapytała, czy nie mógłbyś już wrócić do mnie do domu. Spojrzałem na szatyna.
- Shiro... ja muszę... - szepnąłem.
- Nic nie mów. Spotkajmy się tu jutro o szesnastej. Pójdę otworzyć drzwi, a ty jakoś ogarnij... TO. - wskazał namiocik na moich spodniach. Zarumieniłem się. Rany, czemu ten facet tak na mnie działa? Shiro otworzył drzwi i do pomieszczenia wpadł Yosuke. Nadal lekko się bujał, ale przynajmniej był rozbudzony.
- Czemu były zamknięte drzwi? - zapytał, patrząc się przenikliwie na szatyna. Mógłbym przysiąc, że widziałem w jego oczach iskierki zazdrości, ale - kto to tam go wie? Przecież był pijany. Ja zresztą też byłem pijany. No, może mniej.
- Aaa, no wiesz, coś się chyba zblokowały. -zaśmiał się niezręcznie. Yosuke na początku mu nie wierzył, ale najwyraźniej sam sobie wmówił taką wersję, żeby się potem nie kłopotać.
- Aha, OK. Naoki, weź zamów taksówkę, pojedziemy do domu. Jestem w chuj zmęczony. Weźniemy jeszcze twoje prezenty. Hik! - czknęło mu się. Zachichotałem lekko i wziąłem go pod ramię. Jeszcze w chwili odejścia pomachałem do Shira, krzycząc:
- Do zobaczenia!
Odmachał mi, jednak nie był uśmiechnięty, tylko wbijał wściekły wzrok w plecy blondyna. Czyżby... był o mnie zazdrosny?
Po wyjściu z łazienki wszyscy spojrzeli na nas, jedni z ciekawością, drudzy podejrzliwie, lecz o nic nie zapytali. Zadzwoniłem do taksówkarza. Miał być za jakieś pięć minut.
- Ludzie, my się będziemy zbierać. Yosuke chyba zbyt długo nie wytrzyma napięcia. - wskazałem na kolegę, który dostał potężnej czkawki. Tamci się zaśmiali.
- Taak, rozumiemy. Może wam pomóc? Znaczy, z pakowaniem prezentów? - zapytał Hiroshi.
- Tak, dzięki. Dziękuję też wszystkim za ten wspaniały wieczór! - klakson na dworze oznajmił nam, że taksówka już przybyła. - I mam prośbę: wypijcie za mnie jeszcze jednego drinka! - krzyknąłem i zawlekliśmy się do samochodu, gdzie Hiroshi zdążył już wszystko zapakować.
- Będziemy w kontakcie! - krzyknął białowłosy, gdy odjeżdżaliśmy.
***
Miyo już na nas czekała. Pomogła mi zaprowadzić Yosuke do jego sypialni, a potem opowiedziałem jej, jak było, oczywiście nie wspominając ani słowem o małym "incydencie" w toaletach. Dziewczyna była jednak zmęczona siedzeniem do późna czekając na nas, więc poszła spać do małego pokoju gościnnego. Ja sam zabrałem się za rozpakowywanie prezentów. W końcu natrafiłem na prezent od Shira. Był raczej prostokątny, a na nim zawieszono karteczkę, na której było napisane:
Używaj mądrze ;)
Shiro
A w środku był wibrator.
---------------------------
A oto nastał piątek! I nowy rozdział także się pojawił! :D
Miał być o wiele, wiele krótszy, ale chciałam go pociągnąć. Bo nie mogłabym wam dać krótkiego rozdziału, prawda? :D
Jeśli były jakieś powtórzenia, niedociągnięcia, czy coś w tym stylu, wybaczcie mi :v
Mam nadzieję, że spodobała się "gra wstępna", o ile można to tak nazwać xD Uwierzcie mi, staram się :P
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńGdyby był krótki to bym zjadła, ok?
OdpowiedzUsuńOczojebne kolory są super. Ale... ugh, wyobraziłam to sobie ;-; Mózgu plz, choć raz mnie posłuchaj ;-;
Z ortografią w porządku, jednak znalazłam jednak jeden błąd - mianowicie, imię "Shiro" (jak i inne japońskie imiona z "o" na końcu) nie odmienia się. Czyli nie ma Shira, Shiru, Shirowi czy coś w ten deseń.
No i nie rób z Shiro ciepłej kluchy (czyt. nie pozwól im być razem za wcześnie). Rozumiem gwałt na penisa Naokiego, ale nie zazdrość, to w końcu dopiero 5 rozdział ;-;
Lubię motyw imprez. Na imprezy nie chodzą pokrzywdzone ukesie (chyba, że próbują wzbudzić zazdrość semesiów - czego nie lubię). W ogóle dobrze, że Naoki to nie emos czy coś. Wolę normalny, naturalny związek ;-;
*przepraszam, że usunęłam wcześniejszy komentarz, ale zauważyłam błąd, który musiałam, MUSIAŁAM poprawić ;-;*
Weny,
Alice ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Kurde, patrzę na blogera - komentarz. Super! No, tyle, że go usunęłaś XD
UsuńDzięki za radę o imieniu, na pewno skorzystam :3
PS. Nie zapominaj, że opowiadanie jest z perspektywy Naokiego. Równie dobrze Naokiemu mogło się to zdawać :D
PS2. Tak BTW, to miałby być jakiś VIII rozdział XD ale, jak napisałam wcześniej, skleiłam kilka rozdziałów żeby za krótko nie było ;D