Po czym bezceremonialnie wpił mi się w usta.
Chciałem go odepchnąć, ale byłem zbyt zszokowany. Nie czując odpowiedzi z mojej strony oderwał się ode mnie. Uśmiechnął się nerwowo i lekko zarumienił.
- Taa, i to by było na tyle. Ja... wiem, że nic do mnie nie czujesz. Traktujesz mnie tylko jak brata. Nawet jeśli każesz mi teraz wyjść i nigdy nie wracać, ja... nadal będę cię kochał. Tylko proszę, pozwól mi być blisko ciebie. Inaczej nie przeżyję.
Blondyn czekał na moją reakcję. Ja nadal stałem w miejscu, osłupiały tym, co tu przed chwilą zaszło. Chłopak westchnął jedynie smutno.
- Rozumiem.
Skierował się do wyjścia. Dopiero wtedy wyrwałem się z zdumienia.
- Yosuke, czekaj...! - krzyknąłem, ale usłyszałem tylko trzask drzwi. - Yosuke, ty idioto! - walnąłem pięścią w ścianę. Gdybym mu coś odpowiedział, cokolwiek, może wtedy nie miałby mnie za skończonego drania. Szlag by to! Czemu musiałeś zrobić to akurat teraz!
***
- Naoki, cholera! Otwórz mi w końcu te drzwi, wiem, że tam jesteś!
- Wypieprzaj! Nie mam ochoty na trening!
- Ale mnie to nie obchodzi! Twoja matka mi płaci, i to o wiele za dużo jak na taką robotę!
- A co?! Narzekasz?! Bo ja bym nie narzekał, skoro ci to się podoba! - warknąłem, leżąc twarzą do dołu na kanapie. Humor miałem zjebany, więc całą godzinę pozostałą do przyjścia Shiro spędziłem... szczerze mówiąc, to na niczym, oprócz użalania się nad sobą i wytykania sobie, jaki to ja jestem chujowy, beznadziejny i tak dalej. Znalazłbym pewnie jeszcze więcej przymiotników opisujących moją osobę, ale wtedy musiałbym skorzystać z internetu, który mam w telefonie, który był w sypialni, a to tak daleko...
- Naoki! Podnoś dupę i otwieraj, bo wyważę drzwi! A wtedy to ty poniesiesz za to koszty!
- Och, czemu jesteś taki upierdliwy? - mruknąłem, zwalając się na podłogę i szurając stopami podszedłem do drzwi, za którymi stał mój młody bóg. Miał na sobie biały bezrękawnik, ukazujący jego idealne mięśnie. Przez koszulkę było widać zarysowany kaloryfer. Na ramieniu miał sportową torbę.
Spojrzałem na niego złowrogo. Chciałem dać do zrozumienia całemu światu, w tym także jemu, że mam zły nastrój i że lepiej ze mną nie zadzierać, bo przypierdolę, nawet Shiro. Chociaż, po namyśle może i lepiej nie, bo on, zważywszy na jego nerwowe usposobienie i siłę, też by mi pewnie przypierdolił. A wtedy nie byłoby miło i musiałbym po raz setny rozważyć, czy naprawdę kocham go tak, jak ubzdurało sobie moje serce .No i może penis, ale to już mniej. No i oczywiście mózg, odpowiedzialny za wszystkie te duperele w naszym ciele, czy jakoś tak...
- Zachciało się księżniczce otworzyć, tak? - syknął. - Wiesz, może i nadeszła wiosna, ptaszki śpiewają, słońce świeci, ale nadal jest trochę, kurwa, zimno! A dobijam się do ciebie jakieś dziesięć minut!
- Pewnie poczekałbyś sobie jeszcze dłużej, gdyby nie to, że wręcz na mnie wymusiłeś otworzenie ci. - odwróciłem się od niego i skierowałem się w stronę lodówki, żeby zjeść coś dobrego. - No kto normalny chciałby wyważyć komuś drzwi tylko dlatego, że nie chce wpuścić kogoś do środka?!
- Może ja?
- O taaak, bo ty jesteś normalny...
- Kwestionujesz moją normalność?!
- A żebyś wiedział, że tak. Masz z tym jakiś problem?! - szatyn nie odpowiedział, tylko zaczął mi się przyglądać, bardzo intensywnym wzrokiem. Czując na sobie jego wzrok, zawsze czułem się... dziwne. - Masz w tym jakiś cel, że się tak na mnie gapisz? - zapytałem, nalewając sobie do szklanki sok.
- Nie wiem, tak jakoś... nie jesteś dzisiaj sobą, prawda? Coś się stało? Na bank coś się stało, normalnie ty... się tak nie zachowujesz. - Jeszcze ma czelność mówić mi coś takiego! Znamy się dopiero cztery dni!
Nie odpowiedziałem, tylko skupiłem się na tym, by nie wypuścić naczynia z drżących rąk. On się o mnie... martwił? Może... może jest jeszcze szansa dla mojego przypadku miłości? żeby ta "nieodwzajemniona" zamieniła się w tą "odwzajemnioną"?
Nagle ramiona chłopaka oplotły mnie w pasie, a ja o mało nie poplułem się sokiem.
- Naoki, powiesz mi, co się stało? - Czemu, do cholery, teraz jest dla mnie taki czuły?! Czy przed chwilą nie był na mnie zły?! Chce sobie pogrywać z moimi uczuciami? Bo chyba wie, co do niego czuję.
Postanowiłem zaryzykować i wygadać mu się. Miyo bym się nie wygadał, bo jest za młoda i nie chcę, żeby dokuczali jej przez to, że ma brata-pedała. Najbezpieczniej będzie, jeżeli się o niczym nie dowie. Wiem, to źle, że ją okłamuję, ale... tak będzie dla niej lepiej. I dla mnie też.
- Ech... Ale obiecujesz, że zachowasz to dla siebie?
- Obiecuję - przyrzekł.
- No bo... przed twoim przyjściem, Yosuke... on wyznał mi miłość. - czułem, jak szatyn sztywnieje i mocniej mnie do siebie przyciska. A jednak! - A ja, debil, nic nie powiedziałem, a on to wziął tak, jakbym kazał mu się wynosić. Shiro, kompletnie zjebałem. A on jest moim... no, przyjacielem! Najlepszym przyjacielem, cholera! - Jęknąłem i bezwiednie bardziej się w niego wtuliłem. Chyba spodobały mu się takie czułości, bo pocałował mnie w policzek.
- Wiesz, mogę sprawić, że zapomnisz o całej sprawie i się rozluźnisz... mogę? - jego ręce wjechały pod luźną koszulkę i zaczęły mnie głaskać po brzuchu. Nie powiem, to było przyjemne, ale nie miałem już dzisiaj ochoty na... praktycznie, to nic. Na trening zresztą też, ale skoro Shiro już tu był, to nie było sensu go odprawiać.
- Shiro, zastopuj trochę. - wyplątałem się z jego objęć. - Rozumiem, że jesteś napalony, czy coś, ale musisz odwalić swoją robotę. Chodźmy już zrobić tą rozgrzewkę, co? - westchnąłem. Chłopak spojrzał się na mnie z wyrzutem, ale za chwilę zamknął oczy, a gdy je otworzył, na jego twarz znów płynął ten łobuzerski uśmiech. Rany, co ja mam z nim zrobić...
- Wypieprzaj! Nie mam ochoty na trening!
- Ale mnie to nie obchodzi! Twoja matka mi płaci, i to o wiele za dużo jak na taką robotę!
- A co?! Narzekasz?! Bo ja bym nie narzekał, skoro ci to się podoba! - warknąłem, leżąc twarzą do dołu na kanapie. Humor miałem zjebany, więc całą godzinę pozostałą do przyjścia Shiro spędziłem... szczerze mówiąc, to na niczym, oprócz użalania się nad sobą i wytykania sobie, jaki to ja jestem chujowy, beznadziejny i tak dalej. Znalazłbym pewnie jeszcze więcej przymiotników opisujących moją osobę, ale wtedy musiałbym skorzystać z internetu, który mam w telefonie, który był w sypialni, a to tak daleko...
- Naoki! Podnoś dupę i otwieraj, bo wyważę drzwi! A wtedy to ty poniesiesz za to koszty!
- Och, czemu jesteś taki upierdliwy? - mruknąłem, zwalając się na podłogę i szurając stopami podszedłem do drzwi, za którymi stał mój młody bóg. Miał na sobie biały bezrękawnik, ukazujący jego idealne mięśnie. Przez koszulkę było widać zarysowany kaloryfer. Na ramieniu miał sportową torbę.
Spojrzałem na niego złowrogo. Chciałem dać do zrozumienia całemu światu, w tym także jemu, że mam zły nastrój i że lepiej ze mną nie zadzierać, bo przypierdolę, nawet Shiro. Chociaż, po namyśle może i lepiej nie, bo on, zważywszy na jego nerwowe usposobienie i siłę, też by mi pewnie przypierdolił. A wtedy nie byłoby miło i musiałbym po raz setny rozważyć, czy naprawdę kocham go tak, jak ubzdurało sobie moje serce .No i może penis, ale to już mniej. No i oczywiście mózg, odpowiedzialny za wszystkie te duperele w naszym ciele, czy jakoś tak...
- Zachciało się księżniczce otworzyć, tak? - syknął. - Wiesz, może i nadeszła wiosna, ptaszki śpiewają, słońce świeci, ale nadal jest trochę, kurwa, zimno! A dobijam się do ciebie jakieś dziesięć minut!
- Pewnie poczekałbyś sobie jeszcze dłużej, gdyby nie to, że wręcz na mnie wymusiłeś otworzenie ci. - odwróciłem się od niego i skierowałem się w stronę lodówki, żeby zjeść coś dobrego. - No kto normalny chciałby wyważyć komuś drzwi tylko dlatego, że nie chce wpuścić kogoś do środka?!
- Może ja?
- O taaak, bo ty jesteś normalny...
- Kwestionujesz moją normalność?!
- A żebyś wiedział, że tak. Masz z tym jakiś problem?! - szatyn nie odpowiedział, tylko zaczął mi się przyglądać, bardzo intensywnym wzrokiem. Czując na sobie jego wzrok, zawsze czułem się... dziwne. - Masz w tym jakiś cel, że się tak na mnie gapisz? - zapytałem, nalewając sobie do szklanki sok.
- Nie wiem, tak jakoś... nie jesteś dzisiaj sobą, prawda? Coś się stało? Na bank coś się stało, normalnie ty... się tak nie zachowujesz. - Jeszcze ma czelność mówić mi coś takiego! Znamy się dopiero cztery dni!
Nie odpowiedziałem, tylko skupiłem się na tym, by nie wypuścić naczynia z drżących rąk. On się o mnie... martwił? Może... może jest jeszcze szansa dla mojego przypadku miłości? żeby ta "nieodwzajemniona" zamieniła się w tą "odwzajemnioną"?
Nagle ramiona chłopaka oplotły mnie w pasie, a ja o mało nie poplułem się sokiem.
- Naoki, powiesz mi, co się stało? - Czemu, do cholery, teraz jest dla mnie taki czuły?! Czy przed chwilą nie był na mnie zły?! Chce sobie pogrywać z moimi uczuciami? Bo chyba wie, co do niego czuję.
Postanowiłem zaryzykować i wygadać mu się. Miyo bym się nie wygadał, bo jest za młoda i nie chcę, żeby dokuczali jej przez to, że ma brata-pedała. Najbezpieczniej będzie, jeżeli się o niczym nie dowie. Wiem, to źle, że ją okłamuję, ale... tak będzie dla niej lepiej. I dla mnie też.
- Ech... Ale obiecujesz, że zachowasz to dla siebie?
- Obiecuję - przyrzekł.
- No bo... przed twoim przyjściem, Yosuke... on wyznał mi miłość. - czułem, jak szatyn sztywnieje i mocniej mnie do siebie przyciska. A jednak! - A ja, debil, nic nie powiedziałem, a on to wziął tak, jakbym kazał mu się wynosić. Shiro, kompletnie zjebałem. A on jest moim... no, przyjacielem! Najlepszym przyjacielem, cholera! - Jęknąłem i bezwiednie bardziej się w niego wtuliłem. Chyba spodobały mu się takie czułości, bo pocałował mnie w policzek.
- Wiesz, mogę sprawić, że zapomnisz o całej sprawie i się rozluźnisz... mogę? - jego ręce wjechały pod luźną koszulkę i zaczęły mnie głaskać po brzuchu. Nie powiem, to było przyjemne, ale nie miałem już dzisiaj ochoty na... praktycznie, to nic. Na trening zresztą też, ale skoro Shiro już tu był, to nie było sensu go odprawiać.
- Shiro, zastopuj trochę. - wyplątałem się z jego objęć. - Rozumiem, że jesteś napalony, czy coś, ale musisz odwalić swoją robotę. Chodźmy już zrobić tą rozgrzewkę, co? - westchnąłem. Chłopak spojrzał się na mnie z wyrzutem, ale za chwilę zamknął oczy, a gdy je otworzył, na jego twarz znów płynął ten łobuzerski uśmiech. Rany, co ja mam z nim zrobić...
***
- Naoki, może już byśmy na dzisiaj skończyli?
Od przyjścia szatyna minęła jakaś godzina. W międzyczasie przyszła do nas moja matka i powiedziała, że ona i Keiji jadą na tydzień na jakąś delegację, czy ki wał. Miyo podobno miała nocować u jakiejś koleżanki, więc... zostałem sam. Na chwilę, oczywiście, ale sam. Jest beznadziejnie. Do tego Yosuke się na mnie obraził. Jest baardzo beznadziejnie.
Ale zostaje jeszcze Shiro. On będzie przychodził do mnie codziennie na treningi. Nie będzie mi się przynajmniej nudzić. No ale on będzie się do mnie dobierał. Więc jednak jest beznadziejnie.
- Czemu? Przecież zostało nam jeszcze jakieś - spojrzałem na godzinę w telefonie - pół godziny.
- No tak, ale chyba zbiera się na deszcz. - spojrzał w górę i jak na zawołanie na jego twarz spadło kilka kropel. - No... to ja się będę zbierał.
Nie rozumiem go. Najpierw się do mnie dobiera, a teraz traci okazję do... no, do dobrania się do mnie!
- Czekaj, po co będziesz wracał? Nie jesteś tu samochodem, jak zacznie padać to zmokniesz i się rozchorujesz. A mój trener nie może być chory. - powiedziałem z wyrzutem, a za chwilę, jak na zawołanie rozpadało się całkowicie.
Szczerze mówiąc, to nie obchodziło mnie zbytnio, czy będzie przeziębiony, bo podobno idiotów zarazki się nie trzymają. Miałem też w tym swój cel.
- Ale ja... - szukał jakiegoś wytłumaczenia, ale tylko westchnął. - Dobra, niech ci będzie. Ale masz mi zrobić herbatę - zagroził mi palcem.
- Jasne, jasne. - zaśmiałem się.
Chwilę potem siedzieliśmy przy niewielkim stole w kuchni. Ja stałem przy kuchence czekając, aż woda się zagotuje. Czułem jego wzrok na sobie. Jakby chciał mnie nim rozebrać. Ale poza tym, nic nie robił. Szczerze, to mógłbym się do tego przyzwyczaić. Tylko jakoś tak... nudno.
Postawiłem przed nim niebieski kubek, a on wziął go do ręki i napił się.
- Dobra. - stwierdził tylko, a potem pogrążyliśmy się w ciszy. Skupił wzrok na oknie obserwując deszcz, a raz na jakiś czas wziął łyka. Obserwowałem go uważnie, a on jakby nie zwracał na to uwagi.
- Pościgajmy się. - rzuciłem, nie panując nad tym co mówię. Spojrzał się na mnie jak na wariata, po czym zapytał:
- Jesteś tego pewien? To ty byłeś tym, który nie chciał, żebym się rozchorował - zauważył. Wzruszyłem ramionami.
- Jestem pewien. Możemy obaj być chorzy.
- To takie romantyczne - zadrwił. - Ale niech ci będzie. - powiedział odstawiając kubek i kierując się w stronę wyjścia, w międzyczasie zakładając sportowe buty. A ja poszedłem za nim.
Na dworze lało jak z cebra. Co jakiś czas walnął gdzieś grzmot, a czarne niebo rozjaśniał piorun. Nawet kilka minut po wyjściu z domu byliśmy już przemoknięci do suchej nitki. I chociaż było w miarę wcześnie, to czułem się, jakby było grubo po dziewiątej. Naprawdę.
Podeszliśmy na skraj chodnika, gdzie, po chwili namysłu, objaśniłem szatynowi trasę naszego wyścigu.
- ... a potem zawracamy i biegniemy tutaj. Zgoda?
- Zgoda. Tylko masz nie oszukiwać - zagroził mi palcem.
- Na twoim miejscu to bym się o siebie martwił - zmierzyłem go wzrokiem. Chyba zrozumiał aluzję, bo nadął policzki i udał oburzonego.
- No wiesz co...! Podejrzewać mnie o oszukiwanie, też coś! - splótł ręce na piersi i zmarszczył nos. A ja nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem. On spojrzał się na mnie jakby nie wiedział, co ma robić, ale za chwilę śmiał się razem ze mną. Tak naprawdę to śmiałem się z niego, ale chyba sobie nie zdawał z tego sprawy.
- Dobra, nie traćmy czasu. Po namyśle jednak wolałbym siedzieć w domu. I nie mów "A nie mówiłem" - przerwałem mu gdy otworzył usta by coś powiedzieć. Jednak zaraz ze tego zrezygnował, podszedł do niewidzialnej linii startu i ustawił się. Zrobiłem to samo. Zerknąłem jeszcze na szatyna i na jego pełną powagi twarz. Wziął nasze małe współzawodnictwo na poważnie. O wiele bardziej, niż się spodziewałem. Myślałem, że... Po jego usposobieniu można było wywnioskować, że jest taki beztroski, że nic nie traktuje na serio. Czyli myliłem się co do niego. On się naprawdę stara. Więc ja też się postaram. Przecież nie mogę być od niego gorszy, prawda?
Przygotowaliśmy się do startu. W niewielkiej odległości od siebie, dzieliło nas tylko jakieś piętnaście centymetrów. Nawet przez deszcz czułem, jak jego ciało emituje przyjemne ciepło.
Nagle naszła mnie ochota... przytulić go.
Rzucił jeszcze na mnie okiem, po czym krzyknął "Start!".
I ruszyliśmy.
Od przyjścia szatyna minęła jakaś godzina. W międzyczasie przyszła do nas moja matka i powiedziała, że ona i Keiji jadą na tydzień na jakąś delegację, czy ki wał. Miyo podobno miała nocować u jakiejś koleżanki, więc... zostałem sam. Na chwilę, oczywiście, ale sam. Jest beznadziejnie. Do tego Yosuke się na mnie obraził. Jest baardzo beznadziejnie.
Ale zostaje jeszcze Shiro. On będzie przychodził do mnie codziennie na treningi. Nie będzie mi się przynajmniej nudzić. No ale on będzie się do mnie dobierał. Więc jednak jest beznadziejnie.
- Czemu? Przecież zostało nam jeszcze jakieś - spojrzałem na godzinę w telefonie - pół godziny.
- No tak, ale chyba zbiera się na deszcz. - spojrzał w górę i jak na zawołanie na jego twarz spadło kilka kropel. - No... to ja się będę zbierał.
Nie rozumiem go. Najpierw się do mnie dobiera, a teraz traci okazję do... no, do dobrania się do mnie!
- Czekaj, po co będziesz wracał? Nie jesteś tu samochodem, jak zacznie padać to zmokniesz i się rozchorujesz. A mój trener nie może być chory. - powiedziałem z wyrzutem, a za chwilę, jak na zawołanie rozpadało się całkowicie.
Szczerze mówiąc, to nie obchodziło mnie zbytnio, czy będzie przeziębiony, bo podobno idiotów zarazki się nie trzymają. Miałem też w tym swój cel.
- Ale ja... - szukał jakiegoś wytłumaczenia, ale tylko westchnął. - Dobra, niech ci będzie. Ale masz mi zrobić herbatę - zagroził mi palcem.
- Jasne, jasne. - zaśmiałem się.
Chwilę potem siedzieliśmy przy niewielkim stole w kuchni. Ja stałem przy kuchence czekając, aż woda się zagotuje. Czułem jego wzrok na sobie. Jakby chciał mnie nim rozebrać. Ale poza tym, nic nie robił. Szczerze, to mógłbym się do tego przyzwyczaić. Tylko jakoś tak... nudno.
Postawiłem przed nim niebieski kubek, a on wziął go do ręki i napił się.
- Dobra. - stwierdził tylko, a potem pogrążyliśmy się w ciszy. Skupił wzrok na oknie obserwując deszcz, a raz na jakiś czas wziął łyka. Obserwowałem go uważnie, a on jakby nie zwracał na to uwagi.
- Pościgajmy się. - rzuciłem, nie panując nad tym co mówię. Spojrzał się na mnie jak na wariata, po czym zapytał:
- Jesteś tego pewien? To ty byłeś tym, który nie chciał, żebym się rozchorował - zauważył. Wzruszyłem ramionami.
- Jestem pewien. Możemy obaj być chorzy.
- To takie romantyczne - zadrwił. - Ale niech ci będzie. - powiedział odstawiając kubek i kierując się w stronę wyjścia, w międzyczasie zakładając sportowe buty. A ja poszedłem za nim.
Na dworze lało jak z cebra. Co jakiś czas walnął gdzieś grzmot, a czarne niebo rozjaśniał piorun. Nawet kilka minut po wyjściu z domu byliśmy już przemoknięci do suchej nitki. I chociaż było w miarę wcześnie, to czułem się, jakby było grubo po dziewiątej. Naprawdę.
Podeszliśmy na skraj chodnika, gdzie, po chwili namysłu, objaśniłem szatynowi trasę naszego wyścigu.
- ... a potem zawracamy i biegniemy tutaj. Zgoda?
- Zgoda. Tylko masz nie oszukiwać - zagroził mi palcem.
- Na twoim miejscu to bym się o siebie martwił - zmierzyłem go wzrokiem. Chyba zrozumiał aluzję, bo nadął policzki i udał oburzonego.
- No wiesz co...! Podejrzewać mnie o oszukiwanie, też coś! - splótł ręce na piersi i zmarszczył nos. A ja nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem. On spojrzał się na mnie jakby nie wiedział, co ma robić, ale za chwilę śmiał się razem ze mną. Tak naprawdę to śmiałem się z niego, ale chyba sobie nie zdawał z tego sprawy.
- Dobra, nie traćmy czasu. Po namyśle jednak wolałbym siedzieć w domu. I nie mów "A nie mówiłem" - przerwałem mu gdy otworzył usta by coś powiedzieć. Jednak zaraz ze tego zrezygnował, podszedł do niewidzialnej linii startu i ustawił się. Zrobiłem to samo. Zerknąłem jeszcze na szatyna i na jego pełną powagi twarz. Wziął nasze małe współzawodnictwo na poważnie. O wiele bardziej, niż się spodziewałem. Myślałem, że... Po jego usposobieniu można było wywnioskować, że jest taki beztroski, że nic nie traktuje na serio. Czyli myliłem się co do niego. On się naprawdę stara. Więc ja też się postaram. Przecież nie mogę być od niego gorszy, prawda?
Przygotowaliśmy się do startu. W niewielkiej odległości od siebie, dzieliło nas tylko jakieś piętnaście centymetrów. Nawet przez deszcz czułem, jak jego ciało emituje przyjemne ciepło.
Nagle naszła mnie ochota... przytulić go.
Rzucił jeszcze na mnie okiem, po czym krzyknął "Start!".
I ruszyliśmy.
A witam, witam
OdpowiedzUsuńEhh, sprawa Yosuke :c *:>>>>>>>>>>>>>>>> <-- tak wygląda i czuje się naprawdę*
A spróbuj ich skłócić, spróbuj tylko. Wtedy cię zabiję, chuj z tym, że nikt mi później tego nie dokończy. Jeśli oni będą skłóceni, to nie ma przyszłości dla tego opowiadania. No chyba, że się zaraz pogodzą. To okej, kłóć ich ile chcesz.
*Teksty Shiro*
"Naoki! Podnoś dupę i otwieraj, bo wyważę drzwi!"
"Wiesz, może i nadeszła wiosna, ptaszki śpiewają, słońce świeci, ale nadal jest trochę, kurwa, zimno!"
"Kwestionujesz moją normalność?!"
"- Jestem pewien. Możemy obaj być chorzy.
- To takie romantyczne"
Naprawdę z tego leje XD
Kocham go. Kocham go bardziej niż Naoki. Kocham go miłością szczerą, nieskazitelną i wieczną (no chyba, że powie Yosuke, żeby się odpieprzył od Naokiego, wtedy go (też szczerze) znienawidzę :>>)
Ja chcę już wiedzieć co będzie z Yosuke, juuuuuuuuuuuuuuuuż ;-; *mimo wszystko dalej się uśmiecha*
No bo ja nie chcę, żeby to wydarzenie jakoś na nich zadziałało ani w te, ani wewte. Niby od samego początku wolałam (i w sumie dalej wolę) Naoki x Yosuke, aniżeli Naoki x Shiro (no jakoś takoś) ale nie chcę, żeby ich związek powstał przez takie zdarzenie, wolałabym jakby to Naoki bardziej się chciał w to zaanga- ale po co ja ci o tym piszę, przecież to Naoki x Shiro jest canonem, a tamto to tylko mój otp ;-;
"- Yosuke, czekaj...! - krzyknąłem, ale usłyszałem tylko trzask drzwi. - Yosuke, ty idioto! - walnąłem pięścią w ścianę." Jak sobie to wyobraziłam, to aż płakać mi się zachciało, niby takie jakieś oklepane, a jednak mnie się to nigdy nie znudzi. Takie sceny są scenami najpiękniejszymi.
Kocham gdy komuś dzieje się krzywda, kocham gdy ktoś umiera, kocham gdy ktoś płacze, kocham wszystko co smutne.
Ja tu gadu gadu o tym wyznaniu, a przecie Shiro jakiś taki nieswoi był. No halo o co chodzi?
Mówiłaś, że to nie przez ten pocałunek (o którym on w sumie nie wie, ale cii), a z innego powodu. Nie chce mi się teraz myśleć.
Albo jednak.
Chodzi o jego jakąś dziewczynę?
Przecież mógł chcieć tylko sprawdzić czy jest gejem. Uwiódł Naokiego i uznał, że jednak woli dziewczyny, ale polubił go i boi się powiedzieć mu, że nie jest homo i go nigdy nie kochał. I nie chce też odchodzić zaraz po tym gdy tak wszystko popieprzył w relacjach Yosuke i Naokiego, bo ten znienawidziłby go jeszcze bardziej.
A może chodzi o jego rodziców?
Wymyśliłaś już co się z nimi stało? Spłonęli? Utonęli? Ktoś ich zabił? A może żyją, tylko, że go zostawili jak był mały, a teraz wracają, bo dowiedzieli się, że ma dobrze płatną pracę czy coś.
A może babcia mu umarła?
I teraz chce się zapytać Naokiego czy może u niego pomieszkać przez jakiś czas, ale boi się co pomyślą jego rodzice o tym, że jego trener u niego miesz- HALO Naoki ma przecież na tydzień wolną chatę, okurde. Bedo się seksić, oj bedo :>>
Dobra, koniec. Ja też muszę coś pisać kurde no ;-;
Szczerze mówiąc, to podałaś mi wieeele pomysłów, z których może skorzystam :>
UsuńAle rozkminy masz niezłe, chociaż po części coś ci mówiłam, ale jednak nie... więc twoje przemyślenia są jak najbardziej usprawiedliwione XD
I no kurde no, dzięki za komentarz :v