Witam! :D
Moi Drodzy, oto przedstawiam wam opowiadanie SasuNaru :3 Słowem wstępu wszystko dzieje się po Wielkiej Czwartej Wojnie Shinobi, Sasek wyjeżdża z wioski i takie tam. Nie dzieje się nic z Naruto Gaiden, więc Sasuke nie ma jeszcze dziecka (a przynajmniej o tym nie wie), jest "wolny" :v. Dlatego zapraszam do komentowania i czytania. c:
(Jeśli nie interesuje Cię opowiadanie z tym paringiem/o takiej tematyce, zjedź na sam dół, bo pod koniec zawarłam parę ważnych informacji)
(Jeśli nie interesuje Cię opowiadanie z tym paringiem/o takiej tematyce, zjedź na sam dół, bo pod koniec zawarłam parę ważnych informacji)
---------------------------------------------
- Witaj, Orochimaru.
Brązowowłosy mężczyzna o jaskrawożółtych oczach w stroju shinobi siedzący przy barze zerknął na chłopaka, który stał przed nim z poważną miną. Kiwnął mu na drzwi wyjściowe, po czym pożegnał się z towarzyszami tłumacząc się późną godziną. Chwilę później byli już na zewnątrz. Szatyn przekręcił głowę mierząc chłopaka wzrokiem, po czym złapał się za nos i jednym ruchem ściągnął sobie twarz, ukazując bladą skórę i fioletowe cienie pod oczami. Spalił powłokę w ręku wymawiając jakieś nieznane słowa, po czym uśmiechnął się.
- No proszę, proszę. Uchiha Sasuke we własnej osobie. Co cię sprowadza do mojej skromnej osoby? - ukłonił się teatralnie, przykładając prawą rękę do piersi, a lewą wyrzucając w bok. Uchiha prychnął tylko.
- Nie spytasz się, jak cię odnalazłem? - zapytał takim tonem, jakby oczekiwał od mężczyzny pochwały.
- Nie ma takiej potrzeby, i tak byś mi nie powiedział. Nawet jeśli, to uważam, że twoje umiejętności są wielkie i że potrafiłbyś mnie znaleźć. - przyznał. Sasuke uniósł kącik ust w nikłym uśmiechu. - A wracając do tematu, jaki jest powód twojego przybycia tutaj?
- Musisz coś dla mnie zrobić. - Oznajmił oschle Uchiha. Na jego twarzy malowało się coś na kształt powagi i... prawie niewidocznego uśmiechu.
***
Otworzyłem gwałtownie oczy oddychając głęboko. Rozejrzałem się wokół siebie, ale Sasuke już zniknął. Tak samo jak Orochimaru i Kabuto. Znów byłem w swoim mieszkaniu, znów mając ten sen. Podniosłem się do siadu i przetarłem ręką zmęczoną twarz. Przez te cholerne wizje - bo sny to na pewno nie były, jestem tego pewien - zawalałem prawie każdą noc bojąc się, że znów będę to śnić i... rozpłaczę się jak małe dziecko. Bo straszliwie mi go brakowało. Brakowało mi jego docinek. Brakowało mi jego oschłości. Brakowało mi jego głosu. Brakowało mi tej pogardy w jego czarnych, głębokich oczach. Brakowało mi go całego.
Wiedziałem, że i tak już nie zasnę, więc postanowiłem się ubrać i przejść, żeby odetchnąć świeżym powietrzem. Nasunęła mi się myśl, żeby pójść do Ichiraku Ramen, ale przecież o tej godzinie jest zamknięte. Jednak nagle mnie olśniło i puściłem się biegiem. Już po kilku minutach byłem tam, gdzie chciałem dotrzeć. To było bezsensowne i głupie, ale przybyłem do dzielnicy Uchihy. Szczerze mówiąc, sam nie wiedziałem, po co tu przybiegłem. Chyba dlatego, żeby trochę... powspominać. Byłem tu tylko kilka razy w życiu, ale wszystko mi o nim przypominało. Minąłem jego dawny dom. Oczami wyobraźni widziałem, jak kiedyś poprosił mnie o pomoc w przeprowadzce. Proszący Uchiha, to był dopiero widok! Oczywiście pomogłem mu, po drodze się przy okazji z niego naśmiewając. Nie miał zbyt wielu rzeczy osobistych, zaledwie jeden karton. Pamiętam jak narzekał, że nie chce tam mieszkać, bo będzie tam sam. A ja, niewiele myśląc, zaproponowałem mu mieszkanie u siebie. Oczywiście odmówił, ale po chwili ciszy, jakby się wahał. Przypomniałem sobie to wszystko, a potem poczułem, jak w oczach zbierają się łzy.
Dalsze chodzenie po kompleksie nie miało sensu, bo dla mnie nie było tam już nic wartego obejrzenia. Z rękami w kieszeniach skierowałem się w stronę mojego domu. Tam wskoczyłem na dach i tam postanowiłem przeczekać noc patrząc, jak księżyc zachodzi, a wstaje słońce. Może nie było to zbyt pasjonujące zajęcie, ale nie miałem lepszego pomysłu. Takim sposobem już za kilka godzin zastał mnie dzień.
Było około siódmej, kiedy oczy zaczęły mi się zamykać, więc wróciłem do łóżka i znów się położyłem. Mogłem tak zrobić od razu, ale nieee, musiałem nostalgicznie wzdychać do księżyca. No jasne. Kołdra powitała mnie z radością i już za chwilę smacznie chrapałem w poduszkę, Wtedy ze snu wyrwało mnie pukanie. Mruknąłem coś niezrozumiałego, po czym odwróciłem się twarzą do ściany. Nagle z moich rąk zniknęła kołdra, a ja zaskoczony podniosłem się. Pierwsze, co zobaczyłem to była para brązowych, ogromnych oczu, wpatrujących się we mnie z zaciekawieniem. Odskoczyłem od niego jak oparzony uderzając się tyłem głowy o ścianę za mną.
- Auć! Do jasnej cholery, co to miało być, Konohamaru!? - krzyknąłem oburzony, jednak on nic sobie z tego nie robił tylko nadal głupkowato się uśmiechał.
- Tak słodko spałeś, że nie miałem serca cię nie obudzić! - chłopak poklepał mnie po głowie, a ja odepchnąłem jego rękę. Pozwalał sobie na zdecydowanie za dużo, gnojek jeden.
- Co ty tu tak w ogóle robisz, co? I skąd masz klucze? - zapytałem już spokojniejszym tonem. W jednej chwili na jego twarzy zapanowała powaga, jaką rzadko kiedy u niego widziałem.
- Szósty cię wzywa, Braciszku Naruto. To coś związanego z Sasuke. - rzekł, po czym najzwyczajniej w świecie zniknął w kłębach dymu. Nawet nie byłem zainteresowany, kiedy nauczył się takiej sztuczki. Siedziałem tam jedynie wpatrzony w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stał brązowowłosy w potężnym szoku. Jak to... Sasuke? On odszedł. To niemożliwe.
Zerwałem się z miejsca i pobiegłem po jakieś ubrania. Dobrze, że noszę dres, bo za kilka minut biegłem gotowy w stronę siedziby Hokage. W Wiosce panowało jakieś dziwne poruszenie. Wszyscy szeptali sobie coś do uszu, najwyraźniej coś musiało się stać. Ale po co Kakashiemu moja interwencja, skoro w wypadku ataku na wioskę mogła wezwać Neji'ego. Po pierwsze był Jouninem, po drugie był o wiele bardziej zdyscyplinowany niż ja. Ale nie warto kłócić się z jego decyzją. Był bardzo nieustępliwy. Tak swoją drogą, to Sakura też taka była.
Zapytacie, czemu o niej wspomniałem. Zobaczyłem ją, gdy była cała zapłakana i szła w przeciwnym kierunku niż do mojego. Odezwała się we mnie pewnego rodzaju troska i przystanąłem na chwilę zapytać, co się stało, czemu płacze. Równie dobrze mogła się rozryczeć z byle powodu, kiedyś tak było. Teraz się zmieniła. Niby ją kochałem, trochę tego uczucia nadal we mnie jest, ale dziś traktowałem Sakurę jak siostrę. Nic więcej.
Gdy mnie zobaczyła, rozbeczała się jeszcze bardziej. Podszedłem do niej i przytuliłem ją, a ona zaczęła mi moczyć kołnierz. Poklepałem ją pokrzepiająco po plecach, ale to nic nie dało.
- S-sakura, co się stało? - zapytałem z troską w głosie. W obliczu babskich łez byłem bezsilny, dlatego spanikowałem lekko, gdy ta rozbeczała się jeszcze bardziej. Z trudem spojrzała mi w oczy, gdzie kryło się zdziwienie i niezrozumienie, po czym odepchnęła mnie z ogromną siłą i uciekła. Stałem tam zdezorientowany, a paru ludzi przystanęło, żeby obejrzeć tą scenkę. Posłałem im nienawistne spojrzenie, a ci szybko się wycofali.
Do dojścia do Hokage mój umysł zatruwała różowowłosa i jej dziwne zachowanie. Skoro szła w przeciwnym kierunku niż mój, to musiała wracać od Kakashiego. A skoro on wezwał mnie w sprawie Sasuke, to...
Puściłem się sprintem, nie zważając na obelgi rzucane w moim kierunku przez potrąconych przeze mnie ludzi. Jeśli moja "dedukcja" okazała się słuszna, to albo Sasuke znów przeszedł na złą stronę mocy, albo coś mu się stało. Obstawiam to pierwsze, bo nikt nigdy nie wiedział, co draniowi kryje się pod tą jego czarną czupryną.
Już miałem zapukać do jej biura, kiedy jacyś dwaj shinobi odepchnęli mnie lekko na bok, a sami weszli do pokoju. Normalnie bym tam wszedł nie zważając na innych, ale dzisiaj wolałem być grzecznym. Bo co, gdy Szósty przez moje głupie zachowanie karze mi iść do domu i nic mi nie powie o Sasuke?
Kiedy moja cierpliwość już prawie się skończyła, tamci dwaj nareszcie wyszli. Przeprosili mnie za tamto popchnięcie i zapewnili, że to się nigdy nie powtórzy, po czym zniknęli, a ja nareszcie miałem okazję wejść do biura.
Przestraszyłem się wyrazu twarzy Kakashiego. Było to połączenie smutku, powagi, troski i współczucia. Dopiero potem zwróciłem uwagę na nieduży stół, nakryty płachtą. Jedyne, co z pod tej płachty wystawało, były... czarne włosy. Odrzucałem od siebie tę myśl, ale ona nadal wracała. Ja... nie chciałem w to wierzyć.
- Naruto... - Kakashi zaczął z politowaniem. Pokręciłem tylko głową.
- Sensei, powiedz mi po prostu o co chodzi.
Mężczyzna wstał, obszedł biurko i stanął przy metalowym stole. Jednym ruchem ściągnął płachtę.
Moje serce pękło na milion kawałków. Nie mogłem oddychać.
- T-to jest jakiś żart, prawda? Jest bardzo śmieszny, ale nie mam teraz ochoty na żarty - jak na potwierdzenie moich słów zaśmiałem się histerycznie.
- Bardzo mi przykro, Naruto, ale to nie jest żart. Sasuke nie żyje.
-----------------------------------------
Tak, wiem, to nie Trener, ani tym bardziej Drugie Wcielenie, ale już się tłumaczę. Otóż zaczęłam pisać następne rozdziały obu opowiadań, ale ich nie skończyłam. Trochę potrzymam was w niepewności czy Naoki pocałuje Yosuke, czy nie. Ale nie o tym mowa. No więc to opowiadanie ma już dwa rozdziały, które trzeba tylko dodać. Poza tym razem z pewną osobą pracujemy nad rpg, które mamy zamiar wrzucić na bloga, oczywiście kiedy skończymy, a to trochę potrwa. Wracając do tematu, dostajecie opowiadanie SasuNaru, zamiast tamtych. Aktualnie jestem też na obozie, więc będę miała mniej czasu ba pisanie bloga czy wrzucanie rozdziałów, bo o internet tu trudno. Dlatego zrobię sobie małą przerwę, a wracam za miesiąc. Oczywiście w miarę możliwości spróbuję coś dodać, ale nie obiecuję. Tak więc na koniec życzę wam jeszcze udanych wakacji! ^^
-----------------------------------------
Tak, wiem, to nie Trener, ani tym bardziej Drugie Wcielenie, ale już się tłumaczę. Otóż zaczęłam pisać następne rozdziały obu opowiadań, ale ich nie skończyłam. Trochę potrzymam was w niepewności czy Naoki pocałuje Yosuke, czy nie. Ale nie o tym mowa. No więc to opowiadanie ma już dwa rozdziały, które trzeba tylko dodać. Poza tym razem z pewną osobą pracujemy nad rpg, które mamy zamiar wrzucić na bloga, oczywiście kiedy skończymy, a to trochę potrwa. Wracając do tematu, dostajecie opowiadanie SasuNaru, zamiast tamtych. Aktualnie jestem też na obozie, więc będę miała mniej czasu ba pisanie bloga czy wrzucanie rozdziałów, bo o internet tu trudno. Dlatego zrobię sobie małą przerwę, a wracam za miesiąc. Oczywiście w miarę możliwości spróbuję coś dodać, ale nie obiecuję. Tak więc na koniec życzę wam jeszcze udanych wakacji! ^^