wtorek, 31 marca 2015

Trener - Rozdział VI

Shiro powoli przejechał palcem po moim penisie. Zadrżałem, wpijając się w jego usta. Ten nie pozostał mi dłużny i zrobił to samo. Wziąłem jego członka do ręki i zacząłem poruszać. On jęknął mi w usta, po czym zjechał niżej, na sutki, liżąc je. Obaj stękaliśmy, aż w końcu szatyn doszedł. Podniosłem go i znów się pocałowaliśmy.
- Shiro... wejdź we mnie... - szepnąłem. On złapał mnie za pośladki, podniósł i nabił na swoją męskość. Mój krzyk uciszył gwałtownym pocałunkiem. Cały czas się na niego nabijałem, gdy usłyszałem coś... coś cholernie denerwującego.
Bip.
- Shiro, przestań na chwilę.
Bip.
- Ale ja już prawie... -jęknął.
Bip.
- Ciiii. Słyszysz to?
Bip.
- Co?
Bip.
- Wsłuchaj się.
Bip.
 Nie mówcie mi, że to...
Bip.
Tak. To jest, kurwa, jebany budzik!
***
Obudziłem się, dysząc ciężko. Leżałem na podłodze, opierając się o kanapę.  Czyli mam rozumieć, że to był tylko sen? Ale.. zapowiadało się tak obiecująco... Chciałem wstać, ale poczułem dwie dziwne rzeczy. Ból głowy i... niewielki dyskomfort w dolnych częściach... no wiecie gdzie. Pięknie, teraz będę musiał sobie ulżyć. A potem, z siłą wybuchu atomówki wróciły do mnie wspomnienia z wczorajszego wieczoru. Przypomniałem sobie... przypomniałem sobie praktycznie wszystko. Aż mnie głowa zabolała. Automatycznie poczułem, jak moje ciało zalewa fala gorąca. I jak moje spodnie robią się coraz bardziej ciasne. Bo najwyraźniej zasnąłem w ubraniach. Z moich ust wydobył się cichy jęk. Musiałem jak najszybciej znaleźć się w łazience. I znaleźć coś na ból głowy, bo kac to ciężka sprawa. Podparłem się o podłokietnik i wstałem. Przez chwilę zamroczyło mi się przed oczami, a po chwili rozejrzałem się po pokoju. Wokół mnie było pełno strzępków papieru, a co mi się najbardziej rzuciło w oczy to... wibrator. Ach tak, prezent od Shiro. Ten to ma pomysły, idiota.
Jeszcze pamiętałem rozkład pomieszczeń w domu Yosuke, więc bez trudu trafiłem do docelowego miejsca. Z erekcją nie było problemu, poszło szybko. No, może trochę pobrudziłem kibel, ale dało się to doczyścić. Z tabletkami było już trochę gorzej, bo nie mogłem ich znaleźć. Postanowiłem, że zaczekam aż blondyn się obudzi i da mi coś, bo rozsadzało mi łeb od środka. Uchyliłem lekko drzwi od pomieszczenia, kiedy usłyszałem kobiecy głos. Bardzo... znajomy głos.
- ... i przyjdą tu dzisiaj. Mnie jeszcze nie będzie, sam wiesz jak to jest. Najprędzej będę za dwa tygodnie, ale nic nie obiecuję. Tylko masz im pomóc, bo zachowują się jak dzieci.
- Dobrze. - usłyszałem westchnienie Yosuke.
- To świetnie. To ja wracam do roboty. Do zobaczenia wkrótce!
Szybko przymknąłem drzwi, żeby ta kobieta mnie nie zauważyła. Kto to, do cholery był? Głos kojarzyłem, ale za Chiny nie mogłem sobie przypomnieć z kim.
Wziąłem głęboki wdech i wparowałem do sypialni chłopaka.
- Naoki?! C-Co ty tu robisz! Myślałem, że śpisz! - blondyn był... przerażony. Ciekawe.
- Spałem. - poprawiłem go. - Co to była za kobieta? - spytałem, bacznie obserwując jego każdą reakcję. Po tylu latach przyjaźni czasami mogłem wyczuć, kiedy kłamie. Taki tam, mój szósty zmysł.
- A więc ją widziałeś. - westchnął - To była, ten, koleżanka mojej mamy. Często tu przychodzi.
Kłamie. On zdecydowanie coś ukrywa. A ja za wszelką cenę muszę się dowiedzieć co.
- Ach tak? To czemu mówisz mi to dopiero teraz?
- Jakoś wcześniej nie miałem powodu, żeby mówić.
- Dobra, niech ci będzie. A gdzie jest twoja mama?
- Co? - spojrzał na mnie, jakby nie wiedział, o co chodzi.
- Sam wczoraj mi mówiłeś, że...
- Aaaa tak, racja! - przerwał mi. - Ona... musiała zostać jednak w szpitalu, bo, ten, no, przy wychodzeniu zasłabła i zostawili ją jeszcze na obserwację. - Spojrzałem na niego podejrzliwie, jednak w końcu wzruszyłem ramionami. Kiedyś i tak mi się wygada.
Nagle usłyszałem dzwonek telefonu Yosuke, a ten szybko pobiegł go odebrać. Wrócił do mnie i zaczął rozmowę.
- Tak, słucham?
Zamarł na chwilę, jednak otrząsnął się i powiedział:
- Tak, już daję. To do ciebie. - szepnął jeszcze i uciekł do pokoju. Nie martw się, jeszcze wrócimy do tej rozmowy, Yosuke.
- Halo?
- Witaj, Naoki.
Kurwa, no nie.
- Czego chcesz, gnoju? - syknąłem. To był Keiji.
- Chciałem tylko z tobą - z wami - porozmawiać.
- Ale tu nie ma o czym rozmawiać. - warknąłem i chciałem się rozłączyć, lecz Keiji szybko dodał:
- Proszę, nie rozłączaj się. Ja i twoja matka chcemy, żebyście wrócili do domu. Tęsknimy za wami.
Osłupiałem. On poprosił. A to się nie często zdarza. Heh, może być ciekawie.
- Muszę się nad tym zastanowić. Potem dam wam znać.
- Dobrze, rób co chcesz. Tylko daj nam odpowiedź jak najszybciej. Naprawdę chcemy was z powrotem.
- To się jeszcze okaże. - prychnąłem, i nie zważając na protesty Keiji'ego, rozłączyłem się.
Westchnąłem. Musiałem się mentalnie przygotować na te dyskusje. I tą z rodzicami, i tą z Miyo. chciałem dowiedzieć się, czy ona tego chce.
Jednego byłem pewien - będą to najtrudniejsze rozmowy w moim życiu.
***
Miyo, jak na swoje zachowanie, jest o wiele bardziej dojrzała, niż mi się zdawało. Dziewczyna powiedziała, że to tylko i wyłącznie mój wybór, jeśli chcę wrócić, a ona i tak za mną pójdzie nawet w ogień. To jeszcze bardziej skomplikowało mi plany. Z jednej strony - miałem nadzieję, że tak powie, z drugiej - chciałem, żeby była na mnie zła z powodu mojej decyzji powrotu. Czyli wychodzi na to, że muszę się spotkać z Keiji'm - a tego nie chcę. Bo ona ze mną nie pójdzie. Nie chcę jej narażać. Tak wiem, zrobiłem się nadopiekuńczy.
Z komórki Yosuke wybrałem ostatni numer i zadzwoniłem. Nie czekałem zbyt długo, tak jakby Keiji cały czas warował przy telefonie.
- Tak, słucham?
- Tu Naoki.
- Naoki? I co, zdecydowaliście się? - zapytał z wyraźną nadzieją w głosie.
- Tak.
- Czy moglibyśmy się spotkać i coś omówić?
- A nie możemy teraz?
- Nie, to nie jest rozmowa na telefon.
Okej, teraz mnie trochę wystraszył.
- Dobra, to kiedy i gdzie?
- Może o szesnastej u nas w domu?
- Tak, pasuje mi.
- To świetnie, do zobaczenia.
- Taaa.
Rozłączyłem się
Pasjonująca rozmowa, nie ma co.
Z nudów spojrzałem na zegarek. W domu nie miałem co robić - Miyo poszła do sklepu żeby "uzupełnić zapasy Yosuke", a blondynka jak uciekła, tak jej nie ma. Nie mając co robić, postanowiłem się przejść. W końcu jutro do szkoły, chciałem skorzystać z ostatniego dnia wolności. (Tak gwoli wyjaśnienia - Naoki ma urodziny 30 marca. Imprezę miał w piątek, więc bez szkoły jest jeszcze sobota i niedziela, a rozpoczęcie 3 kwietnia - dop. autorki) Wyszedłem z domu i wsadzając ręce do kieszeni poszedłem przed siebie. Nie miałem konkretnego celu - byle się nie zgubić. Chociaż i tak to było praktycznie nie możliwe, bo wychowałem się w Tokio. Nie odszedłem jednak nawet kilku kroków, gdy z sąsiedniego domu usłyszałem znajomy, lecz zdezorientowany głos.
- Naoki? Co ty tu robisz?
Odwróciłem się na pięcie w jego kierunku. W ręku trzymał wór, zgaduję, że ze śmieciami, a na sobie miał niebieski bezrękawnik i szorty. Nawet w tym wyglądał bardzo seksownie.
Zajebiście, wpadłem po uszy.
Zakłopotany podszedłem do niego.
- Hej, Shiro! A, bo wiesz... na trochę zamieszkałem u Yosuke, takie tam... - chłopak spojrzał na mnie uważnie, po czym zbliżył się na bardzo, bardzo niebezpieczną odległość i zmysłowym szeptem zapytał:
- Nasze plany nadal aktualne?
- T-Taa, bo ja właśnie o tym... - o mało bym się znów nie przewrócił. - Bo ja... to znaczy... dzisiaj nie mogę.
- Czemu?
- Bo... widzisz... to jest sprawa delikatnej wagi i...
Przerwał mi odgłos dzwoniącego telefonu. Chłopak wyciągnął komórkę z kieszeni i spojrzał na mnie pytająco, co rusz zerkając na urządzenie.
- Odbierz. To może być ważne. - ponagliłem go.
- Tak, słucham? - spytał niepewnie.
Nie dosłyszałem, kto to był.
- Eee, dobrze...? A w jakiej sprawie pan dzwoni?
Shiro był z deczka zdenerwowany, telefon wyślizgiwał mu się z rąk. Najwyraźniej mężczyzna wytłumaczył o co mu chodzi, bo nagle niezauważalnie się uspokoił i odetchnął z ulgą.
- Tak, pamiętam. Gdzie mam się stawić? Dobrze, będę tam. Dziękuję, do widzenia.
Rozłączył się.
- Naoki, wybacz, ale dzwonili do mnie z ofertą pracy. Nie mogę tego przegapić.
Pomachał mi i pobiegł do domu. Stałem tam jak słup soli i nie wiedziałem co robić. Za chwilę zobaczyłem szatyna jak wybiega z domu, zamyka kluczem drzwi na odczep się i biegnie w jakimś nieznanym mi kierunku. Gdy straciłem go z pola widzenia powoli wszedłem do mieszkania, nadal mając uchylone usta ze zdziwienia. Usiadłem na kanapie i zacząłem intensywnie wymyślać teorie spiskowe na temat szatyna. Jego zachowanie... dlaczego był taki rozdrażniony? Jestem ciekawy, kto do niego dzwonił. Może ma jakieś powiązania z Yakuzą? Nieee, jest za młody. Czemu przyszło mi to do głowy?! Chyba za dużo kryminałów, muszę je ograniczyć. Także przez tę osobę odwołał nasze spotkanie. Niby sam chciałem to zrobić, ale gdy on to zrobi, poczułem się... odrzucony? To chyba dobre słowo. Bo jak wytłumaczyć to, że... w sercu poczułem pustkę? Wiem, przesadzam, ale w tamtej chwili to było  równoznaczne z odepchnięciem mnie.
W dodatku, nie wiem, co chce mi - nam - zaoferować Keiji. Czemu Miyo nie mogła ze mną pójść? Tłumaczyła się tym, że jak go zobaczy, to się nie powstrzyma i mu odda za tamten raz. Nie wierzyłem jej, ale zostawiłem ją w spokoju. No bo - to w końcu moja siostra. Znam ją bardzo dobrze i wiem, że nie skrzywdziłaby nawet muchy. Ale - niech jej będzie. Została u Yosuke. Powiedziała, że później mam jej wszystko powiedzieć - ze szczegółami.
***
Zasnąłem na jakieś kilkanaście minut. Nocna impreza dała mi się we znaki. Zerwałem się z kanapy, prawie z niej spadając. Szybko spojrzałem na zegar, sprawdzając godzinę, bo było bardzo możliwe, że zaspałem. Odetchnąłem z ulgą widząc, że wskazówki zegara nie poruszyły się nawet o pięć minut. Nie chciało mi się siedzieć samemu w domu, więc postanowiłem kierować się w stronę miejsca naszego spotkania. Droga zajmie mi jakieś 15 - 20 minut, więc się zbytnio nie martwiłem się, że się spóźnię. Jednak zdecydowanie wolałem być wcześniej.
Przed bramą przywitał mnie kamerdyner. Wiedziałem jedynie, że był Keiji'ego - tylko on miał kamerdynera. Ukłonił się bez słowa i odwrócił się, idąc w stronę ogrodu. Najwyraźniej oczekiwał, że pójdę za nim, więc tak zrobiłem. Chwilę potem zobaczyłem Keiji'ego w towarzystwie Miwako. Oboje byli przygnębieni, ale rozpogodzili się, kiedy mnie ujrzeli. Matka zachęciła mnie, żeby podszedł. Nawet tego nie zrobiłem, gdy wstała i rzuciła się na mnie, przytulając mocno.
- Tęskniliśmy, Naoki.
Wydało mi się to podejrzane. Nie widziała mnie... no właśnie. Ile mnie nie widziała? Jakiś dzień.
- Chodź, siadaj, porozmawiajmy.
Z wahaniem usiadłem na wyznaczonym mi miejscu. I tak oto wkraczałem w paszczę lwa. Coś czuję, że nie wyjdę stamtąd żywy.

piątek, 27 marca 2015

Trener - Rozdział V

- Bo widzisz... moja matka wraca jutro ze szpitala.
Zdębiałem. Myślałem, że jest w ciężkim stanie, ale wraca do domu. To chyba dobrze, nie?
- Już wyzdrowiała?
- Taaa. - blondyn nadal unikał mojego wzroku. Coś mi tu zdecydowanie nie pasowało. Skoro była już zdrowa, to czemu się nie cieszył? W końcu to jest jego matka.
 - Ej, Yosuke, o co chodzi? - spojrzałem na niego badawczo.  - Jeśli to jest jakiś problem, to możemy się wynieść...
- Nie, nie, naprawdę, nie ma sprawy! - szybko pokręcił głową. - Tylko nie chcę, żebyście... widzieli ją w takim stanie...
W jakim stanie?
- Yosuke, mów, co się dzieje. - stanąłem nad nim stanowczo. Ten tylko podrapał się po karku i poszedł do łazienki. Po prostu pięknie. Poszedł sobie bez wyjaśnienia całej sprawy. On coś przede mną ukrywa. Czuję to.
***
- Naoki! Za dziesięć minut wychodzimy! - krzyknął do mnie blondyn z kuchni. Ja sam byłem w łazience, szykując się na moją imprezę. Wziąłem szybki prysznic i przebrałem się we wcześniejszy przygotowany strój. Włosy przejechałem odrobinką żelu. Taa. Odrobinką.
Wszedłem do salonu, stamtąd widziałem Yosuke jak sam się szykuje. Chłopak miał bardzo... kolorowe ciuchy. Może nawet za bardzo. Oczojebna żółta bluzka, oczojebne zielone spodnie. Nie mogę sobie wyobrazić, jak będzie wyglądał w klubowym, ciemnym oświetleniu. Będzie można go zobaczyć z kilometra, świecącego się. Jeśli to w ogóle będzie klub. Postanowiłem na niego zaczekać, oglądając jakieś durne seriale w telewizji.
Minęło już dziesięć minut i trochę, a ten nadal nie był gotowy.
- Yosuke!
- Co!
- Przekroczyłeś właśnie, ustalony przez ciebie, limit czasu!
- Co?!
- No tak! Spójrz na zegarek!
Chwila przerwy, jakiś łomot i wrzask.
- Naoki!
- Co?
- Zbieraj się! Mamy tam być za cztery minuty, a klub jest w centrum miast... - zatkał sobie usta ręką.
Ups, wygadał się.
- Klub, mówisz? - zapytałem z chytrym uśmieszkiem. Miała to być niespodzianka, blondyn sobie nawet wymyślił, że zawiąże mi oczy jakąś szmatką. Ale jest tylko jeden klub w centrum, który znam. On szybko zaprzeczył.
- N-Nie słuchaj mnie! To tylko bełkot, jestem zdenerwowany.
- Ach tak.
- Dobra, wychodź! Zostawię klucze pod wycieraczką, na wypadek gdyby Miyo miała wrócić.
- Rób jak uważasz.
Obaj wyszedliśmy z budynku. Po zamknięciu drzwi chłopak pojawił się obok mnie, wiążąc mi przepaskę na oczach.
- Sorry, Naoki, to zajmie tylko chwilę.
***
Taa, kurwa, jasne. Tylko chwilę. Szedliśmy już jakieś piętnaście minut i nic nie wskazywało na to, że ma się skończyć w najbliższym czasie. Yosuke nawet nie przyśpieszał kroku. Czasami miałem zadać pytanie "daleko jeszcze?", ale w pewnym sensie brzmiałoby to zbyt dziecinnie, a ja w końcu kończę osiemnaście lat!
Kilka sekund później jednak nie wytrzymałem.
- Yosuke, daleko jeszcze?
- Nie, wytrzymaj chwilę. - powstrzymywał się od śmiechu. Drań.
- Ale chwila minęła jakieś dziesięć minut temu! - jęknąłem. A on się zaśmiał.
- Po prostu wytrzymaj.
***
- Okej, to tutaj.
No, kurwa, nareszcie. Chłopak, nadal powstrzymując się, żeby się nie zaśmiać, zdjął mi opaskę z oczu.
- Gdzie jesteśmy? - rozejrzałem się wokół siebie. Nigdy w życiu nie byłem w tej części miasta.
- Jakieś cztery kilometry od centrum.
- Czyli to, co powiedziałeś wcześniej...
- ...było tylko po to, żeby cię zmylić. - mrugnął do mnie.
- Ech, super. Po prostu już tam chodźmy. - westchnąłem i poszedłem przodem.
- Jak sobie życzysz. - teatralnie mi się ukłonił, po czym otwrzył przede mną drzwi. Pomieszczenie nie było zbyt zatłoczone. Białe ściany i podłogi, niebieskie światła, a Yosuke wyglądał tu jak kosmita. Okrągły bar, także biały, był na środku. Blondynka, która siedziała za ladą, uśmiechnęła się przychylnie. Na końcu sali przyuważyłem dużą grupkę facetów, w tym także kilka dziewczyn. Obok był stół z ogromnymi prezentami. Nie miałem pojęcia co mogło się w nich znajdować. Domyślałem się, że to jest moja impreza, więc z uśmiechem skierowałem się w ich stronę.
A potem zobaczyłem jego złote oczy.
Cholera.
Znowu robię to samo. Stoję w miejscu i gapię się na niego. Jakby nie było tutaj innych osób. Co oni sobie o mnie pomyślą?
Postanowiłem go ignorować i nie zepsuć sobie przyjęcia. Yosuke podszedł tam razem ze mną i przedstawił mi wszystkie zgromadzone tam osoby.
- Naoki, to są po kolei: Hiroshi, Go, Ryu, Shiro - na dźwięk jego głosu wzdrygnąłem się, jednak na szczęście nikt tego nie zauważył -  Natsuo, Yukio, Toichi i Shun, a dziewczyny to Megumi, Kin i Keiko.
- Hej! - wszyscy krzyknęli do mnie chórem. Hiroshi - przynajmniej myślę, że to był on - wstał i podszedł do mnie.
- Stary, możesz zamawiać co chcesz, a my ci to postawimy. Przy alkoholu lepiej się zapoznaje ludzi, nie? - tyrpnął mnie i uśmiechnął się. - Siadaj koło dziewczyn, one ci wszystkich dokładnie opiszą. - sam odwrócił się i poszedł coś zamówić.
- Tak, tak siadaj! - nie pozwoliły mi nawet odpowiedzieć, tylko pociągnęły mnie za rękę. Kin lub Keiko - nie rozpoznawałem ich, wyglądały tak samo! - zaczęła opowiadać:
 - No więc tak: Hiroshi to sztywniak, ale jak przyjdzie co do czego, to pierwszy do picia.
Ma brata, to Ryu - wskazała mi właściwą osobę.
Miał prawie białe włosy, szare oczy i grzywkę opadającą na pół twarzy. Był podobizną Hiroshiego. Szarooki tylko prychnął. Keiko, widząc jego reakcję, szybko dodała:
- Nie przejmuj się nim. On ma tak zawsze. Wbrew pozorom, jest starszy od Hiroshiego.
- Serio? - zdumiałem się. Chłopak wyglądał na maks szesnaście lat.
- Taa. Wierz mi czy nie, ale podobno czasami zamieniają się tożsamością. Są w końcu identyczni, nie? - szepnęła mi na ucho.
- Okej, to jest Shiro. - przełknąłem ślinę. Denerwowałem się. Sam nawet nie wiem czemu. - Nie podskakuj mu, bo może ci przywalić. Jest dość silny. - Chłopak uśmiechnął się do mnie. Trzymał się z dala od stołu, tylko obserwując. Cały czas miałem w głowie jego niby groźbę, nie mogłem wyrzucić jej z głowy. Chciałem na niego nie zwracać uwagi, ale co jakiś czas zerkałem w jego stronę. Nie zmieniał swojej pozycji i nadal wwiercał się we mnie spojrzeniem.
- Natsuo jest... dość specyficzny. - skrzywiła się - Cały czas ćpie, ale nie można się z nim źle bawić. Jest mega pozytywnym człowiekiem. - przyznała i uśmiechnęła się do niego zalotnie. Podobał jej się, to było pewne. Chłopak miał rude, prawie czerwone włosy postawione na jeża i skórzaną kurtkę.
- Yukio zaproponował nam ten lokal. Jego ojciec jest właścicielem tego klubu. Facet przyjemny, ale egoista. Jednak da się go lubić.
Długie, fioletowe włosy i granatowe, prawie czarne oczy patrzyły prosto na mnie, z nieukrywaną ciekawością. Speszyłem się, a Keiko kontynuowała.
- Toichi i Shun to także rodzeństwo.
Toichi, wesoły brunet o piwnych oczach, był kompletnym przeciwieństwem jego brata, który był typowym punk'iem. Zielone, krótkie włosy, zaczesane na jedną stronę. W uchu miał pełno kolczyków.
- Tak? Nie wyglądają.
- Bo Shun jest adoptowany.
Ups.
- Oh, Shun, przykro mi... - chciałem przeprosić, żeporuszamy ten temat, czy coś, ale chłopak tylko machnął ręką.
- Spoko, każdemu się zdaży. - spojrzałem na niego zdziwiony. Takej tolerancji mało u kogo widziałem. Dziewczyna ciągnęła dalej.
- Go to typowy podrywacz. Większość dziewczyn z naszej klasy się w nim podkochuje. - prychnęła. Najwyraźniej nie lubiła takich typków. Facet siedział rozwalony na kanapie, wyglądał jak Elvis Presley w japońskiej wersji.
- No to Kin już znasz; to moja siostra, a Megumi to nasza dobra przyjaciółka i dziewczyna Ryu. - Megumi zarumieniła się. Miała długie, czerwone włosy i okulary z grubymi oprawkami. Nie wyglądała na typ imprezowiczki. Kin i Keiko były bliźniaczkami na pierwszy rzut oka. Różowe, krótkie włosy i prawie białe oczy. Niezła mieszanka, nie ma co.
Hiroshi wrócił do stołu z tacką z drinkami i podał wszystkim po jednym.
- No to wznieśmy toast za naszego solenizanta! Sto lat! - krzyknął, po czym jednym haustem wypił całego. Heh, Keiko miała rację.
- Sto lat! - krzyknęli wszyscy chórem i wypili swoje drinki. Ja też wziąłem się za swojego.
Może nie będzie tak źle jak myślałem?
***
Po kilku drinkach towarzystwo zaczęło się rozluźniać. W klubie było też bardziej tłoczno, w końcu było już po dwunastej. Do naszego stolika co rusz podawano nowe alkohole. Yosuke już odpadł, nie miał zbyt dobrej głowy do picia. Ryu razem z Megumi poszli na parkiet, a za nimi cała reszta poszła tańczyć. Ja, bądź co bądź, źle się czułem. Ech, mogłem tego wszystkiego nie mieszać. Musiałem iść do łazienki.
Blondyn spał i trzymał głowę na moich kolanach. Ostrożnie, żeby go nie obudzić ją zdjąłem i chwiejnym krokiem poszedłem do kibelka. W środku było bardzo jasno, więc przez chwilę stałem w miejscu przyzwyczajając się do oświetlenia. Powoli podszedłem do umywalki, by zwilżyć trochę kark i twarz. Za sobą usłyszałem otwierane drzwi i kroki. Nie wiele sobie z tego robiłem, bo nie byłem jedynym, który mógł tu wejść. Dopiero, kiedy usłyszałem szczęk zamykanego zamka, odwróciłem się na pięcie. Za sobą zobaczyłem Shira, który uśmiechał się lubieżnie.
- I jak, Naoki? Podoba ci się impreza? - zbliżył się do mnie. Ja odsunąłem się możliwie jak najdalej, ale natrafiłem rękami jedynie na umywalkę.
- J-Jest super, dzięki. - uśmiechnąłem się lekko. On przyjrzał mi się badawczo, a potem zapytał:
- Naprawdę? To czemu się tak denerwujesz? - podszedł jeszcze bliżej. Serce waliło mi jak oszalałe.
- N-Nie twoja sprawa... - odpowiedziałem mu pierwsze, co mi przyszło do głowy. I tak bym lepszej riposty nie wymyślił. Mój mózg nie był wtedy zdolny do myślenia.
- Myślę, że to jednak z mojego powodu jesteś taki... roztrzęsiony. - szepnęł mi na ucho, a ja zadrżałem. Szatyn uśmiechnął się tryumfalnie i bez ostrzeżenia wpił mi się w usta. Nie czując zaangażowania z mojej strony przyciągnął mnie do siebie i przytrzymał za kark. Jego język wdarł się do mojego wnętrza i zaczął nim krążyć, zachęcając mój język do tego samego. Rany, jeszcze nigdy się tak z nikim nie całowałem. Okej, były jakieś dziewczyny, ale... nie czułem wtedy tego samego co teraz. Podobało mi się to. Zjechał na moją szyję, to ją całując, to kąsając.
- Naoki, pamiętasz może, co ci wtedy powiedziałem?
Obaj dobrze wiedzieliśmy, o co nam chodzi.
- N-Nie... ach... - jęknąłem i przycisnąłem go bardziej do siebie.
- To chyba mówi samo za siebie, nieprawdaż? - położył mi rękę na wypukłym już kroczu. Zaczerwieniłem się jeszcze bardziej. - Już ci stoi. - szepnął.
- Przesta...ań... - jęknąłem. Nie chciałem, żeby przestawał, ale co, jeśli ktoś to zobaczy?
- Jesteś pewien tego, że chcesz przerwać w tym momencie? - włożył mi tam rękę i zaczął pocierać.
- Aaaaach... Ale co, jeśli ktoś... tu we...ejdzie...?
- Nie martw się, zamknąłem drzwi na klucz. - powiedziawszy to, znów mnie pocałował, lecz tym razem o wiele bardziej namiętnie. Sam nie pozostałem bierny i już za chwilę nasze języki zaczęły walczyć o dominację. Szybko się jednak poddałem, a widząc zniewalający uśmiech szatyna kolana się pode mną ugięły. Shiro jednak złapał mnie za pośladki, a ja oplotłem wokół niego nogi. Przez spodnie poczułem jego rosnącą męskość.
- Naoki! Shiro! Jesteście tam?!
Czemu Yosuke musiał obudzić się akurat teraz?!
Już chciałem odkrzyknąć koledze, kiedy Shiro zasłonił moje usta ręką i szepnął na ucho:
- Zostaw go, to sobie pójdzie.
Źle czułem się z tym, że mam oszukać najlepszego kumpla, ale zrobiłem to, co powiedział. Yosuke nie dawał za wygraną, nadal myśląc, że tam jestem.
- Twoja siostra dzwoniła. - zamarłem. Szatyn, widząc moją minę, przysłuchał się słowom blondyna. - Powiedziała, że się o ciebie martwi i zapytała, czy nie mógłbyś już wrócić do mnie do domu. Spojrzałem na szatyna.
- Shiro... ja muszę... - szepnąłem.
- Nic nie mów. Spotkajmy się tu jutro o szesnastej. Pójdę otworzyć drzwi, a ty jakoś ogarnij... TO. - wskazał namiocik na moich spodniach. Zarumieniłem się. Rany, czemu ten facet tak na mnie działa? Shiro otworzył drzwi i do pomieszczenia wpadł Yosuke. Nadal lekko się bujał, ale przynajmniej był rozbudzony.
- Czemu były zamknięte drzwi? - zapytał, patrząc się przenikliwie na szatyna. Mógłbym przysiąc, że widziałem w jego oczach iskierki zazdrości, ale - kto to tam go wie? Przecież był pijany. Ja zresztą też byłem pijany. No, może mniej.
- Aaa, no wiesz, coś się chyba zblokowały. -zaśmiał się niezręcznie. Yosuke na początku mu nie wierzył, ale najwyraźniej sam sobie wmówił taką wersję, żeby się potem nie kłopotać.
- Aha, OK. Naoki, weź zamów taksówkę, pojedziemy do domu. Jestem w chuj zmęczony. Weźniemy jeszcze twoje prezenty. Hik! - czknęło mu się. Zachichotałem lekko i wziąłem go pod ramię. Jeszcze w chwili odejścia pomachałem do Shira, krzycząc:
- Do zobaczenia!
Odmachał mi, jednak nie był uśmiechnięty, tylko wbijał wściekły wzrok w plecy blondyna. Czyżby... był o mnie zazdrosny?
Po wyjściu z łazienki wszyscy spojrzeli na nas, jedni z ciekawością, drudzy podejrzliwie, lecz o nic nie zapytali. Zadzwoniłem do taksówkarza. Miał być za jakieś pięć minut.
- Ludzie, my się będziemy zbierać. Yosuke chyba zbyt długo nie wytrzyma napięcia. - wskazałem na kolegę, który dostał potężnej czkawki. Tamci się zaśmiali.
- Taak, rozumiemy. Może wam pomóc? Znaczy, z pakowaniem prezentów? - zapytał Hiroshi.
- Tak, dzięki. Dziękuję też wszystkim za ten wspaniały wieczór! - klakson na dworze oznajmił nam, że taksówka już przybyła. - I mam prośbę: wypijcie za mnie jeszcze jednego drinka! - krzyknąłem i zawlekliśmy się do samochodu, gdzie Hiroshi zdążył już wszystko zapakować.
- Będziemy w kontakcie! - krzyknął białowłosy, gdy odjeżdżaliśmy.
***
Miyo już na nas czekała. Pomogła mi zaprowadzić Yosuke do jego sypialni, a potem opowiedziałem jej, jak było, oczywiście nie wspominając ani słowem o małym "incydencie" w toaletach. Dziewczyna była jednak zmęczona siedzeniem do późna czekając na nas, więc poszła spać do małego pokoju gościnnego. Ja sam zabrałem się za rozpakowywanie prezentów. W końcu natrafiłem na prezent od Shira. Był raczej prostokątny, a na nim zawieszono karteczkę, na której było napisane:

Używaj mądrze ;)
Shiro

A w środku był wibrator.
---------------------------
A oto nastał piątek! I nowy rozdział także się pojawił! :D
Miał być o wiele, wiele krótszy, ale chciałam go pociągnąć. Bo nie mogłabym wam dać krótkiego rozdziału, prawda? :D
Jeśli były jakieś powtórzenia, niedociągnięcia, czy coś w tym stylu, wybaczcie mi :v
Mam nadzieję, że spodobała się "gra wstępna", o ile można to tak nazwać xD Uwierzcie mi, staram się :P

wtorek, 24 marca 2015

Trener - Rozdział IV

Cały roztrzęsiony wyszedłem z budynku. Nie potrafiłem tam wytrzymać ani minuty dłużej. Nie po tym, co się stało. Facet prawie mnie zgwałcił! Ale... gdyby do czegoś doszło, czy można by to nazwać "gwałtem", skoro... czułem, że tego chciałem? I jeszcze te słowa. "Jeszcze to dokończymy...". Tak, powiedział coś w tym stylu. Rany, co mam z nim teraz zrobić? Chodzimy do jednej klasy. Będziemy się wtedy czuli niezręcznie. Przynajmniej ja. Bo on - szczerze wątpię.
 Postanowiłem przejść się po sklepach w poszukiwaniu jakichś ciuchów na moją domniemaną "balangę". Nie miałem ochoty tam iść, ale gdyby mnie nie było, zrobiłbym przykrość Yosuke, który to wszystko zorganizował dla mnie. Nawet nie wiem, kogo zaprosił. Nie wiem nawet, gdzie to jest! Jedyne co mi powiedział, to "dowiesz się w swoim czasie". Co to ma do cholery znaczyć! Może i jestem stosunkowo wyrozumiały w sprawach sekretów, tajemnic i tym podobnych, ale to w końcu dotyczy mojej osoby! Żeby solenizant nie znał miejsca imprezy, to już jest przegięcie!
W centrum handlowym nie było zbyt fajnych ubrań, to znaczy takich, które by mi się spodobały. Jako iż nie jestem wybredny, w końcu zdecydowałem się na czerwone spodnie, szarą bluzkę i o odcień ciemniejszą marynarkę. Z takim strojem zdecydowałem wrócić do domu, ale najpierw zadzwoniłem do Miyo.
- Hej siostra, wszystko OK? - zapytałem z troską w głosie.
- Nie. - powiedziała łamiącym się głosem. Płakała.
- Ej, co się dzieje? - myślałem spanikowany, czy mogli jej zrobić coś złego. Po nich można się było wszystkiego spodziewać.
- Kiedy wyszedłeś, Keiji zaczął cię obrażać - mówić, że nie jesteś wart tego, że twoja matka cię urodziła, że jesteś nieposłusznym, nic nie wartym gówniarzem, który myśli, że może robić wszystko, co mu się żywnie podoba, że gdyby to od niego zależało, to już byś tu nie mieszkał, a mi puściły nerwy i... - pociągnęła nosem. Bałem się, co mógł jej ten dupek zrobić, że doprowadził ją do takiego stanu. - Zaczęłam cię bronić, a on się wściekł, powiedział coś w stylu: "to wszystko wina tego smarkacza, że jesteś taka pyskata!" i mnie uderzył w twarz...
Zamarłem.
Jak ten skurwysyn, który śmie się nazywać naszym ojcem, mógł uderzyć piętnastoletnią dziewczynę?!
- Miyo, zaraz będę.
- Co? Nie! Naprawdę, nic się nie stało!
- Chuj mnie to obchodzi. Ten sukinsyn musi odpowiedzieć za to, co zrobił.
- Ale... - rozłączyłem się. Wszystko we mnie buzowało. Miałem ochotę mu przypierdolić tak, żeby przez następne pięć lat zbierał zęby z chodnika. Miałem gdzieś, czy pozwie mnie do sądu. Nikt nie ma prawa robić krzywdę mojej siostrze.
Prawie biegłem do domu. Ludzie na chodniku patrzyli się na mnie jak na jakiegoś obłąkańca. Oczy zaszły mi czerwienią. W końcu zobaczyłem nasz ogródek i przyśpieszyłem. Jednym susem wskoczyłem na ganek i gwałtownie pociągając za klamkę wszedłem do środka. Wbiegłem na piętro.
- Wyłaź, Keiji, ty gnoju! Jak śmiałeś ją uderzyć?! - wrzasnąłem i otorzyłem drzwi od jego biura. W środku go zastałem, stojącego przodem do ogromnego okna. Powoli obrócił się na pięcie i usłyszałem jego obojętny głos.
- Czy coś się stało, synu?
I w tamtym momencie straciłem nad sobą kontrolę.
- Synu? Synu?! Ty śmiesz nazywać mnie swoim synem?! Po tym, co zrobiłeś mi i Miyo?! - rzuciłem się na niego z pięściami. Chciałem mu zrobić krzywdę. Czułem, jakby wszystko działo się w zwolnionym tempie. Moja ręka była milimetry przed jego twarzą, a ten się nawet nie uchylił. Już wiedziałem czemu. Do pokoju nagle weszli nasi dwaj ochroniarze, którzy stali przed bramą wjazdową do naszego domu, i złapali mnie za ręce, odciągając je tym samym od Keiji'ego. On stał niewzruszony, jakby przed chwilą nigdy nic się nie stało. Patrzył się na mnie tym beznamiętnym wzrokiem.
- Wynieście go z mojego gabinetu. Wyjaśnimy sobie tą sprawę jak chłopak ochłonie. - powiedziawszy to kiwnął na dwóch goryli, którzy wynieśli mnie z gabinetu i zaprowadzili do mojej sypialni. Wrzucili mnie tam i zamknęli drzwi na klucz. Zacząłem walić w drzwi. I tak to nic nie dawało, ale zqwsze warto spróbować. Ale po kilku minutach bolały mnie już ręcy. Wtedy usłyszałem głos Miyo.
- Braciszku? Jesteś tam? - zapytała cicho.
- Tak, Miyo. Wszystko w porządku?
- Nie martw się o mnie. Martw się o siebie. Zrobiłeś mu coś? - zapytała ostrożnie.
- Nie, nie zdążyłem. Wynieśli mnie. Gdzie jest matka?
- Wyszła z domu po tym, jak mnie uderzył. Powiedziała, że najwyraźniej musimy sobie coś omówić z ojcem. Do tej pory jej nie widziałam.
Jakim trzeba być człowiekiem, żeby nie zareagować na własną córkę, która dostała w twarz?! Ja... ja już po prostu nie mam, kurwa, do nich siły.
-Miyo.
- Tak?
- Idź do swojego pokoju, spakuj potrzebne rzeczy i weź swoje kieszonkowe. Ja zrobię to samo. Widzimy się przed domem za pięć minut. - nie skomentowała tego, słyszałem jedynie, jak wstaje i po cichu wchodzi do jej pokoju.
Westchnąłem i zabrałem się za pakowanie moich rzeczy do plecaka. Pod szafką znalazłem kopertę z pieniędzmi, w której od czterech lat chowałem moje kieszonkowe. Teraz było tego bardzo dużo. Odkładałem od momentu podjęcia decyzji o przeprowadzce. Za te pieniądze będę mógł wynająć dla nas mieszkanie. Znajdę pracę i wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze.
Byłem już gotowy. Założyłem plecak i otworzyłem okno. Z daleka widziałem tych dwóch goryli, którzy stali przy bramie i o czymś rozmawiali. Złapałem się framugi rękami, przeskoczyłem na drugą stronę i powoli opuściłem się w dół. Jednak było tam wyżej, niż wcześniej zakładałem i spadłem z głuchym łoskotem na jakieś krzaki. Szybko się pozbierałem i przeskoczyłem przez ogrodzenie. Za nim czekała na mnie Miyo. Przytuliła się do mnie i wtuliła głowę w mój tors.
- Hej, mała, spokojnie. Zatrzymamy się u Yosuke zanim czegoś nam nie wynajmę, znajdę pracę, będzie dobrze. - przycisnąłem ją do siebie mocniej. Na razie potrzebowała tylko trochę ciepła, czego oni dać jej nie mogli. Zresztą, też tego potrzebowałem.
- N-Nie n-nazywaj mnie ma-mała. - powiedziała, pociągając nosem.
- Chodź. - pogłaskałem ją po głowie i złapałem za rękę. Razem poszliśmy do blondyna. Miejmy tylko nadzieję, że nas przyjmie.
***
Zapukałem do jego drzwi. Dom sam w sobie nie był duży, lecz nowocześnie urządzony. Sam nie wiem, jak chłopak mógł to utrzymywać za nędzną pensję sprzedawcy. Gdy tu przez chwilę pomieszkamy, blondyn nie będzie miał wyjścia i przyjmie ode mnie pieniądze. Naprawdę chciałbym mu jakoś ułatwić życie, ale ten sobie nie chce pomóc.
Usłyszeliśmy głośne kroki i krzyk "Już idę!", i w drzwiach pojawił się Yosuke. Miał zmierzwione włosy, koszulkę z jakimś nadrukiem i dresy. W ręku miał kubełek z szybkim ramen. Nasz widok go zaskoczył, do tego jeszcze płacząca Miyo. Bez słowa wpuścił nas do środka.
- Stary, co się stało? - zapytał, gdy zostaliśmy sami. Dziewczyna poszła się przejść, powiedziała, że "chce to wszystko sobie poukładać". Zacisnąłem ręce w pięści.
- Ten sukinsyn ją uderzył. Uderzył ją, rozumiesz?! - złapałem chłopaka za kołnierzyk koszulki i zacząłem nim gwałtownie potrząsać. Cholera, znów nad sobą nie panowałem.
- Hej, hej, Naoki, spokojnie! - blondyn był przerażony moim zachowaniem. - Dobrze rozumiem, że wasz ojciec uderzył Miyo?
- To nie jest nasz ojciec. - syknąłem.
- Ale trzeba to zgłosić na policję! Ona jest jeszcze niepełnoletnia! - zaczął wymachiwać rękami.
- To i tak nic nie da. - wzruszyłem ramionami.
- Dlaczego?!
- Nawet, jeżeli pozwiemy go do sądu, czy coś, on dzięki forsie może każdego przekupić, taka prawda.
Chłopak dogłębnie analizował moje słowa.
- Ale trzeba coś z tym zrobić!
- Nie martw się, zrobimy. Ale teraz miałbym do ciebie prośbę - moglibyśmy u ciebie trochę pomieszakć, dopóki nie znajdę nam mieszkania?
- Taa, spoko, tyle, że jest mały problem. - podrapał się zakłopotany po karku. Uporczywie unikał patrzenia mi w oczy. - Bo widzisz... moja matka wraca jutro ze szpitala.

piątek, 20 marca 2015

Trener - Rozdział III

I wtedy go zobaczyłem.
Mógłbym przysiąc, że gdybym nie był wtedy na tyle orzeźwiony po wyjściu z basenu, to stałbym tam do teraz. Usiadłem na ławce i ignorując wariującego obok mnie Yosuke, zacząłem się w niego intensywnie wpatrywać. Wtedy liczył się tylko on. Miałem gdzieś to, co o mnie mogą sobie pomyśleć postronni obserwatorzy. Na tamten moment chciałem zajrzeć w głąb jego umysłu, dowiedzieć się o nim wszystkiego, co tylko mogę. Jednak na razie zaprzestałem tylko na tym, jak wygląda.
Chłopak miał w miarę długie, złotawo-brązowe włosy, związane w luźnego kucyka. Trzydniowy zarost na brodzie dodawał mu męskości, chociaż zakładałem, że był w moim wieku. Jego oczy. Jego duże, złote oczy. One... mnie wciągnęły. I nie mogłem się uwolnić z ich pułapki. Dopiero po chwili - która równie dobrze mogłaby być wiecznością - mogłem zlustrować go całego. Miał ładnie zarysowane mięśnie, nie był taki napakowany, jak niektórzy na basenie, którzy wyglądali jak ogromne, owłosione misie. Wycierał włosy ręcznikiem. Miał długie, zwinne palce, na co, z jakiegoś niewiadomego dla mnie powodu, zwróciłem uwagę. Nieznajomy... był przystojny. Cholernie przystojny.
Tak, wiem, że to było dziwne tak się przypatrywać obcemu facetowi, ale wtedy... Czułem się, jakbym nie był sobą. Tak jakby jakaś obca osoba przjęła kontrolę nad moim ciałem, umysłem. Nie mogłem ruszyć żadną kończyną, czy nawet oddychać. Właśnie. Oddychanie.
Zdawało mi się, że minęło kilka godzin, zanim się ocknąłem z transu, a tak naprawdę minęło kilka sekund. Wybudziło mnie uderzenie w głowę. Otrząsnąłem się, i spojrzałem na blondyna.
- Aj! Za co to było?! - syknąłem. To naprawdę bolało. Chłopak walnął mnie w końcu z całej siły!
- Za to, że mnie nie słuchasz. - burknął - Czy ty w ogóle słyszałeś, o czym mówiłem?
- Tak. Mówiłeś o tym, że wygrałeś, a ja przegrałem. - wypomniałem mu. Chłopak otworzył usta żeby zaprzeczyć ale szybko je zamknął uświadomiwszy sobie, że mam rację.
- Kim jest ten facet? Pierwszy raz go tu widzę. - zapytałem, bacznie obserwując szatyna.
- Tamten? - powiódł za mną wzrokiem. - To jest bodajże... Watanabe Shiro.
Shiro. Ładne imię.
- A... co on tu robi?
- Nowy w mieście, będzie z nami w klasie.
Czyli moje przypuszczenia się potwierdziły - jest w naszym wieku.
- Skąd wiesz?
- Jest moim sąsiadem.
 Ach, to wszystko wyjaśnia.
- A co ty tak o niego wypytujesz? Zakochałeś się, czy co? - zaśmiał się.
Mimo, iż mówił to w żarcie, spaliłem buraka gdy to powiedział. Z jakiego powodu - nie wiem. Serce waliło mi jak młot pneumatyczny. Bałem się, że Yosuke to usłyszy i zacznie wyciągać jakieś wnioski. Zobaczył moją czerwoną twarz i spojrzał mi przenikliwie w oczy. Przestraszyłem się, że za chwilę zajrzy mi do mózgu i wyciągnie stamtąd na światło dzienne co myślę na temat Shira. Blondyn, wiedząc że i tak mu pewnie nie odpowiem, westchnął i z nudów spojrzał na ogromny zegar powieszony na jednej ze ścian pływalni. Zdębiał na chwilę, po czym spojrzał na mnie przepraszająco.
- Sorry, stary, ale będę się zbierać. Kompletnie zapomniałem o tym, że miałem odwiedzić mamę na jakiś czas. Pamiętaj, nasze późniejsze plany są nadal aktualne. Nie wywiniesz się. - pogroził mi palcem. Westchnąłem.
- Taa, wiem. Nic się nie dzieje, możesz iść. Ja jeszcze tu trochę posiedzę. Nie mam zamiaru jeszcze wracać do domu.
- Rozumiem cię. - poklepał mnie przyjacielsko po ramieniu i pobiegł do szatni, krzycząc na odchodne:
- To do zobaczenia! Widzimy się o siedemaaaa...! - i wybuchnąłem głośnym śmiechem, gdy Yosuke poślizgnął się i wpadł do wody. Wtoczył się na posadzkę i dysząc ciężko, podniósł się i po chwili zniknął mi z oczu.
No i zostałem sam. Jedyne, co mi zostało to obserwowanie szatyna. Uspokoiłem się i zerknąłem w jego kierunku, a on odwzajemnił spojrzenie. W jego oczach zobaczyłem ciekawość, a serce znów mi szybciej zabiło.W życiu na nikogo tak nie zareagowałem. Może to była, tak zwana - miłość od pierwszego wejrzenia? Nie. Po pierwsze - nie jestem gejem, a po drugie - on chyba też nie.
Uśmiechnął się ciepło, wstał i skierował siędo szatni. Nadal śledziłem jego pełne gracji ruchy, kiedy to zniknął z zasięgu mojego wzroku. No i pięknie. Teraz na prawdę nie mam co robić. A iść za nim - nie pójdę, bo jak to będzie wyglądało? Najpierw mu się przypatruję, potem go śledzę. Co on sobie pomyśli? A nie chcę od razu zepsuć naszego pierwszego spotkania. Bo w końcu będę z nim w klasie, więc należałoby się z nim przywitać jak normalny człowiek. No nic, zrobię to innym razem, a może spotkamy się w normalniejszych okolicznościach?
***
Samotne pływanie na basenie nie jest już tak przyjemne jak pływanie z kimś. A ten "ktoś" poszedł do swojej chorej matki do szpitala. Szczerze - współczułem mu. Jego ojciec był kierowcą taksówki, i pewnego dnia jego klientem okazał się być jakiś psychopata, a że staruszek grzecznie poprosił by wysiadł, to ten szaleniec go zastrzelił. Po prostu. Yosuke miał wtedy siedem lat. Razem z matką dowiedzieli się o jego śmierci dopiero tydzień później. Wtedy ona podobno zachorowała na jakąś śmiertelną chorobę. Nie wiem dokładnie co to jest - blondyn nie chciał mi powiedzieć. Od tamtego momentu chłopak wychował się praktycznie sam, jedynie jakaś ciotka, kuzynka - nie ważne - przyjeżdżała do niego co jakiś czas, robiąc mu jedzenie na cały tydzień, które on potem musiał sobie odgrzewać.
Gdy skończył szesnaście lat poszedł do pracy. Łapał się wszystkiego co było w tamtej chwili dostępne - czy to sprzątanie, pomoc na budowie lub wciskanie staruszkom różnych rzeczy przez telefon. Niekiedy pytałem się, czy chce ode mnie pożyczyć, jednak odpowiedź była zawsze taka sama - nie.
Ja i Miyo praktycznie też wychowaliśmy się bez rodziców. Ojciec - całymi dniami siedział w pracy, a jak już zawitał do domu to wisiał na telefonie lub siedział w biurze. Matka - od rana do wieczora w jej "ukochanym zawodzie", jako fryzjerka. Miałem tego wszystkiego już szczerze dosyć. Gdyby nie Miyo, wyprowadziłbym się stamtąd już po skończeniu gimnazjum. Ale wtedy sama by sobie nie dała rady. Wydaliby ją za mąż za jakiegoś buca, i skończyłaby jako kura domowa z gromadką bachorów. A, wbrew pozorom, kochałem siostrę. Może i sobie dokuczaliśmy, czy coś, ale tylko po to, żeby rozluźnić tą sztywną atmosferę w domu. Robiliśmy tak od kilku lat, ale tylko co niektóre pokojówki zwracały na to uwagę. Tak, mamy pokojówki. To dziwne, ale to prawda. Zazwyczaj ich nie widujemy, bo są prawie niewidoczne, zupełnie jak ninja. Nawet się do nas nie odzywają.
A wiecie, co jest najlepsze? To, że to właśnie Keiji zakazał im się z nami komunikować, jedynie w ostateczności. Kiedyś była jedna, która go nie posłuchała. Nazywała się Aiko. Przynajmniej tak nam powiedziała. Była niewiele starsza ode mnie, ale zaprzyjaźniła się z Miyo. Lecz niestety Miwako się o tym doweidziała, zawiadomiła to Keiji'emu, który wywalił dziewczynę na zbity pysk, nawet nie dając jej zapłaty. Oczywiście siostra nie miała o tym zielonego pojęcia. Zaczęła coś podejrzewać, kiedy Aiko nie pojawiała się przez kilka dni. Dowiedziała się przypadkiem, kiedy podsłuchała rozmowę sprzątaczek. Wtedy Miyo znienawidziła Keiji'ego. A ja miałem następnego sojusznika.
Yosuke poszedł. Shiro poszedł. Wszyscy poszli. W końcu po kilku minutach siedzenia patrzenia przed siebie wstałem i postanowiłem pobiegać jeszcze trochę na bieżni. Wszedłem do szatni i skierowałem się w stronę pryszniców. Puściłem ciepłą wodę, kiedy nagle ktoś mnie złapał za nadgarstek i przycisnął do ściany.
- Ładnie to się tak intensywnie przyglądać obcemu? Do tego takim wzrokiem? Prawie mi stanął. - szepnął.
- Słu-Słucham? - przełknąłem głośno ślinę. Dobrze czułem, jak jego... ten, no, wbija mi się w pośladki. Na serio był bardzo podniecony.
- Nie udawaj niewiniątka, Takemura. - skąd on, do cholery, zna moje nazwisko?! - Czuję, że tego chcesz. - przejechał mi palcami po kręgosłupie i zatrzymał się tuż nad linią kąpielówek. Zadrżałem.  - Oo, czyżby słaby punkt?
Czułem jak się uśmiecha, nawet tego nie widząc. Chwilę później przestałem czuć nacisk na mój tyłek, ale poczułem coś jeszcze dziwniejszego. Jego język na moich plecach. Pomyliłem się - on zdecydowanie był gejem. Pozostawił nim mokry ślad i zabrał się do zsuwania moich bokserek. O dziwo ciało nie protestowało, chociaż serce z całej siły krzyczało, żeby to zatrzymać. Nagle drzwi się otworzyły, a do środka wszedł jakiś starszy pan. Dobrze, że w pomieszczeniu nic nie było widać. Shiro szybko mnie puścił i spojrzał wyzywająco w oczy. Zbliżył się do mnie i szepnął mi na ucho:
- Jeszcze to dokończymy... Naoki. - sposób, w jaki powiedział moje imię sprawił, że nogi ugięły mi się w kolanach. Gdy wyszedł, powoli osunąłem się na posadzkę.
Boże, co to miało być?

poniedziałek, 16 marca 2015

Trener - Rozdział II

Wow - tylko tyle przychodziło mi na myśl za każdym razem, gdy widziałem ten budynek, a to nie był mój pierwszy raz kiedy go widziałem. Powiem tyle - był ogromny. Basen o wymiarach wręcz olimpijskich, kilkadziesiąt rowerków, bieżni i Bóg wie jeszcze czego. Była tam nawet sala do jogi większa od mojego pokoju, a ten mały nie był. Kilka szatni, sauna i restauracja. Było tam jeszcze wiele rzeczy, lecz nie miałem ochoty ich odkrywać. Po prostu bałem się, że się zgubię - a tego zdecydowanie nie chciałem.
W środku tłoczyło się wielu ludzi, na oko większość typowych biznesenów, bogaczy i tego typu ludzi. Niektórzy wykłócali się o coś przez te wypchane aplikacjami i czymś jeszcze telefony. Sam mam taki, więc nie pomyślcie sobie, że jestem zazdrosny. Po prostu denerwuje mnie to, że ludzie, idąc chodnikiem i rozmawiając z kimś przez telefon nie powiedzą ani "dzień dobry", ani "przepraszam", jeśli - jak w moim właśnie przypadku - ktoś cię tyrpnie w ramię, a potem przejdzie obok, jakby nigdy nic się nie stało.
Razem z Yosuke z parku od razu skierowaliśmy się tu. Po drodze oczywiście blondyn się do mnie nie odezwał, dopiero kiedy prawie wpadłem do jeziora ten w końcu się uśmiechnął. Teraz już najwyraźniej zapomniał o tamtym małym "spięciu", bo normalnie szedł ze mną ramię w ramię. Jednak na chwilę zatrzymał się przed budynkiem, a potem jakby się nagle z czegoś otrząsnął i wszedł tam przede mną. Jego zachowanie było trochę dziwne, ale postanowiłem nie pytać, dopóki on sam mi tego nie powie.
Ludzie w środku rzucali nam pogardliwe spojrzenia. Sam nie jestem pewien czemu, ale to chyba dlatego, że blondyn ciągnął mnie za rękę. Wiecie o co mi chodzi, prawda? No właśnie. Ach, nie ma to jak nietolerancyjny świat. W zeszłym roku był u nas w klasie taki jeden, co to się przyznał, że jest gejem. Po kilku dniach już go nie było. A to dlatego, że klasowy "król" nie tolerował w swoim otoczeniu pedałów, więc się go pozbył, czytaj - pobił do nieprzytomości. Oczywiście kontakty z odpowiednimi ludźmi też zrobiły swoje.
Weszliśmy szybko do szatni, a chłopak odetchnął z ulgą. Widziałem, że mu to przeszkadzało, ale najwyraźniej nie chciał się skarżyć. Po chwili, już przebrani w kąpielówki, obaj stanęliśmy nad wodą.
- Ile basenów robimy? 10, 15?
- A może się tak pościgamy, co ty na to? Kto przegra, stawia obiad. - uśmiechnął się przebiegle. Wzruszyłem tylko ramionami.
- Spoko. - powiedziawszy to, szybko wskoczyłem do wody. Za sobą usłyszałem jeszcze krzyk Yosuke:
- Ej! To nie fair!
Czy mi się zdawało, czy usłyszałem tupnięcie nogą? Myślałem, że robią tak tylko nastolatki w tych durnych filmach. Uchwyciłem jeszcze plusk wody, a potem skupiłem się już tylko na tym, żeby nie wypaść z rytmu.
***
Wyszliśmy z wody zdyszani, ale szczęśliwi. Znaczy się, on szczęśliwy. Bo wygrał. Drań jeden. Jego zachowanie było doprawdy niesportowe. Miałem już dotknąć ścianki basenu, ale ten łajdak złapał mnie za nogę i pociągnął do tyłu, samemu wypychając się do przodu. No chamstwo no! Ale niech będzie, wybaczę mu.
Blondyn skakał koło mnie jak piłka, wrzeszczą wniebogłosy. Ludzie dziwnie na niego zerkali, więc walnąłem go w ramię, by się uspokoił. Ten wycelował we mnie palce, i z szerokim uśmiechem na ustach powiedział do mnie:
- He he he, zazdrosny jesteś, że wygrałem? Bo wygrałem! A ty przegrałeś!
- Nie musisz mi tego tak uświadamiać... - mruknąłem, a ten, jakbym nigdy nic nie powiedział, kontynuował swoją wypowiedź.
- I stawiasz mi obiad! - oblizał się ze smakiem. - Uważaj, bo dzisiaj twój portfel będzie pusty! - zatarł ręce. Ja tylko westchnąłem, uśmiechając się. Czasami moja blondynka zachowywała się jak dziecko. I potem nie można było jej przemówić do rozumu. On nadal wrzeszczał, a ja, idąc koło niego, wręcz paliłem się ze wstydu. Skierowaliśmy się ku ławkom, żeby odpocząć.
I wtedy go zobaczyłem.
-----------------------------------
Nie spodziewaliście się rozdziału, co? :D
Dzisiaj, siedząc sama w domu, postanowiłam, że rozdziały będę dodawać nie tylko w piątki, ale też we wtorki (tak jak dzisiaj) :3
A za jakiś nieokreślony jeszcze czas, dodam pierwszy rozdział jeszcze innego opowiadania z Naruto. A czy to yaoi, dowiecie się już z samego opowiadania ^^

piątek, 13 marca 2015

Trener - Rozdział I

Sobota - piękny dzień, kiedy ma się wolne i można poleżeć dłużej w łóżku. A przynajmniej tak myślałem.
- Naoki, wstawaj! Pobudka! - najwyraźniej to Miyo, moja młodsza o trzy lata siostra, dobijała się do mojego pokoju. Tylko po cholerę? - Jak mnie nie posłuchasz, to wyważę drzwi! - zagroziła. Prychnąłem jedynie w poduszkę i obróciłem się na drugi bok. Nikt ani nic nie może zepsuć mi tego dnia - dzisiaj moja osiemnastka.
Usłyszałem ciche kliknięcie i do pomieszczenia wparowała siostra, zrzucając ze mnie kołdrę i rozsuwając zasłony. Po wszystkim stanęła nade mną i nagle rzuciła mi się na szyję.
- Ach, wszystkiego najlepszego braciszku! - krzyknęła mi do ucha bujając się raz w jedną, raz w drugą stronę. Uśmiechnąłem się.
- Siostrzyczko, dzięki, że pamiętałaś i w ogóle, ale nie uważasz, że budzenie mnie tak wcześnie to nie jest zbyt dobry prezent? - poklepałem ją po plecach. Ta zmarszczyła brwi.
- Jakie "wcześnie"? Jest wpół do pierwszej! Bardzo długo spałeś!- oznajmiła mi z oburzeniem na twarzy. Otworzyłem oczy ze zdziwienia i zerknąłem na zegarek stojący na szafce nocnej. Była 12:31. Cholera. Jestem spóźniony! Zerwałem się z łóżka zrzucając Miyo na podłogę. Mruknąłem szybkie "Przepraszam", zabrałem pierwsze lepsze ubrania z fotela i pognałem do łazienki się ogarnąć.
Razem z moim najlepszym blondwłosym przyjacielem, Nakatą Yosuke, umówiliśmy się na 12:00, żeby zrobić rundkę wokół parku, a potem na siłownię. Mieliśmy kilka godzin przerwy, a potem "niespodzianka" zorganizowana przez naszą blondynkę. Znając życie, będzie to impreza. A ja nienawidzę imprez.
***
Powoli schodziłem gotowy po schodach. Czułem się jak w tych horrorach, gdzie ofiara skrada się, a przed nią wyskakuje jakaś straszna morda. A takie zdarzenie było tu bardzo prawdopodobne. Nie miałem pojęcia, czy rodzice są w pracy. Jednego byłem pewien - nie miałem ochoty na konfrontację z nimi.
Moja rodzina była właścicielem największej w Japonii sieci salonów fryzjerskich "Baioretto" (z jap. - fiołek). Ja... nie byłem przyzwyczajony do takich warunków. Mój biologiczny ojciec zginął sześć lat temu, a moja matka od razu znalazła sobie nowego bogatego fagasa. Śmiem też twierdzić, że ona w ogóle go nie kochała. Czemu? Ponieważ był biedny. A ona, wychowana w bogatej rodzinie, nie była przyzwyczajona do takich warunków. Sama mi to opowiadała, że "w młodości popełniła duży błąd". Wtedy miałem tylko dwanaście lat, nie rozumiałem jej słów, ale teraz wiem, że tym błędem było właśnie wyjście za mąż za mojego ojca.
Jej nowy kochanek, Takemura Keiji, miał w cholerę pieniędzy. Kupował jej drogie prezenty, nowe ubrania, jednym słowem - wszystko, czego mój ojciec nie mógł jej dać. A kilka miesięcy później razem z siostrą dowiedzieliśmy się, że będziemy mieć nowego tatę. Miyo nie chiciała wtedy wyjść z pokoju. Sam musiałem jej wszystko tłumaczyć. A moja matka, Miwako, wzruszyła na nią tylko ramionami i zaczęła obdzwaniać wszytkie jej koleżanki że zaprasza je na wesele, czy coś. Wtedy straciłem do nich szacunek. Jak można bardziej przejmować się ślubem niż własnymi dziećmi?! Wtedy, w wieku czternastu lat podjąłem decyzję o wyprowadzce. Obiecałem sobie, że gdy skończę szkołę, wezmę ze sobą Miyo. znajdę pracę i razem gdzieś zamieszkamy. Z dala od tych... nie, ich nie można nazwać rodzicami.
Prawie doszedłem do drzwi. Jeszcze tylko założyć buty i...
- Wybierasz się gdzieś?
Wszędzie poznam ten oschły głos.
- Tak, idę gdzieś z kolegą. - odpowiedziałem znużony.
- Ach tak? - zmarszczył brwi. - Twoja matka byłaby zawiedziona, gdybyś nie zjadł z nią śniadania.
- Nie mam ochoty. - mruknąłem.
- Ale mnie to w ogóle nie obchodzi. Masz spędzić czas z rodziną, a nie marnować go na jakichś kolegów! - prawie że na mnie krzyknął. Z jego oczu biły iskierki wściekłości ale nie dał po sobie tego poznać. Lata doświadczenia w biznesie sprawiły, że idealnie ukrywał swoje emocje.
Złapał mnie za ramię i zaprowadził do stołu. Tam, ze spuszczoną głową siedziała Miyo. Obok niej z kamienną twarzą siedziała Miwako. Zlustrowała mnie wzrokiem od stóp do głów i westchnęła.
- Naoki, nie mogłeś się ubrać bardziej wizytowo? - zaczęła, wymachując widelcem.
- Wiesz, nie wiedziałem, że ktoś - znacząco spojrzałem na Keiji'ego - zaciągnie mnie siłą do stołu. - prychnąłem. Ona z oburzeniem walnęła pięścią w stół.
- Jak możesz się tak wyrażać o tacie?!
- To nie jest mój ojciec. - warknąłem. Miyo przypatrywała mi się ze smutkiem. Jej spojrzenie mówiło "Uważaj, będziesz miał kłopoty". Usłyszałem jedynie jak matka wciąga powietrze do płuc.
- Jak śmiesz...
- Miwako, kochanie, uspokój się. - Keiji przerwał jej. - Nie po to poprosiłem Naokiego, aby usiadł z nami do stołu. - położył jej rękę na ramieniu.
- Poprosiłeś. Taa, jasne. - prychnąłem.
- Przestań być taki pyszałkowaty. - ostrzegł mnie. - Tak gwoli ścisłości to mamy do ciebie sprawę.
- Naprawdę się śpieszę... Jaka jest ta sprawa? - zapytałem ostrożnie. Może chcą mi jakąś laskę wcisnąć za żonę, czy coś.
Mężczyzna założył ręce na piersi.
- Powiem w skrócie: przejmujesz po mnie firmę. Dzisiaj po południu spotkasz się z moim współpracownikiem, on ci wszystko wytłumaczy.
Zatkało mnie.
- Co? Czy... Czy wy pomyśleliście przez chwilę co ja czuję?! - przyznaję, w tamtej chwili mnie ponosło, ale nagły zastrzyk adrenaliny sprawił, że chociaż na chwilę przestałem się ich bać. - A może ja nie chcę być jakimś gównianym fryzjerem czy biznesmenem! Czy wy kiedykolwiek zainteresowaliście się mną, choć przez chwilę?! -krzyknąłem.
- Nie odzywaj się tak do starszych! - Keiji odsunął krzesło ze zgrzytem. Ja też - nie panując nad emocjami - wstałem.
- Ty nie masz prawa mi rozkazywać! Nie zastąpisz mi ojca. - ostatnie zdanie prawie szepnąłem. W oczach zaczęły piec łzy.
- Ty gówniarzu! Czy tego chcesz, czy nie, jestem mężem twojej matki i masz słuchać moich poleceń! - widziałem jego rękę jakby w zwolnionym tempie, kiedy spróbowała mnie uderzyć - na próżno. Uniknąłem ciosu.
- Czy wy chociaż wiecie, że wasz syn ma dzisiaj urodziny?! - krzyknąłem. Matka spuściła jedynie wzrok na talerz, co uznałem za odpowiedź przeczącą. - Tak myślałem. Mam tego wszystkiego cholernie dosyć! Jak skończę szkołę to się wyprowadzę, i nie będziecie mieli już więcej nade mną kontroli! A jeśli Miyo będzie chciała, wezmę ją ze sobą! - nie wytrzymałem i wyleciałem z domu, biorąc po drodze sportową torbę. Nie wiem ile tak biegłem, ale po jakimś czasie zatrzymałem się, zdyszany i lepki od potu. Przed oczami miałem dom Yosuke.
Usiadłem pod murkiem i zacząłem płakać. Pierwszy raz od kilku lat. Pamiętam, że płakałem tak, gdy tata umarł. Miyo też płakała. Jedyną osobą, która nie uroniła nawet łzy, była właśnie moja matka. Mógłbym przysiąc, że gdy nikt nie patrzył, ona uśmiechała się szyderczo.
Przez zamglone oczy zauważyłem jedynie jakąś sylwetkę, a potem poczułem rękę na ramieniu.
- Nao! Co się dzieje? - usłyszałem kojący głos Yosuke. Był dla mnie jak brat.
Złapałem go za koszulę i wtuliłem w niego twarz. On do jakiegoś czasu pozwolił mi moczyć jego koszulę, aż w końcu odepchnął mnie lekko i zayptał:
- To powiesz mi w końcu co się dzieje? - zapytał z troską w głosie. Pociągnąłem nosem.
- Pokłóciłem się z rodzicami. To wszystko. - zapewniłem. Blondyn spojrzał na mnie podejrzliwie.
- I to ma niby być powód, dla którego teraz mam mokrą koszulę? Stary, mów co się dzieje. - westchnąłem i opowiedziałem mu wszystko od początku.
- Do tego jeszcze wciągnąłem w to Miyo. I zostawiłem ją tam samą. Rany, jestem skończonym idiotą. - zakryłem sobie rękami twarz. Blondyn uważnie słuchał mojego biadolenia. Oczy miał nieobecne, skierowane w mur za mną. Nagle jakby powrócił do rzeczywistości i spojrzał na mnie, głaszcząc mnie po głowie.
- Miyo jest twardsza niż myślisz. I nie przejmuj się tak wszystkim. - podniósł się i pociągnął mnie za sobą. Otworzył plecak, który miał przy sobie i zaczął w nim grzebać. Ja z ciekawością zacząłem mu się przyglądać. Chwilę potem wyciągnął małe pudełeczko i podał mi je. - Wiem, że miałem ci nie kupować prezentu, ale nie mogłem się powstrzymać. - przyznał.
- Yosuke, ja... - powoli uniosłem wieczko. W środku ukazał się zegarek. Bardzo nowoczesny zegarek. Musiał kosztować w cholerę. Wiem, jestem głupi, ale chciałem się z nim podroczyć.
- Yosuke, to.. jest naprawdę super, ale... - postukałem lekko w szybkę i przyłożyłem do ucha. - Chyba się zepsuł...
Chłopak spojrzał na mnie przerażony i przyłożył moją rękę do ucha. Gdy usłyszał cicho tykanie, odetchnął z ulgą. Uśmiechnąłem się złośliwie, a on odepchnął mnie.
- Ha, ha. Bardzo śmieszne. - założył sobie ręce na piersi i przewrócił oczami.
- Dobra, dobra, sorry. - uśmiechnąłem się. Chyba już się na mnie nie gniewał. Wziął plecak do ręki i poszedł przed siebie, a ja podążyłem za nim. - Tak w ogóle, skąd wziąłeś na to kasę?
- Dragi. Sprzedaję hardkorowe dragi. - uśmiechnął się, więc wziąłem to za żart.
- Spoko, to odpal mi działkę.
- A w życiu, masz zapłacić jak każdy uczciwy klient - zaznaczył.
- Nie zrobisz wyjątku dla przyjaciela? - spojrzałem na niego smutno. A on zdzielił mnie w głowę.
- Nigdy w życiu masz mi nie brać narkotyków! - spojrzał na mnie z wściekłością w oczach. Muszę przyznać, że wyglądał przerażająco.
- Stary, spokojnie! Ja tylko żartowałem! - broniłem się. Odetchnął jakby z ulgą, po czym odwrócił się i poszedł przodem, nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem. Przez całą drogę do parku nie nawet się do mnie nie odezwał. A ja, idąc z tyłu, zastanawiałem się, co, oprócz mojego zachowania, doprowadziło go do takiego stanu. Mówił mi wszystko. Może, podczas wakacji coś się zdarzyło, czego nie chciał mi powiedzieć? Ja w końcu wyjechałem do Egiptu, nie było mnie przez dobry miesiąc. Rozumiem, że chciał mieć tajemnice, ale po to jest przyjaciel, żeby mu mówić o swoich problemach. Ale nie będę naciskał. Jak się zdecyduje to mi powie. Ale niech lepiej zrobi to szybko, bo wręcz zżera mnie ciekawość.
--------------------------------
Tak, i oto pojawił się pierwszy rozdział! Jeszcze nie wiem, jak nazwę to opowiadanie, ale to wyjdzie w praniu :P
Mam nadzieję, że się spodobał. ^^
Komentujcie, wypomnijcie mi wszystkie błędy. Krytyka - ważna rzecz! ;)

Notka organizacyjna

Witam, tutaj Mio ^^
Mój blog powstał spontanicznie, na rozkaz prośbę mojej koleżanki :v
Pojawiać się tu będą kilkunasto - rozdziałowe opowiadania gatunku yaoi i nie tylko, m.in. z anime/mangi Naruto, NO. 6 lub Kuroko no Basket ;) Będę wymyślać też własne opowiadania, a do nich postaci, fabułę, itp.
Rozdziały powinny pojawiać się w piątki ^^
Mam chociaż nadzieję, że ktoś to przeczyta :v