I wtedy go zobaczyłem.
Mógłbym przysiąc, że gdybym nie był wtedy na tyle orzeźwiony po wyjściu z basenu, to stałbym tam do teraz. Usiadłem na ławce i ignorując wariującego obok mnie Yosuke, zacząłem się w niego intensywnie wpatrywać. Wtedy liczył się tylko on. Miałem gdzieś to, co o mnie mogą sobie pomyśleć postronni obserwatorzy. Na tamten moment chciałem zajrzeć w głąb jego umysłu, dowiedzieć się o nim wszystkiego, co tylko mogę. Jednak na razie zaprzestałem tylko na tym, jak wygląda.
Chłopak miał w miarę długie, złotawo-brązowe włosy, związane w luźnego kucyka. Trzydniowy zarost na brodzie dodawał mu męskości, chociaż zakładałem, że był w moim wieku. Jego oczy. Jego duże, złote oczy. One... mnie wciągnęły. I nie mogłem się uwolnić z ich pułapki. Dopiero po chwili - która równie dobrze mogłaby być wiecznością - mogłem zlustrować go całego. Miał ładnie zarysowane mięśnie, nie był taki napakowany, jak niektórzy na basenie, którzy wyglądali jak ogromne, owłosione misie. Wycierał włosy ręcznikiem. Miał długie, zwinne palce, na co, z jakiegoś niewiadomego dla mnie powodu, zwróciłem uwagę. Nieznajomy... był przystojny. Cholernie przystojny.
Tak, wiem, że to było dziwne tak się przypatrywać obcemu facetowi, ale wtedy... Czułem się, jakbym nie był sobą. Tak jakby jakaś obca osoba przjęła kontrolę nad moim ciałem, umysłem. Nie mogłem ruszyć żadną kończyną, czy nawet oddychać. Właśnie. Oddychanie.
Zdawało mi się, że minęło kilka godzin, zanim się ocknąłem z transu, a tak naprawdę minęło kilka sekund. Wybudziło mnie uderzenie w głowę. Otrząsnąłem się, i spojrzałem na blondyna.
- Aj! Za co to było?! - syknąłem. To naprawdę bolało. Chłopak walnął mnie w końcu z całej siły!
- Za to, że mnie nie słuchasz. - burknął - Czy ty w ogóle słyszałeś, o czym mówiłem?
- Tak. Mówiłeś o tym, że wygrałeś, a ja przegrałem. - wypomniałem mu. Chłopak otworzył usta żeby zaprzeczyć ale szybko je zamknął uświadomiwszy sobie, że mam rację.
- Kim jest ten facet? Pierwszy raz go tu widzę. - zapytałem, bacznie obserwując szatyna.
- Tamten? - powiódł za mną wzrokiem. - To jest bodajże... Watanabe Shiro.
Shiro. Ładne imię.
- A... co on tu robi?
- Nowy w mieście, będzie z nami w klasie.
Czyli moje przypuszczenia się potwierdziły - jest w naszym wieku.
- Skąd wiesz?
- Jest moim sąsiadem.
Ach, to wszystko wyjaśnia.
- A co ty tak o niego wypytujesz? Zakochałeś się, czy co? - zaśmiał się.
Mimo, iż mówił to w żarcie, spaliłem buraka gdy to powiedział. Z jakiego powodu - nie wiem. Serce waliło mi jak młot pneumatyczny. Bałem się, że Yosuke to usłyszy i zacznie wyciągać jakieś wnioski. Zobaczył moją czerwoną twarz i spojrzał mi przenikliwie w oczy. Przestraszyłem się, że za chwilę zajrzy mi do mózgu i wyciągnie stamtąd na światło dzienne co myślę na temat Shira. Blondyn, wiedząc że i tak mu pewnie nie odpowiem, westchnął i z nudów spojrzał na ogromny zegar powieszony na jednej ze ścian pływalni. Zdębiał na chwilę, po czym spojrzał na mnie przepraszająco.
- Sorry, stary, ale będę się zbierać. Kompletnie zapomniałem o tym, że miałem odwiedzić mamę na jakiś czas. Pamiętaj, nasze późniejsze plany są nadal aktualne. Nie wywiniesz się. - pogroził mi palcem. Westchnąłem.
- Taa, wiem. Nic się nie dzieje, możesz iść. Ja jeszcze tu trochę posiedzę. Nie mam zamiaru jeszcze wracać do domu.
- Rozumiem cię. - poklepał mnie przyjacielsko po ramieniu i pobiegł do szatni, krzycząc na odchodne:
- To do zobaczenia! Widzimy się o siedemaaaa...! - i wybuchnąłem głośnym śmiechem, gdy Yosuke poślizgnął się i wpadł do wody. Wtoczył się na posadzkę i dysząc ciężko, podniósł się i po chwili zniknął mi z oczu.
No i zostałem sam. Jedyne, co mi zostało to obserwowanie szatyna. Uspokoiłem się i zerknąłem w jego kierunku, a on odwzajemnił spojrzenie. W jego oczach zobaczyłem ciekawość, a serce znów mi szybciej zabiło.W życiu na nikogo tak nie zareagowałem. Może to była, tak zwana - miłość od pierwszego wejrzenia? Nie. Po pierwsze - nie jestem gejem, a po drugie - on chyba też nie.
Uśmiechnął się ciepło, wstał i skierował siędo szatni. Nadal śledziłem jego pełne gracji ruchy, kiedy to zniknął z zasięgu mojego wzroku. No i pięknie. Teraz na prawdę nie mam co robić. A iść za nim - nie pójdę, bo jak to będzie wyglądało? Najpierw mu się przypatruję, potem go śledzę. Co on sobie pomyśli? A nie chcę od razu zepsuć naszego pierwszego spotkania. Bo w końcu będę z nim w klasie, więc należałoby się z nim przywitać jak normalny człowiek. No nic, zrobię to innym razem, a może spotkamy się w normalniejszych okolicznościach?
***
Samotne pływanie na basenie nie jest już tak przyjemne jak pływanie z kimś. A ten "ktoś" poszedł do swojej chorej matki do szpitala. Szczerze - współczułem mu. Jego ojciec był kierowcą taksówki, i pewnego dnia jego klientem okazał się być jakiś psychopata, a że staruszek grzecznie poprosił by wysiadł, to ten szaleniec go zastrzelił. Po prostu. Yosuke miał wtedy siedem lat. Razem z matką dowiedzieli się o jego śmierci dopiero tydzień później. Wtedy ona podobno zachorowała na jakąś śmiertelną chorobę. Nie wiem dokładnie co to jest - blondyn nie chciał mi powiedzieć. Od tamtego momentu chłopak wychował się praktycznie sam, jedynie jakaś ciotka, kuzynka - nie ważne - przyjeżdżała do niego co jakiś czas, robiąc mu jedzenie na cały tydzień, które on potem musiał sobie odgrzewać.
Gdy skończył szesnaście lat poszedł do pracy. Łapał się wszystkiego co było w tamtej chwili dostępne - czy to sprzątanie, pomoc na budowie lub wciskanie staruszkom różnych rzeczy przez telefon. Niekiedy pytałem się, czy chce ode mnie pożyczyć, jednak odpowiedź była zawsze taka sama - nie.
Ja i Miyo praktycznie też wychowaliśmy się bez rodziców. Ojciec - całymi dniami siedział w pracy, a jak już zawitał do domu to wisiał na telefonie lub siedział w biurze. Matka - od rana do wieczora w jej "ukochanym zawodzie", jako fryzjerka. Miałem tego wszystkiego już szczerze dosyć. Gdyby nie Miyo, wyprowadziłbym się stamtąd już po skończeniu gimnazjum. Ale wtedy sama by sobie nie dała rady. Wydaliby ją za mąż za jakiegoś buca, i skończyłaby jako kura domowa z gromadką bachorów. A, wbrew pozorom, kochałem siostrę. Może i sobie dokuczaliśmy, czy coś, ale tylko po to, żeby rozluźnić tą sztywną atmosferę w domu. Robiliśmy tak od kilku lat, ale tylko co niektóre pokojówki zwracały na to uwagę. Tak, mamy pokojówki. To dziwne, ale to prawda. Zazwyczaj ich nie widujemy, bo są prawie niewidoczne, zupełnie jak ninja. Nawet się do nas nie odzywają.
A wiecie, co jest najlepsze? To, że to właśnie Keiji zakazał im się z nami komunikować, jedynie w ostateczności. Kiedyś była jedna, która go nie posłuchała. Nazywała się Aiko. Przynajmniej tak nam powiedziała. Była niewiele starsza ode mnie, ale zaprzyjaźniła się z Miyo. Lecz niestety Miwako się o tym doweidziała, zawiadomiła to Keiji'emu, który wywalił dziewczynę na zbity pysk, nawet nie dając jej zapłaty. Oczywiście siostra nie miała o tym zielonego pojęcia. Zaczęła coś podejrzewać, kiedy Aiko nie pojawiała się przez kilka dni. Dowiedziała się przypadkiem, kiedy podsłuchała rozmowę sprzątaczek. Wtedy Miyo znienawidziła Keiji'ego. A ja miałem następnego sojusznika.
Yosuke poszedł. Shiro poszedł. Wszyscy poszli. W końcu po kilku minutach siedzenia patrzenia przed siebie wstałem i postanowiłem pobiegać jeszcze trochę na bieżni. Wszedłem do szatni i skierowałem się w stronę pryszniców. Puściłem ciepłą wodę, kiedy nagle ktoś mnie złapał za nadgarstek i przycisnął do ściany.
- Ładnie to się tak intensywnie przyglądać obcemu? Do tego takim wzrokiem? Prawie mi stanął. - szepnął.
- Słu-Słucham? - przełknąłem głośno ślinę. Dobrze czułem, jak jego... ten, no, wbija mi się w pośladki. Na serio był bardzo podniecony.
- Nie udawaj niewiniątka, Takemura. - skąd on, do cholery, zna moje nazwisko?! - Czuję, że tego chcesz. - przejechał mi palcami po kręgosłupie i zatrzymał się tuż nad linią kąpielówek. Zadrżałem. - Oo, czyżby słaby punkt?
Czułem jak się uśmiecha, nawet tego nie widząc. Chwilę później przestałem czuć nacisk na mój tyłek, ale poczułem coś jeszcze dziwniejszego. Jego język na moich plecach. Pomyliłem się - on zdecydowanie był gejem. Pozostawił nim mokry ślad i zabrał się do zsuwania moich bokserek. O dziwo ciało nie protestowało, chociaż serce z całej siły krzyczało, żeby to zatrzymać. Nagle drzwi się otworzyły, a do środka wszedł jakiś starszy pan. Dobrze, że w pomieszczeniu nic nie było widać. Shiro szybko mnie puścił i spojrzał wyzywająco w oczy. Zbliżył się do mnie i szepnął mi na ucho:
- Jeszcze to dokończymy... Naoki. - sposób, w jaki powiedział moje imię sprawił, że nogi ugięły mi się w kolanach. Gdy wyszedł, powoli osunąłem się na posadzkę.
Boże, co to miało być?
Ojaciesole XDDDDDD A ja myślałam, że Shiro będzie miał opory, a tu kasza ;-; No cóż :')
OdpowiedzUsuńBłędów nie znalazłam, o kurdełke. Wielbię cię. Wyjdź za mnie. Stworzymy kwadrat razem z Naokim i Shiro. Dobrze? Naoki będzie moim ukesiem (bo jestem wysoka .-. 175 heloł) i ty też. Zgadzasz się? XDDDD
Czekam na rozdział, już się nie mogę doczekać, aż dowiem się więcej o Shiro. Jejciu, jak mi tym rozdziałem humor poprawiłaś, nie wyobrażasz sobie ;-; W (mój przyjaciel) twierdzi, że X (mój drugi przyjaciel) ma błahe problemy. I wiesz, on widzi duchy i demony! X, w sensie. Jakkolwiek by to dziecinnie zabrzmiało :') Podejrzewam kutasiarza o schizofrenię, ale twierdzi, że potrafiłby to poznać ;--; I jak mnie W zaraz nie przeprosi to się wkurwię. Amen.
Weny,
Alice
Będę twoim ukesiem...? Hmmm, muszę pomyśleć, ale propozycja kusząca XD Ale dziękuję, że mnie wielbisz xd i że poprawiłam ci humor. Co do twoich kolegów, W i X... Nie wiem co napisać, nadal się śmieję :'D (oczywiście bez obrazy, czy cuś :D)
UsuńPrzez przypadek odkryłam Twojego bloga. I zachwyciłam się <3 także, czytam, czytam ..... i nie mogę się oderwać!
OdpowiedzUsuń