środa, 29 kwietnia 2015

Drugie Wcielenie - Prolog

Tamtego dnia pogoda była wręcz idealna; nawet Motoki, chłopiec o przydługich czarnych włosach i czekoladowych oczach musiał to przyznać. W końcu to piątek, a piątki zazwyczaj są idealne. Ponad trzydzieści stopni w cieniu i ani jednej chmurki na niebie. Tylko że on musiał się kisić w głupiej szkole. W głupim mundurku. Czekając na głupi dźwięk oznaczający koniec tortur. 
Jedynym pocieszeniem było to, że obecna lekcja była ostatnią lekcją w tym dniu. A potem zostawało mu jeszcze poczekać na swojego przyjaciela, Rinkashiego. Obaj chodzili do tej samej podstawówki, do tej samej drugiej klasy, tyle, że jego przyjaciel dodatkowo chodził na karate, więc po zajęciach musiał zostać w szkole przez następną godzinę. A Motoki nie miał nic innego do roboty, jak tylko na niego czekać, bo nie widziało mu się iść samemu do domu tą samą nudną ścieżką.  
Chłopak zerknął na szary zegar zawieszony nad tablicą. Jeszcze tylko kilka minut do dzwonka. Tych kilka upragnionych minut, które dłużyły się niemiłosiernie. Nauczycielka japońskiego ze znużeniem czytała jakiś fragment z książki. Raz na jakiś czas ziewnęła szeroko i kontynuowała przerwany wywód. Chłopak uważał, że mogłaby już sobie darować. Przecież i tak jej nikt nie słuchał, chyba nawet ona sama nie wiedziała, co czyta.  
Nagle, ni stąd ni zowąd, coś lekkiego uderzyło go w głowę. Zaskoczony podniósł się do siadu i spojrzał za siebie dyskretnie. Wpatrywał się w niego nie kto inny, jak Rinkashi. Chłopak miał krótkie, nastroszone, prawie czerwone włosy i niesamowicie głębokie niebieskie oczy, co u Japończyków było nieczęsto spotykane. Najwyraźniej chłopakowi się nudziło. Zresztą, tak jak i całej klasie. Pomachał Motokiemu, a ten mu odmachał. Czerwonowłosy palcem wskazał na kulkę z kartki. Zaciekawiony podniósł przedmiot i rozwinął.

Motoki, nie nudzi ci się? Bo mi bardzo... Raaany, jak ta baba przynudza xD
 
Prawie parsknął śmiechem i zatykając sobie usta ręką nabazgrał wiadomość.

Właśnie widzę xD Nie mogłeś poczekać z tym, aż się lekcja skończy? Co, jak nas przyłapie?
 
Rzucił kartkę za siebie, a za chwilę otrzymał odpowiedź.


Kurde, Motoki, w życiu czasem trzeba trochę adrenaliny! A poza tym, co nam może zrobić? xD I tak chyba jest we własnym świecie. Tylko na nią spójrz

Czerwonowłosy miał rację. Kobieta prawie przysypiała. Podpierała sobie dłońmi brodę i czytała monotonnie tekst. Nie zwracała najmniejszej uwagi na klasę, po której zaczynały się rozchodzić ciche szepty, bowiem do dzwonka było coraz krócej. Motoki zamyślił się, po czym napisał na kartce zdanie.


Chciałbyś do mnie przyjść?

Szybko odrzucił kartkę i westchnął. Miał zamiar napisać coś o wiele innego, ale nie chciał znów widzieć smutnej miny Rinkashiego przed drzwiami sierocińca. Jego rodzice zostawili go tam, kiedy był jeszcze niemowlakiem, a sami wyjechali "zwiedzać świat". Powiedzieli tylko, jak ma na imię i nazwisko. Nawet zaświadczali opiekunkom, że wrócą po syna, ale tak naprawdę nigdy nie wrócili. Kilka tygodni po oddaniu chłopca, do dyrekcji przybytku dotarła wiadomość, że rodzice Rinkashiego i kilkaset ludzi zginęło w katastrofie lotniczej. I chłopak przesiedział osiem lat w domu dziecka, nie zdając sobie sprawy z tego, że już nigdy nie spotka rodziców.  
Kartka uderzyła Motokiego w tym samym momencie, kiedy rozległ się tak bardzo utęskniony dźwięk dzwonka i wszyscy zerwali się gwałtownie z krzeseł, w tym także on i Rinkashi. Nauczycielka jednak nie pozwoliła tej dwójce wyjść, szybko zagradzając im drogę do wyjścia. Spojrzała na nich z góry.  
- O nie, moi drodzy, nigdzie się nie wybieracie. Widziałam, jak wymienialiście się korespondencją i teraz posprzątacie tę salę. Za karę - kobieta uśmiechnęła się złowieszczo. 
- A-Ale, proszę pani, ja mam zajęcia z karate, nie mogę ich opuścić...  
- Nie obchodzi mnie to - urwała ruchem ręki i skierowała się w stronę drzwi. - Pamiętajcie, żeby odnieść klucz, jak skończycie! - i po chwili zniknęła im z oczu.
***
- Rany, to było najdłuższa godzina mojego życia! I do tego jeszcze...  
- Ale to było tylko pół godziny - wtrącił rozbawiony Motoki. - Trochę przesadzasz...  
- Ja?! To ta wredna nauczycielka dała nam karę tylko dlatego, że nam się nudziło! To ona przesadza! - krzyknął oburzony i zaczął wymachiwać rękami. W szkole, oprócz woźnego, nie było ani jednej żywej duszy. Na korytarzach było bardzo cicho, słychać było jedynie ich rozmowę, no i wrzaski Rinkashiego. Trochę to straszne - przemknęło przez myśl Motokiemu. Odruchowo złapał rękę przyjaciela i ścisnął. Czerwonowłosy zerknął na chłopca pytająco, ale nie miał nic przeciwko gestowi. Szli tak przez chwilę, aż w końcu dotarli do bramy głównej szkoły.  
- To... Chciałbyś może dzisiaj do mnie przyjść? Dostałem nową grę.  
- Jasne.  

No i tyle było z sensowniejszej rozmowy. Bez słowa ruszyli przed siebie, już nie trzymając się za ręce. Nagle, po kilku minutach drogi Rinkashi zatrzymał się. Brunet dopiero po chwili zorientował się, że przyjaciel nie idzie za nim.  
- Huh? Co jest?  
- Zapomniałem. Musimy się wrócić - czerwonowłosy złapał Motokiego za rękę i pociągnął w przeciwnym kierunku.  
- H-Hej, o co chodzi?  
Jednak ten nie odpowiadał. Brunet pokiwał jedynie głową i dał się zaprowadzić w znane tylko Rinkashiemu miejsce. Jak się później okazało, był to sierociniec. Czemu mnie tu zaprowadził? Przecież powiedział, że może. To jaki jest, kurczę, problem? - rozmyślał brunet. Czerwonowłosy zostawił go pod budynkiem, a sam wszedł do środka. Teraz chłopak musiał czekać. A czekał długo, bo jakieś dziesięć minut. Nudziło mu się, a chciał pograć w nową grę z przyjacielem. Rozejrzał się i usiadł na stopniu schodów. I czekał.  

Następne dziesięć minut później Rinkashi w końcu wyszedł z budynku. Chyba się przebrał, bo wyglądał inaczej. Miał na sobie seledynowy garnitur, a jego włosy były bardzo ulizane. Spojrzał przepraszająco na bruneta, a ten podszedł do niego, wskakując po kilka schodków. Stali w ciszy, mierząc się wzrokiem. Wreszcie czerwonowłosy westchnął.  
- Nie mogę do ciebie przyjść. Mają dla mnie zastępczą rodzinę. Mówiłem im, że nie chcę, że moi rodzice jeszcze wrócą. Ale mnie słuchali - pokiwał głową ze zrezygnowaniem.  
- To widzimy się jutro?  
- Nie mogę.  
- Czemu?  
Nie odpowiedział. Otworzył drzwi, i machając Motokiemu wszedł do środka. A chłopak nadal zaciekawiony i jednocześnie zdziwiony, poszedł do własnego domu.

***
Motoki leżał znudzony na swoim łóżku, jeszcze w mundurku, wpatrując się bezczynnie w sufit. I czekał. Czekał, aż ktokolwiek pozwoli mu wyjść z pokoju. Jego matka, Hikaru, kilka minut temu zakazała mu wychodzić na korytarz. Nie chciała się nawet przed tym tłumaczyć, po prostu zatrzasnęła za sobą drzwi. Brunet zauważył jeszcze, jak jej twarz pogrąża się w przerażeniu.  
Minęło prawie pół godziny. I nic. Nic, oprócz tej przeklętej ciszy, która zdawała się spowijać cały dom. A Motoki miał dość czekania. Czuł, że coś jest nie tak. Podszedł do wejścia i powoli pociągnął za klamkę. Usłyszał ciche "klik" zamka. Modlił się, żeby nikogo nie było przy drzwiach. Po kilkunastu sekundach odważył się je uchylić i wyszedł na korytarz. Jak się spodziewał, był pusty. Nie było nawet słychać telewizora, który zwykle był włączony na dole. Mama też gdzieś zniknęła.
Przeszukał większość pokoi na parterze, a potem wrócił na górę. Postanowił jeszcze zajrzeć do gabinetu ojca. Był już blisko, kiedy zorientował się, że w pomieszczeniu jest więcej niż jedna osoba; dało się słyszeć rozmowę. Brunet podkradł się bliżej i przyłożył ucho do dziurki od klucza.  
- ..., a byłem już dla ciebie wystarczająco cierpliwy, Ishimura. Więc jak?  
- Ja... proszę, da-dajcie mi jeszcze... tydzień. Postaram się w ten czas zwrócić wam należną kwotę.  
Motoki usłyszał drżący głos ojca, Kazuhiro.  
- Oj, oj, Ishimura, to samo mówiłeś mi tydzień temu. Cóż za zbieg okoliczności, prawda? - mężczyzna przerwał, a po chwili coś szczęknęło.  
- Nie... Nie, proszę... Ja mam rodzinę... - powiedział płaczliwym głosem Kazuhiro. Najprawdopodobniej opadł na kolana. Motoki coraz bardziej się niepokoił. Uchylił lekko drzwi i zajrzał do środka. Przed biurkiem stało trzech mężczyzn w garniturach. Dwaj z nich, którzy trzymali się bardziej z tyłu, mieli przyciemniane okulary. Mężczyzna wyglądający na szefa trzymał w prawej dłoni pozłacany pistolet z tłumikiem. Celował w Kazuhiro, który klękał, prawie dotykając czołem podłogi.  
- Szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie to. To ty narobiłeś sobie kłopotów, nie oni. Nie zasługują na ojca, który narobił sobie długów u Yakuzy tylko po to, żeby potem wszystko wydać na dziwki - spojrzał na niego z odrazą. A wtedy Kazuhiro zerknął na drzwi. I o mało nie krzyknął z szoku. Zawahał się przez chwilę, a potem poderwał się gwałtownie z ziemi i krzyknął:
- Motoki! Uciekaj! To niebez...  

Mężczyzna w garniturze strzelił.
------------------------------------------------------------
Witam!
Jako iż wbiło mi 1000 wyświetleń, postanowiłam napisać nowe opowiadanie. Historia Shiro i Naokiego jeszcze się nie skończyła, więc nie macie się czym martwić. Tak jakby "robię sobie od nich przerwę". Oczywiście fabuła jest w pewnym stopniu zaplanowana, wiem, co mam napisać, tylko nie wiem jak mam do tego dojść xd
Tak więc teraz "Drugie Wcielenie" będzie się pojawiać częściej, niż Naoki i Shiro.
Tak, nadal nie wymyśliłam tytułu do tamtego opowiadania xd

I pamiętajcie, że jeśli nie komentujecie, na świecie ginie czyjaś wena! W tym wypadku moja xD

1 komentarz:

  1. Jak to się stało, że jeszcze nie skomentowałam? D:
    No więc zacznijmy od tego, że nie podoba mi się "porzucenie" historii Naokiego i Shiro. Ja tak się napaliłam, że olaboga ;_; Kocham Naokiego. Serio. Uwielbiam go. Jest taki "puci, puci", chciałabym to wytulić ;w;
    A co do notki... ehh, nigdy nie wiem, jaki komentarz napisać do prologu. Zapowiada się raczej interesująco. Ale, jak to mówią: ,,Nie chwal dnia przed zachodem słońca" - czy coś takiego. Może mi nie przypaść do gustu (jestem strasznie wybredna - jak jeden, malutki szczegół mi się nie spodoba to nie potrafię się zmusić do zakończenia), ale w to raczej wątpię - bo bohaterów kreujesz dobrze (przynajmniej jak na mój gust) i do stylu pisania nie można się przyczepić. Fabuła... phi, kogo to obchodzi, ważne, że są całujące się pedały XDD *czemu zrobiłam się taką rasistką ostatnio ;_;* Chociaż (sądząc po tytule) nie można się spodziewać opowiadania pozbawionego akcji. I nie wiem czy to dobrze czy źle ;~; Raczej dobrze.

    Weny,
    Alice

    OdpowiedzUsuń