Przepraszam, że nie ma nowego rozdziału, i przepraszam, że nie dodałam go we wtorek, Bo postanowiłam sobie, że za rekompensatę dodam dwa rozdziały w piątek. Ale dzisiaj napisałam coś innego, mam nadzieję, że się spodoba.
UWAGA! MOŻLIWE SPOJLERY!
Przed jedną z uczelni w Dzielnicy 20. stał pewien chłopak. Miał czarne włosy, białą opaskę na oku i z zapartym tchem śledził wydarzenia w swojej ulubionej książce, autorstwa Takatsuki Sen. Czytał ją już któryś-tam raz, ale nadal mu się nie nudziła. Jego znajomi z Uniwersytetu Kamii, na który uczęszczał mawiali, że brunet woli towarzystwo książek niż ludzi. Po części tak było. W końcu był ghulem, w dodatku jednookim ghulem, a ghule nie mogły egzystować wśród ludzi. Prędzej czy później, ktoś by zginął.
Lecz w Anteiku, w kawiarni, w której chłopak zaczął ostatnio pracować, ghule znalazły sposób, by żyć pośród nich, czuć się "normalnie". Ale kto by się czuł "normalnie", gdyby jednym z jego codziennych posiłków była kawa. Bowiem ghule mogły pić tylko kawę, i jeść tylko ludzkie mięso. Było to uciążliwe, ale to był jedyny sposób na przeżycie. Mężczyzna w Anteiku, Yoshimura, starał się pomagać innym ghulom, a w szczególności tym, które nie były w stanie samodzielnie polować. Brunetowi także pomógł, nauczył go też jak jeść zwykłe jedzenie i parzyć bardzo dobrą kawę.
Nagle, z przeciwnej strony nadbiegł rudy chłopak ze słuchawkami na szyi i z pomarańczowym plecakiem na ramieniu. Miał kolorowe ubrania, wyróżniał się z tłumu.
- Kaneki! - rudzielec krzyknął do bruneta i pomachał mu na powitanie. - Wybacz za spóźnienie, ale po drodze spotkałem bardzo fajną dziewczynę i...
- Nie musisz mi opowiadać o swoich miłosnych podbojach, Hide - przerwał mu i machnął na niego ręką, uśmiechając się. Jego przyjaciel był bardzo śmiały, energiczny i radosny, a jego wesołe usposobienie zazwyczaj przejmują osoby wokół niego.
- Niech ci będzie - mruknął zawiedziony, jednak zaraz się rozpogodził. - To gdzie idziemy? - zapytał.
- Na chwilę do Anteiku, powiedzieć Kierownikowi, że dzisiaj mnie nie będzie w pracy, a potem możemy robić co tylko zechcesz.
- To super!
Reszta drogi minęła im szybko, bo Hide nie mógł przestać mówić. Gadali o wszystkim, i jednocześnie o niczym. Kaneki, wpatrzony w profil rudzielca, zdawał się nie słyszeć co się wokół niego dzieje, jedynie raz na jakiś czas odpowiadał losowo "tak" lub "nie", gdy padło jakieś pytanie ze strony chłopaka.
Po kilkunastu minutach stali przed kawiarnią.
- Hide, poczekaj tu na mnie, zaraz wracam.
- No co ty! Nie chcę stracić szansy na spotkaniez Touką! - i nie czekając na komentarz Kanekiego, wyminął go i pewnym krokiem wszedł do środka. Brunet, kręcąc głową, poszedł za nim. W środku rudzielec uciął sobie pogawędkę z Kayą, kelnerką.
Kaneki wszedł do środka, a cały personel kawiarni przywitał się z nim.
- Kaya, Kierownik jest na górze?
- Tak, zawołać go?
- Nie trzeba, dam sobie radę - zapewnił. - Hide, zaraz wracam. Nie romansuj z dziewczyną, bo jeszcze jej serce złamiesz - zaśmiał się brunet.
- Wiem, że jestem rozchwytywany, ale bez przesady - zrobił wyzywającą pozę i ułożył usta w dziubek. Kaneki pokazał mu język, po czym przeskakując co dwa schodki wpadł na korytarz. Wybrał drzwi prowadzące do "biura" Kierownika. Zapukał.
- Proszę! - usłyszał głos staruszka i wszedł do pomieszczenia. - Ach, to ty, Kaneki. Czy coś się stało? - spojrzał na chłopaka uważnie - Jesteś... głodny?
- Nie, nie, nic z tych rzeczy - zaprzeczył szybko. - Chciałem tylko... uprzedzić, że dzisiaj nie będę mógł przyjść pracować, umówiłem się z Hide.
- Ach tak. No nic, znajdziemy na ciebie zastępstwo. Touka za godzinę powinna wrócić z biblioteki, więc poradzimy sobie bez ciebie.
Brunet podziękował i miał się już wycofać, kiedy staruszek powiedział:
- Pamiętaj, ghule bardziej odczuwają... wszystko. Więc jeśli... między tobą, a Hide... - na policzkach chłopaka pojawił się szkarłatny rumieniec - Po prostu... musisz być cały uważać.
- Dz-Dziękuję. - odpowiedział Kaneki, po czym pośpiesznie wyszedł z pomieszczenia, nadal się rumieniąc.
Kierownik wiedział co nieco o uczuciach bruneta do Hide. Ba, nawet po cichu im kibicował. A dowiedział się o tym pewnego wieczoru, rozmawiając sam na sam z Kanekim.
"Na dworze lało jak z cebra. Było już ciemno, bo około dwudziestej. Na ulicy nie było żadnego przechodnia, jedynie gdzie nie gdzie przejechało jakiś samochód. Z ulicy można było dostrzec, jak w oknie nad kawiarnią nazwaną Anteiku paliło się światło w jednym z pokoi. Wewnątrz była bardzo ciepła atmosfera. Kaneki i Yoshimura siedzieli przy stole, gdzie staruszek podawał mu różne składniki, od jabłek zaczynając, na kotletach kończąc. Wokół biegała mała Hinami, goniąc Toukę. Reszta, czyli Nishiki, Kaya i Enji siedzieli na sofie, popijając kawę zrobioną przez Kierownika i z uśmiechem obserwując zabawę dziewczyn. Kaneki raz po raz wypluwał wszystko, co trafiło do jego ust, wymiotując tak, żeby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Jednak było to trochę uciążliwe, więc ku uldze Kanekiego, Yoshimura poprosił gromadę, by zostawili ich samych. Staruszek miał zamiar dyskretnie powypytywać Kanekiego o szczegóły związane z jego życiem. Za jakiś czas miał się stać częścią ich społeczności, więc musieli coś o nim wiedzieć.
Po kilku minutach milczenia i odgłosów wymiotów, staruszek postanowił zainicjować rozmowę.
- Kaneki, mogę cię o coś spytać? - zapytał ostrożnie.
- T-Tak, o co chodzi? - chłopak podniósł niechętnie wzrok. Był już zmęczony zwracaniem wszystkiego, co wejdzie mu do ust.
- Co jest między tobą, a Hide? - zapytał prosto z mostu. Kaneki zaniemówił.
- Ż-Że co proszę? - zapytał cicho, zszokowany bezpośredniością Yoshimury.
- Pamiętasz tamten moment, kiedy... prawie go zabiłeś? - szepnął - Widziałem sposób, w jaki na niego patrzysz. On nie jest dla ciebie jak brat. On jest kimś więcej. Prawda?
Odpowiedziała mu jedynie cisza. Kaneki zastanawiał się, co mu odpowiedzieć. Niby nie musiał się bać, że Kierownik go wyda, ale ten temat był dla niego... krępujący.
-T-Tak... Chy-Chyba tak... - odszepnął. Westchnąwszy, staruszek wyszedł z pokoju, zostawiając Kanekiego sam na sam ze swoimi myślami."
Tym razem to Kaneki wycofał się z pokoju. Nie chciał myśleć o tamtej rozmowie, ale był w tym samym miejscu z tą samą osobą, więc nie miał wyboru i musiał dać wspomnieniom wpłynąć na otwarte wody jego umysłu. Nagle z dołu dobiegło go wołanie Hide.
- Kaneki! Idziesz?! Wypiłem już dwie kawy! - poskarżył się rudzielec. Brunet zaśmiał się cicho i zbiegł po schodach. - Nareszcie! Ile można było czekać?! - zawołał oburzony rudzielec.
- Hide, nie było mnie tylko kilka minut - pacnął przyjaciela w głowę. - A teraz chodź już, nie mamy całego dnia.
- Dobra, dobra... - mruknął, po czym krzyknął do wszystkich krótkie "Na razie!" i pobiegł za Kanekim. Już na zewnątrz zatarł ręce. - To gdzie idziemy? - zapytał.
- Nie wiem, a gdzie chcesz iść?
- Nie wiem, właśnie dlatego się ciebie pytam.
- Ale ja chciałem, żebyś to ty wybrał miejsce.
- No to pomyślmy... może być kino?
- Jasne, czemu nie.
Potem Hide zaczął rozmowę o ghulach. Dla Kanekiego był to uciążliwy temat, ponieważ podejrzenia rudzielca się zgadzały, a brunet nie mógł mu nic powiedzieć. Rozmawiali - to znaczy Hide rozmawiał, Kaneki tylko przysłuchiwał się jego hipotezom - przez całą drogę, aż w końcu dotrli pod budynek kina. Poszli na jakiś film akcji z Brucem Lee. Podczas seansu Kaneki niezauważalnie objął Hide, a ten nie zwrócił na to najwyraźniej uwagi. Chłopak bardzo wczuł się w film i raz płakał ze wzruszenia, a raz prawie krzyczał. W końcu seans się skończył i Kaneki przyznał przed samym sobą, że nie wiedział, o czym była fabuła. Bliskość Hide mu starczyła. Najchętniej to w ogóle by się nie ruszał.
Rudzielec zaproponował, że pójdą do niego, a Kaneki się zgodził. Chwilę później stali przed drzwiami chłopaka, który w swoim plecaku szukał kluczy. Za każdym razem, gdy wyciągał coś innego niż przedmiot, którego poszukiwał, denerwował się i raz za razem chciał rzucić plecakiem o podłogę, lecz Kaneki, pękając ze śmiechu, odwlekał go od tej decyzji. Po kilkunastu minutach nareszcie znalazł pożądany przedmiot i wyrzucił ręce w górę.
- Nareeeszcie! - krzyknął i zabrał się za otwieranie mieszkania.
Jego mieszkanie nie było zbyt duże, ot, zwykła kawalerka kupiona przez rodziców Hide. Salon był połączony w jedno z kuchnią i jadalnią, mała sypialnia i łazienka, wyposażona tylko w prysznic i toaletę. Kuchnia także nie była bogato urządzona. Piekarnik, zlew, niewielka lodówka i cztery szafki to było wszystko, bo na więcej po prostu nie było miejsca.
Hide zrzucił plecak na ziemię. Brunet wszedł do środka i skierował kroki do "jadalni". Rudzielec poszedł do kuchni i zaczął przeglądać szafki w poszukiwaniu czegoś dobrego.
- Kaneki, chcesz coś do picia?
- A co mam do wyboru?
- Herbatę, herbatę lub herbatę - powiedział, po krótkim namyśle.
- To chcę herbatę.
- Z cukrem czy bez cukru?
- Z cukrem.
- Okej.
Hide zabrał się za przygotowywanie napojów, kiedy Kaneki zaczął się rozglądać po jego lokum. Szczerze mówiąc, Kaneki rzadko tu bywał, zazwyczaj przebywali u bruneta w domu. Chłopak miał mały telewizor naprzeciwko żółtej kanapy, obok stolik z jakąś roślinką. Na ścianie naprzeciwko okna była półka, a na niej porcelana, książki, figurki postaci z gier i czego dusza zapragnie.
Hide z uśmiechem położył przed zamyślonym brunetem kubek, a sam usiadł na przeciwko jego, przy okrągłym stoliku. Tym razem to Kaneki rozpoczął rozmowę. Zaczął gadać o Anteiku, o jej pracownikach, a rudzielec tylko się uśmiechał. Kanekiemu to odpowiadało, uwielbiał uśmiech rudzielca. Opowiadał właśnie, jak Touka ze złości rozbiła kilka filiżanek, gdy nagle, ni stąd ni zowąd, przerwał w pół słowa. Siedział wpatrzony w Hide z otwartymi ustami. Chłopak zaniepokoił się nieco.
- Ka-Kaneki? Wszystko w porządku? - wyciągnął w jego stronę rękę. Kaneki zerwał się gwałtownie z krzesła, przewracając je. Trzymał się za swoją przepaskę, prawie zwijając się z bólu. To chyba był ból. Tak przynajmniej myślał Hide.
- Nie zbliżaj się! Mu-Muszę już iść - nadal trzymając się za lewe oko wyszedł z pomieszczenia i kierował się w stronę drzwi. Słyszał, jak drugi chłopak także wstaje i idzie tam szybkim krokiem.
- Kaneki! Wytłumacz mi o co chodzi! Ostatnio dziwnie się zachowujesz, nie rozumiem, co się dzieje! Coś przede mną ukrywasz, czuję to. Jesteśmy przyjaciółmi, przecież możesz mi powiedzieć, o co chodzi! - wydarł się na niego Hide. Kaneki nie wytrzymał. Podszedł do rudzielca gwałtownie i zerwał z głowy opaskę, ukazując czarno-czerwone oko.
- Teraz już wiesz, czemu taki jestem - warknął. I bez ostrzeżenia wpił się w jego usta. Całował chłopaka gwałtownie, wręcz miażdżył mu wargi. Hide był z początku zaskoczony, lecz powoli oddał pocałunek, rozchylając wargi. Kaneki skorzystał z okazji i językiem wdarł się do jego wnętrza. Jego pocałunek był zachłanny, nie pozwalał przejąć rudzielcowi inicjatywy. Ten zaś objął go rękami. Trwali tak, przyklejeni do siebie, aż w końcu oderwali się od siebie. Oboje dyszeli, jakby właśnie przebiegli maraton.
- Hi-Hide... jesteś pewien, że chcesz tego, co może stać się później? Ja... mógłbym cię podczas... za... zab... zabić... - to słowo nie chciało mu przejść przez gardło.
- Nie obchodzi mnie, co się stanie... Ważne, że to jesteś ty. Ufam ci - szepnął.
- Więc... mnie nie odepchniesz? - zapytał, także szeptem, wtulając się w chłopaka. Hide odruchowo zaczął go głaskać po głowie.
- Nie. Nie obchodzi mnie, czy jesteś ghulem. Dla mnie, równie dobrze, mógłbyś być jednorożcem. I tak bym cię kochał - uśmiechnął się lekko, a brunet zamarł.
- Ko-Kochasz mnie? - ogromna gula w gardle nie pozwalała mu mówić. Hide westchnął.
- Oczywiście, że tak. Gdybym cię nie kochał, jak myślisz, byłbym tu jeszcze z tobą? - zaśmiał się.
- Po prostu... nie zostawiaj mnie.
- Nie zostawię. Obiecuję.
Jak bardzo się pomylił.
-------------------------------------------
Pewnie zastanawiacie się, co robi ten paring na tym blogu. Otóż wzięło mnie na one-shota. Dokładniej z Tokyo Ghoul. Bo tak. Bo ryczałam na ostatnim odcinku. Bo ryczałam nawet PO
obejrzeniu ostatniego odcinka. Bo zakończenie zjebało moje życie.
Są powtórzenia, pewnie też jakaś literówka się znajdzie. Tak czy inaczej, mam nadzieję, że nie jesteście źli za opóźnienie.
Zapraszam do komentowania.
Zapraszam do komentowania.

Nie lubię anime Tokyo Ghoul, jest nudne. Zdecydowanie wolę mangę.
OdpowiedzUsuńCo do shota... początek i rozwinięcie akcji bardzo mi się spodobały. Końcówki nie trawię. Hide kocha Kanekiego, ale to nie zmienia faktu, że powinien być w jakiś sposób zaskoczony - nawet, gdyby się domyślił wcześniej.
,,Dla mnie, równie dobrze, mógłbyś być jednorożcem." - rozjebało mnie to XDDDDD Wyobraziłam sobie Kanekiego jako jednorożca i dosłownie zawyłam :')
Opóźnienie... wiedziałam, że czegoś brakuje w mojej codzienności, tylko nie mogłam się domyślić czego ;---; No dobra, przynajmniej shot'a wstawiłaś c:
Weny,
Głodna Alice
Postaram się jak najszybciej nadrobić opóźnienie, więc jest możliwe, że jednego dnia dostaniecie dwa rozdziały :v
UsuńNo... W końcu komentuje jak należy xD
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem, bardzo mało jest opowiadań z tego pairingu (Albo ja ułomna jestem i znaleźć nie umiem, a to druga sprawa...*
Podobało mi się, jako że kocham ten pairing, tak twoje opowiadanie ładnie mi to i owo odzwierciedla.
Może tylko ta nieszczęsna końcówka troszku taka nie taka..., ale dobrze jest <3 Tokyo Ghoul ma u mnie wysoką ocenę, aczkolwiek ku zdziwieniu większości populacji, jestem bardziej za anime, niż za mangą.
W ogóle tak na marginesie to ja tyż sobie z lekka pochlipałam na ostatnim odcinku C:
Przestudiuje resztę opowiadań i czekam na dalsze.
Pozdrowionka ^^
Jej, nie spodziewałam się Ciebie tutaj :o
UsuńZnaczy niby po części jednak tak, w końcu się na Twoim blogu zareklamowałam xD
No i dziękuję za komentarz, to dużo dla mnie znaczy ^^
Omg ^-^ Cudowne! czytałam to już mnóstwo razy.
OdpowiedzUsuńAle fragment z jednorożcem mnie rozjebał xD Taki Kaneki latający po tęczy...Szeksi x333
JESZCZE RAZ CUDAŚNE!
Oezu, ktoś tu jeszcze jest i to czyta? XDD Nie no, dzięki :>
UsuńAaa cudne!!!
OdpowiedzUsuń