Nie było aż tak źle jak myślałem. Wymieniliśmy grzeczności, w stylu "dobrze wyglądasz", czy "jak się czujesz?". Co i tak było dla mnie dziwne, bo nie widzieliśmy się tylko noc. W końcu, po kilku filiżankach obrzydliwie gorzkiej kawy zrobili bardzo poważne miny. Wystraszyłem się.
- Naoki - zaczęła z wahaniem. - ja i Keiji chcieliśmy, żebyście... w końcu potraktowali nas jak prawdziwych rodziców. - złapała mężczyznę za rękę i spojrzała mi w oczy. A ja otworzyłem usta z szoku. Pierwszy raz w życiu nie wiedziałem co powiedzieć.
Siedzieliśmy przez jakiś czas w kompletnej ciszy. Miwako poruszyła się niespokojnie. Chciała być cierpliwa, ale jej to nie wychodziło. W końcu się przemogłem i westchnąłem.
- Naprawdę... Naprawdę myślicie, że da się naprawić piętnaście lat? - spojrzałem na nich z wyrzutem. Może i chcą coś zmienić, ale ja nie mam zamiaru puścić w niepamięć tego uderzenia.
- Wiemy, że to nie będzie łatwe, ale chcemy chociaż spróbować. - gdy nie dostała w odpowiedzi żadnej reakcji, podała mi jakąś listę. Były na niej wypisane dane jakiegoś nieznanego mi człowieka.
- Co to jest? - zapytałem podejrzliwie.
- To są dane osobowe twojego nowego trenera.
- A-Ale jak to? - zamarłem. Tak szybko to załatwili? Przecież nie mieli pewności że wrócimy, więc musieli to zrobić po moim telefonie.
- Jeden z naszych informatorów...
- Aha, czyli mam rozumieć, że mnie szpiegujecie? - zmarszczyłem brwi.
- Nie, to nie tak, my... - kobieta szybko zaprzeczyła, kręcąc energicznie głową. Chciała zacząć się tłumaczyć, ale przerwałem jej skinieniem ręki.
- Nie ważne. Kontynuuj. - przymknąłem oczy. Matka spojrzała na mnie uważnie, po czym podjęła wcześniej przerwaną wypowiedź.
- Jeden z naszych informatorów zagadał do twojego przyjaciela... Yosoty, czy jak mu tam było...
- On ma na imię Yosuke. I jak to "zagadaliście"? Kiedy?
- Jakiś czas po tym jak Keiji do niego zadzwonił, spotkałam się z nim na osobności. Zapytałam się go, czy może określić, co lubisz najbardziej robić, a on odpowiedział, że lubisz ćwiczyć. Więc wynajęliśmy ci profesjonalnego trenera.
Czekali na moją reakcję. Nie mogłem uwierzyć, że żeby lepiej mnie poznać, odezwali się do Yosuke?! Chociaż z drugiej strony, to logiczne. Przecież nie chciałem się do nich odzywać.
- Może i się zgodzę. Ale w takim razie co zrobicie z Miyo? - spojrzałem na Keijiego. Ten odwrócił szybko wzrok.
- T-To było zwykłe nieporozumienie... - mruknął wiedząc o co mi chodzi, lecz mu przerwałem.
- Nieporozumienie, mówisz? Czyli przez małe nieporozumienie płakała, tak? - mężczyzna nie odpowiadał. - Tak myślałem. - prychnąłem. Matka nie zwróciła większej uwagi na nasze zachowanie i odpowiedziała na moje pytanie.
- Jak pewnie wiesz, Miyo uwielbia wszelkiego rodzaju malowanie, rysowanie. I jest w tym naprawdę dobra. Chcieliśmy zapewnić jej kursy z rysunku i profesjonalny sprzęt, a także małą pracownię. - spojrzała na mnie wyczekująco.
- J-Jak dowiedzieliście się, ż-że... ona... - wybełkotałem. Ci ich informatorzy to ninja normalnie!
- Znów twój blondwłosy kolega. Okazał się być bardzo przydatny, w stosunku do informacji.
Ich bezpośredniość była taka... bezpośrednia. Nie umiem nazwać tego inaczej.
- Naoki, zdecydowałeś się już? - zapytała Miwako po kilku minutach ciszy. - Jeśli tak, to idź za kamerdynerem. - machnęła na postać, a on ustawił się przede mną na baczność. Nie odpowiedziałem, tylko powlekłem się za mężczyzną. Bolała mnie głowa, chciałem już tylko wrócić do domu blondyna gdzie czeka na mnie Miyo.
***
Nie znałem miejsca, do którego prowadził mnie kamerdyner. Za chwilę zatrzymał się przed pokojem, którego nigdy wcześniej tu nie widziałem. Mężczyzna ukłonił się lekko po czym odszedł, zostawiając mnie samego. Wzruszyłem ramionami i pociągnąłem za klamkę, a za chwilę usłyszałem znajomy głos. Zamarłem.
- Siema, jestem Kobayashi Mitsuo. Możesz mówić na mnie Mitsu, i będę twoim nowym trenerem.
Chłopak siedział na jednej z ogromnych gumowych piłek, robiąc coś na telefonie.
- Shiro...? - szepnąłem. Wtedy szatyn podniósł głowę i spojrzał na mnie zdumiony.
- N-Naoki?! C-Co ty tu robisz?! - wstał, o mało nie spadając z piłki.
- Ja? To mój dom, do cholery! I czemu podałeś nieprawdziwe imię i nazwisko?! - wrzasnąłem nagle. Nie rozumiem, czemu tak wybuchłem.
- Czemu mam ci się niby tłumaczyć?! To nie ty mi płacisz, więc się odwal! - odwrócił głowę i założył ręce na piersi. Czemu... czemu znów czuję ten dziwny ucisk w klatce piersiowej? To boli. Bardzo boli. Łzy zaczęły zbierać się w oczach, ale nie pozwoliłem im wypłynąć. Chyba naprawdę myślałem, że Shiro poczuje do mnie coś więcej. Niby nic złego nie powiedział, ale sprawiło mi to ból. Dobra, skoro chce grać nieprzystępnego twardziela, to spoko, ja też będę grać. I zrobimy razem, kurwa, przedstawienie. Tylko kto szybciej zejdzie ze sceny bo zapomni swojego tekstu?
Shiro, widząc mój stan westchnął i podszedł z zamiarem przytulenia mnie, lecz cofnąłem się w tył.
- Nie dotykaj mnie. - syknąłem i z wściekłością spojrzałem mu w oczy. Podświadomie chciałem dać mu do zrozumienia, że to co powiedział zraniło mnie i żeby mnie przeprosił. Ale przeliczyłem się.
- Spoko. Jak chcesz. - wzruszył tylko ramionami i zerknął na godzinę w telefonie po czym znów usiadł na piłce. A wtedy moje serce pękło na milion małych kawałeczków. Bolało. Bardzo bolało. Ale nadal musiałem grać swoją rolę w tym wszystkim. Nie mogłem pozwolić, żeby zobaczył jak na mnie działa. Zamknąłem oczy i zacisnąłem pięści. Pogrążyliśmy się w ciszy, aż w końcu nasze milczenie przerwało pukanie i głos mojej matki.
- Naoki, kochanie, mogę wejść? - wzdrygnąłem się na dźwięk jej głosu.
- T-Tak, jasne. - musiałem się uspokoić, bo jeszcze by sobie coś pomyślała.
- I jak wam idzie? - zapytała z nadzieją w głosie. Zerknąłem na szatyna, po czym zapytałem:
- Mamo, możemy porozmawiać?
- Jasne. - przyjrzała mi się uważnie i wyszliśmy na korytarz. Tam kobieta odetchnęła głęboko. - Więc? O co chodzi? - spojrzała na mnie wyczekująco.
- No bo... Czy moglibyście znaleźć mi jakiegoś... innego trenera? - zapytałem nieśmiało. Kobietę zatkało.
- Co? Czemu? On ma najlepsze rekomendacje, a poza tym jest w naszej okolicy. Mamy pewność, że się nie spóźni. I tylko on miał wolne terminy. - zauważyła.
- Ale... zrozum, tylko wy zwracacie uwagę na takie szczegóły. Wolałbym jakiegoś zwykłego, nieznanego instruktora. - zapewniłem.
- Coś ty taki wybredny?! Nie, nie zmienimy go! - chciała coś jeszcze dodać, ale w porę zamknęła usta. Pewnie coś w stylu "Nie masz tu nic do gadania! To m ci go wybraliśmy, więc bądź grzeczny i rób, co ci każemy!". jak widać, oni też grają swoje przedstawienie. Nie dla mnie, czy dla Miyo. Nic z tych rzeczy. Oni chcą tylko i wyłącznie sobie udowodnić, że potrafią być dobrzy, potrafią się zmienić.
- Ale...
- Żadnego "ale"! Musisz się z tym pogodzić. Z nim też musisz się pogodzić. - ucięła rozmowę ruchem ręki. A potem uśmiechnęła się ciepło. - Naoki, idź się ładnie pożegnać z Panem Kobayashim, a potem wróć tu do mnie. Chciałabym ci coś pokazać.
Nie powiem, zaciekawiło mnie to. Wszedłem posłusznie do pokoju. Chłopak nawet na mnie nie spojrzał. Znów ten ból w klatce piersiowej. Stałem tak przez chwilę, a potem najzwyczajniej w świecie rzuciłem:
- To... Do zobaczenia.
- Mhm.
Prychnąłem i wyszedłem z pomieszczenia. Był obrażony? Nie sądzę. W końcu to on zaczął, i to ja powinienem być obrażony. No i jestem obrażony. Zaraz, zaraz. Zachowuję się jak jakaś skrzywdzona laska. Tak być nie powinno. Mam grać swoją rolę... Dobra, koniec z tym teatrem. Chcę być mądry, ale mi nie wychodzi.
Szedłem cicho za matką. Gdy wyszedłem z pokoju bez słowa skierowała się w przeciwną stronę z której przyszedłem. Podbiegłem do niej, a za chwilę wyszliśmy przez jakieś szklane drzwi do... ogrodu, gdzie na jego odległym końcu zamajaczył przede mną niewielki budynek. Co to mogło być? Nie widziałem tu tego wcześniej. Ale, jak miałem widzieć, skoro nawet tam nie wychodziłem.
- Co to jest, mamo? - zżerała mnie ciekawość. Ona jedynie odpowiedziała tajemniczo:
- Zobaczysz.
***
Staliśmy przed małym domkiem jednorodzinnym. O co kurde chodzi? Spojrzałem pytająco na kobietę, lecz ta nie zwróciła na mnie uwagi. Skądś wyciągnęła mały, srebrny kluczyk i otworzyła nim drzwi. Weszliśmy do środka. Z zewnątrz dom wydawał się mały, ale w środku był wręcz ogromny. To się dopiero nazywa zagospodarowanie przestrzeni. Ja stałem w progu zafascynowany miejscem, aż w końcu usłyszałem chrząknięcie Miwako, które sprowadziło mnie na ziemię
- Fajnie tutaj, i w ogóle, ale... co ma to wspólnego ze mną? - zapytałem ostrożnie.
- Jak to co? - oburzyła się. - Od jutra będziesz tu mieszkać!
-----------------------------------------------------------------
Witam!
Pogoda szaleje, śnieg, grad, deszcz, słońce, i nie wiadomo co jeszcze, ale rozdział musi się pojawić :D Spotkanie naszych drogich panów miało wyglądać kompletnie inaczej, ale w ostatniej chwili zorientowałam się, że popełniłam ogromny błąd fabularny, które swoją drogą są najgorsze, no ale.
Mam nadzieję, że się podobało :>
Śmierdzi mi coś to zachowanie rodziców Naoki'ego ;-; Serio, nie ufam im ;_;
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta. Niestety, nie mogę się bardziej rozpisać, bo po prostu nie wiem, co mogłabym jeszcze DDDD: Ech, muszę się nauczyć pisać komentarze.
Weny,
Alice
Ach .... nie mogę się doczekać następnych rozdziałów :)
OdpowiedzUsuńJeśli nie czytałaś/eś notki organizacyjnej przypomnę, że notki dodaję we wtorki i piątki ;) Jeśli masz takie życzenie, mogę dawać Ci znać na mailu, że nowy rozdział już jest ;)
UsuńCzytałam :) ale to takie wciągające, że po prostu nie mogę się doczekać :)
Usuń