- Słucham?
- Sam mówiłeś, że chciałeś się od nas wyprowadzić, więc chcieliśmy dać ci namiastkę samotnego życia...
- Ale ja chciałem mieszkać z Miyo- - wtrąciłem, ale kobieta kontynuowała.
- ... i jeśli ten "eksperyment" się nie powiedzie, możesz się rozmyślić. Co ty na to? - spojrzała na mnie z nadzieją w oczach. Złożyła ręce w błagalnym geście i zaczęła powtarzać cicho "proszę, proszę, proszę..."
- Hmm, niech stracę... - mruknąłem. - Zgoda.
Kobieta pisnęła i rzuciła mi się na szyję, prawie miażdżąc krtań. Jak na 40 - letnią staruszkę nadal miała siłę w rękach. Zacząłem się krztusić.
- Ma... Mamo, duszę się... - i jak na zawołanie Miwako odsunęła się ode mnie na bezpieczną odległość, po czym spąsowiała. Naprawdę, zamiast starzeć to ta młodnieje. Nie z wyglądu - bo tu piętno wieku odcisnęło na niej znak - tylko psychicznie, bo zachowuje się jak Miyo. Ba, nawet Miyo się tak nie zachowuje.
***
Kilkanaście minut później byłem już przed mieszkaniem Yosuke. Otworzyłem drzwi kluczem i wszedłem do środka. Zdjąłem buty, gdy z salonu dobiegły mnie krzyki blondyna.
- Miyo, zabij tego typa, co się ukrywa na wieży! Ma snajperkę!
- Zamknij się, tylko mnie rozpraszasz! - warknęła, a po tym słyszałem tylko klikanie padów. Próbowałem powstrzymać się od wybuchnięcia śmiechem, żeby jeszcze ich posłuchać. - Yosuke, pod jakim przyciskiem jest przeładowanie?! Jestem przy tym snajperze, ale brakło mi amunicji!
- To jebnij go nożem!
- A-Ale ja nie mam!
- Jak to nie masz?! Przecież ci dawałem!
- Bo ja go wyrzuciłam żeby podnieść jeszcze trochę apteczek...
Chłopak westchnął.
- Czekaj tam, idę ci... - ucichł, gdy odtworzył się dźwięk przegranej. - Kurwa! - coś uderzyło o podłogę. - Byliśmy tak blisko checkpoint'a! Już więcej z tobą nie gram, ty wszystko tylko psujesz!
- Ja?! To ty mi nie powiedziałeś, żebym zostawiła sobie tego noża! Myślałam, że go nie będę używać!
- To źle myślałaś!
Postanowiłem wkroczyć, zanim nie przeszło do rękoczynów. Zauważyłem jeszcze jak Miyo pokazuje język Yosuke.
- Co się tu stało? - ukrywałem rozbawienie, gdy zobaczyłem porozwalane puszki po energetykach, puste paczki po chipsach i rozwalony kontroler. To pewnie robota blondyna. Tylko on jest tak nadpobudliwy, jeśli chodzi o gry.
- Miyo błąkała się bez celu po domu, więc pokazałem jej taką strzelankę. Ale jak sam zresztą widzisz, nie nauczyła się zbyt wiele. - spojrzał na dziewczynę z wyrzutem.
- To dlatego, że byłeś kiepskim nauczycielem! - odburknęła obrażona, pokazała mu środkowy palec, po czym prychnęła i poszła do łazienki mrucząc pod nosem jakieś przekleństwa skierowane do blondyna. On tylko zacisnął pięść i odetchnął głęboko. Uśmiechnął się i odwrócił się w moją stronę.
- Jak poszła rozmowa?
- Pff, weź nawet nie pytaj. Załatwili mi trenera.
- Serio?
- Taa. I zgadnij kto to.
- Nie wiem. Bruce Lee?
- Hehe, nieźle by było. Ale nie. To twój sąsiad.
- Ale że kto?
- No ten, jak on miał... Watanabe.
- Ale że Shiro?
- No.
- Nieźle.
- Taa.
I na tym się nasza rozmowa skończyła. Do niego ktoś zadzwonił, a że musiał to odebrać bo to było "coś ważnego", to zostawiłem go w spokoju i poszedłem łazienki w której siedziała Miyo.
- Mała, jesteś tam? - zapukałem. Drzwi się otworzyły, a z nich wyskoczyła brązowa czupryna.
- Po pierwsze: nie jestem mała. Po drugie: czego chcesz? Jestem zajęta.
Zajrzałem jej przez ramię i mój wzrok przykuły kolorowe kosmetyki.
- Chyba chciałaś wiedzieć wszystko o moim spotkaniu z rodzicami, nie? - oczy zaczęły jej błyszczeć. - Ale skoro nie masz czasu, to spoko, powiem ci później. - odwróciłem się i zamierzałem odejść, kiedy dziewczyna siłą wciągnęła mnie do pomieszczenia, zatrzasnęła drzwi i posadziła na kiblu. Sama usiadła przede mną na podłodze.
- Mów. - powiedziała tylko i podparła ręką brodę. Westchnąłem i zacząłem swoje opowiadanie. W niektórych momentach dziewczyna krzywiła się lekko, ale mi nie przerywała. Pod koniec już prawie podskakiwała, kiedy powiedziałem jej, że się zgodziłem. Wtedy zamarła i nie ruszała się jeszcze kilka minut po skończeniu mojej opowieści. Potrząsłem lekko jej ramieniem, kiedy nagle wróciła do rzeczywistości.
- Czyli... czyli tam wracamy? - westchnęła. - Pamiętaj, że nie ważne jaki będzie twój wybór, ja zawsze będę za tobą. - zapewniła, po czym wstała i wtuliła się we mnie. Pogłaskałem ją po głowie. Przez chwilę trwaliśmy tak w bezruchu. W końcu odsunąłem ją lekko od siebie
- Idź spakuj rzeczy, które tu przyniosłaś z domu. - potaknęła głową. - Ja... pójdę powiedzieć o tym Yosuke. - podrapałem się po karku. Dziewczyna popatrzyła się jeszcze na mnie przez moment i wybiegła z pomieszczenia. Ja sam zacząłem szukać blondyna po domu. Znalazłem go w kuchni gdy przygotowywał sobie coś do jedzenia.
- Czemu Miyo tak się miota po pokojach? Coś się stało? - odwrócił się do mnie na pięcie, opierając się o blat.
- Bo... wiesz, było u ciebie fajnie, i w ogóle, ale... ja i Miyo podjęliśmy decyzję i... wracamy do domu. - wydusiłem. Chłopak nie okazywał żadnej reakcji na moje słowa, co w pewnym stopniu mnie zabolało. Rany, ostatnio wszystko mnie boli.
- To... to fajnie, że pogodziliście się z rodziną. - przyznał z trudem. Uporczywie unikał mojego wzroku.
- Yosuke, ostatnio jesteś jakiś... dziwny. Masz jakieś problemy z pracą, z matką? - niezauważalnie, ale jednak, zaczął szybciej oddychać. Chciałem do niego podejść, ale ten nie pozwolił mi gestem ręki.
- Nie, wszystko w jak najlepszym porządku. Tylko... myślałem, że zostaniecie trochę dłużej. - przyznał.
- Nie chcemy sprawiać ci więcej kłopotów. - nie wspominałem ani słowem o tym, co powiedziała mi matka. Nie chciałem go bardziej dołować.
- Taaa.
Ostatnio coraz gorzej mi się z nim rozmawia. Wcześniej było tak... na luzie. Teraz jest tylko skrępowanie. Nie rozumiem tego.
- Ja... Chciałem cię tylko o tym poinformować. Za chwilę będziemy się zbierać, więc... - nie potrafiłem nic więcej powiedzieć. Po chwili usłyszałem krzyk Miyo.
- Naoki! Jestem gotowa, ciebie też spakowałam!
Spojrzałem na blondyna. Podszedłem do niego i uderzyłem go przyjacielsko w ramię.
- To co. Do zobaczenia, nie?
- Taa, do zobaczenia. - mruknął.
I to by było na tyle.
Po wyjściu z domu Miyo zapytała:
- Braciszku, jesteś pewien swojej decyzji? Bo potem nie będzie już odwrotu, wiesz o tym? - spojrzała na mnie uważnie.
- Tak, jestem pewien. - przyciągnąłem ją do siebie. - W razie czego to cię obronię, prawda? - zaśmiałem się. Oburzona wyślizgnęła się z moich rąk.
- Potrafię się sama obronić!
- Taaa, jasne. Auć! To boli! - syknąłem, gdy nadepnęła mi na stopę.
- Miało boleć, idioto.
Odwróciłem jeszcze głowę, a w oknie zobaczyłem Yosuke bijącego się z myślami. Nie wiem nad czym myślał, ale wyglądał, jakby zaraz miał wybiec na ulicę. Jednak się powstrzymał. A jego wyraz twarzy został w mojej głowie do końca dnia.
-------------------------------------------------------
Pierwsza i najważniejsza sprawa: dziękuję za te 425 wyświetleń mojego bloga! Nie wierzę, że w tak krótkim czasie udało się tego dokonać! <3
Rozdział mało co wnosi do opowiadania, ale musiałam go czymś zapełnić bo mam chwilowy zastój z weną, że tak powiem...
Meh, co ja się będę tłumaczyć xD Rozdział jest, to najważniejsze! Mam nadzieję, że się spodoba :3
A tak na posłodzenie, polepszenie humoru i wiele innych, kawaii Akashi i Kuroko :3

Suuuuuperrr <3 czekam na seksy heheheheh ( ͡ ° ͜ ʖ ͡ ° ) życzę weny :*
OdpowiedzUsuń~ Wróbel-chan
40'o latka to nie staruszka przecież XDDDD
OdpowiedzUsuńI co się dziwić, że masz zastój z weną. Ugh, kiedyś pisałem 69 notek na dzień, a teraz nie chce mi się nawet pisać jednej na miesiąc XDDD Nosz kurwix, chyba bloga z yuri/yaoi założę c':
Właśnie zacząłem oglądać KnB. Jezu to jest tak głupio nieprawdopodobne, że wyję co odcinek XDDD Tylko do Akashiego nie doszłem jeszcze ;-; ( ͡° ͜ʖ ͡°)
A co do rozdziału... jednak nie lubię Yosuke XDDD Taki zwykły chłopczyk. Ale taki dziwnie zwykły. I kurde, pasowałby do Miyo XDDD *kobieta zmienna jest ech*
Weny,
Alice, która udaje chłopaka bo tak naprawdę nim jest