Spis treści

piątek, 26 czerwca 2015

Trener - Rozdział XVI

   Jestem głupi. Jestem bardzo, kurwa, głupi.
   Będąc pod domem Yosuke zorientowałem się, że on poszedł do szkoły, a ja nie, bo jestem pierdolonym leniem i sobie odpuściłem. No to teraz będę płacić za swoją głupotę i poczekam na niego jakieś... Tak. Cztery godziny. Beznadzieja. No, ale czego nie robi się dla przyjaciół, prawda?
***
   - N-Naoki? Co ty tu robisz?
   Te cztery godziny wcześniej, kiedy blondyna nie było, nie chciałem wracać od razu do domu. Wtedy musiałbym skonfrontować się z Shiro, który najprawdopodobniej oczekiwałby wyjaśnień dlaczego go tam zostawiłem. Teraz pewnie się o mnie martwił, ale równie dobrze mógł pójść do swojego domu... Który swoją drogą jest obok, więc jednak został u mnie. Może chciał mi dać sobie to wszystko przemyśleć. Bo wątpię, że wiedział, o co dokładnie mi w tamtej chwili chodziło.
   Dlatego usiadłem sobie pod ścianą i czekałem, aż blondyn wróci. A teraz nad sobą widziałem zaskoczoną i lekko przerażoną twarz blondyna. Pewnie bał się, że przyszedłem do niego tylko po to, by powiedzieć mu, że nie chcę go więcej widzieć. Ale równoznaczne z taką odpowiedzią byłoby unikanie go.
   - W-Wejdź, proszę. - chłopak podał mi rękę, a ja skorzystałem i wstałem. Czułem, jak dłonie mu się trzęsą. Naprawdę się denerwował, ale mogę zrozumieć, dlaczego. Aczkolwiek nie miałem miny, jakbym miał go zabić. Chyba. - Chcesz herbaty czy coś?
   Pokiwałem głową. Zaprowadził mnie do salonu, a sam poszedł do kuchni. Czekałem jakieś dziesięć minut, aż w końcu chłopak podszedł do mnie i podał kubek. Między nami panowała bardzo napięta atmosfera. On uporczywie unikał patrzenia mi w oczy.
   - Yosuke... - zacząłem, ale blondyn mi przerwał.
   - Po prostu zrób to szybko. - potrząsnął głową i zamknął oczy.
   - C-co? - zapytałem zdezorientowany. Czyli... naprawdę myślał, że chcę urwać z nim kontakt?
   - Bo ty... nie chcesz mnie już znać, prawda? - głos mu zadrżał, słyszałem w nim lekką panikę.
   - Nie... Skąd ci to w ogóle do głowy przyszło?
   - Po prostu ja się bałem, że ty mnie odrzucisz i... - zaszlochał. Rzeczywiście to przeżywał. A ja, odruchowo, chciałem go przytulić. Rany, teraz każdego chcę przytulać.
   - Hej, to nie tak. Nie dałeś mi wtedy nawet czasu na odpowiedź, tylko wybiegłeś! Chciałem cię zatrzymać, ale...
   - Ale...? - uniósł brwi. Rany, ten też oczekuje odpowiedzi, chociaż to ja powinienem je dostać. No ale cóż, niech będzie.
   - Ale byłem zbyt zszokowany, żeby nawet zareagować! - wykrzyknąłem. - Wiesz, nie na co dzień dowiadujesz się, że twój najlepszy przyjaciel cię kocha! Dlaczego to zrobiłeś? - ostatnie zdanie wyszeptałem.
   - Wytłumaczyłem ci to wtedy. Nie miałem zamiaru siedzieć i czekać, aż ty i Shiro wyznacie sobie miłość! Wyobraź sobie, jak to musiało wyglądać. Widzisz typa na basenie, dwa dni później gracie w jakieś różne dziwne miłosne podchody, teraz siedzi u ciebie w domu i...
   - Skąd wiesz, że siedzi u mnie w domu? - przerwałem mu.
   - Mam swoje sposoby - warknął. - Jak miałem nie zareagować! Gdyby jeszcze cię skrzywdził... Znam go dłużej niż ty i wiedz, że on robi jakieś szemrane interesy. Nie ufam mu. - urwał, po czym spojrzał na mnie z bólem w oczach. - Ja po prostu się o ciebie martwię, Naoki...
   Nie odpowiedziałem. Nie wiedziałem co mam mu teraz powiedzieć, chociaż miałem na przemyślenie tego cztery godziny i trochę. Brawo, Naoki.
   - Więc... Co teraz z tym zrobimy? - zapytał niepewnie po kilku minutach ciszy. - Nie oczekuję od ciebie, żebyś mnie od razu pokochał, ale... - powiedział to, naciskając na słowa od razu. Wystraszyłem się. Tak jakby chciał mnie zmusić do... Nie, nie zrobi tego.
   - Yosuke, proszę, dopiero poukładałem sobie uczucia. Nie chcę znów mieć jakichkolwiek przeszkód w życiu. - pokręciłem głową.
   - Moja miłość do ciebie nie jest żadną przeszkodą. To po prostu... urozmaicenie.
   - Ładnie powiedziane, ale to tak nie działa. Nie można kochać w ten sposób dwóch osób.
   - Można.
   - A ty niby skąd wiesz?
   - Nieważne. Po prostu wiem, że tak się da.
   - Yosuke. Ja cię kocham. - jęknąłem. - Ale jak brata. I nic więcej.
   - Czyli co? Zostajemy przyjaciółmi? - uśmiechnął się zrezygnowany.
   - Na to wychodzi. Przykro mi.
   - Nie, spoko. To mi starczy.
   Bałem się, że powie jeszcze na razie. Tego bym nie zniósł.
   Resztę mojego pobytu tam spędziliśmy na zwykłym gadaniu. Yosuke zmusił mnie, żebym wziął od niego notatki z dzisiejszych lekcji. Chcąc nie chcąc musiałem. Jego dar przekonywania jest przydatny, ale tylko w momentach, kiedy nie używa tego na tobie. Wtedy jest wkurwiające. Wiesz, że możesz się postawić, ale tego nie chcesz. Ech, jak żyć.
   Po kilku godzinach, z reklamówką wypełnioną różnymi papierami, postanowiłem pójść do domu. Miałem nadzieję, że Shiro już sobie poszedł, ale mieszkał obok blondyna. Więc może lepiej, żeby u mnie został. Ale wtedy będzie chciał wyjaśnień. I co ja mu powiem, że "Wyszedłem, zostawiając cię samego tylko po to, żeby pogodzić się z Yosuke"? Chociaż, to brzmi logicznie. Nieważne.
   Miałem już otwierać drzwi, kiedy Yosuke złapał mnie za rękę. Odwróciłem się do niego zdziwiony.
   - Co jest?
   - Pocałuj mnie. - powiedział hardo.
   Zatkało mnie.
   - S-słucham!?
   - Pocałuj mnie - powtórzył. - Udowodnij mi, że chcesz być moim przyjacielem. Przez pocałunek. - zbliżył się na niebezpieczną odległość, a ja przełknąłem ślinę. Miałem coraz mniej czasu na podjęcie decyzji, zbliżał się coraz bardziej. Blondyn jest dla mnie jak brat, nikt więcej. Dobrze o tym wie, więc czemu prosi o takie rzeczy?! Ale jeśli tego nie zrobię, tym razem to on może się ode mnie odwrócić. A nie chciałem go stracić.
   Co ja mam, kurwa, teraz zrobić?

wtorek, 16 czerwca 2015

Trener - Rozdział XV

   Wyszliśmy razem z wanny. Chłopak chciał mnie wytrzeć, a na twarzy miał uśmiech iście pedofilski. Zaśmiałem się z niego wytykając palcem, a ten warknął i rzucił się na mnie z ręcznikiem. Pisnąłem jak mała dziewczynka i bezmyślnie rzuciłem się do ucieczki, jednak - jak już wcześniej wspominałem - szatyn był kurewsko szybki. Złapał mnie w pasie i pociągnął mnie za sobą na łóżko.
   Odniosłem dziwne i bardzo prawdopodobne wrażenie, że zachowujemy się jak para nowożeńców. Niektórych mogłoby to przyprawić o cukrzycę, ale... mi to pasowało. Podobała mi się ta chwilowa sielanka w naszych życiach. Chwilowa, bo... bo będę musiał rozwiązać sprawę z Yosuke.
   Nie wiem nawet, czy wpuści mnie do swojego domu. Czy w ogóle go tam zastanę. Co, jeśli blondyn nie chce mnie widzieć? Co, jeśli odwidziało mu się coś i teraz mnie nienawidzi? Nie, to do niego nie pasuje, tak zmieniać zdanie. Ale ostatnio zachowywał się coraz dziwniej...  I boję się, że kombinuje coś, co może nie wyjść mu na zdrowie. Martwię się o niego. W końcu to mój przyjaciel... chyba. Bo dopiero teraz dowiaduję się o tym, że mnie kocha, a znam go dobre paręnaście lat. Więc można powiedzieć, że coś przede mną ukrywa. I teraz pozostaje pytanie -  co? I tak właściwie - czemu? Chociaż to dwa pytania. Cholera, jestem coraz głupszy.
   Shiro cały czas trzymał mnie za biodra, nie pozwalając się wydostać. Na chwilę się wyłączyłem, ale kiedy musnął palcami mój czuły punkt, zadrżałem i wyrwałem się z jego objęć. I stojąc tak na środku sypialni zdałem sobie sprawę, że obaj jesteśmy nadzy. Całkowicie. Powoli obróciłem głowę w kierunku chłopaka, a ten leżał w wyzywającej pozie, na twarzy mając łobuzerski uśmiech. Zlustrowałem jego idealny tors, wyrzeźbione łydki i uda omijając jedno kluczowe miejsce, aż zerknąłem mu w oczy, w których czaiła się niemała ciekawość, a ja oczywiście zrobiłem się czerwony jak burak. Usłyszałem jeszcze, jak szatyn parsknął śmiechem i czym prędzej pobiegłem po coś do ubrania, by nie świecić gołym tyłkiem na cały dom. Chociaż... to mój dom. I mogę robić w nim co tylko zechcę. Nawet ruchać się z facetami.
***
   - Chcesz coś do jedzenia? - zapytałem szatyna, idąc do kuchni.
   - Hmm... Naleśniiki! - wykrzyknął wesoło. Jak dziecko. 
   - Naleśniki, mówisz? Nie umiem - rzuciłem i zajrzałem do lodówki. Mogłem usłyszeć, jak wciąga powietrze do płuc.
   - Jak to nie potrafisz robić naleśników?! - oburzył się. - Co z ciebie, kurde, za żona!
   Zatkało mnie. Przez chwilę nie wiedziałem, co powiedzieć.
   - Skoro jestem żoną, to ty jesteś mężem. - stwierdziłem. - Więc wyręcz swoją żonkę, bo żonka jest zmęczona - uśmiechnąłem się złośliwie, a on zrobił to samo.
   - Moja żona nie może być zmęczona. Poza tym, miejsce kobiety jest w kuchni, więc won do garów! - zawył i wyrzucił rękę w powietrze. 
   - To było niemiłe. - jęknąłem teatralnie, układając usta w podkówkę.
   - No wiesz, to tylko szczera prawda. Bo to ty jesteś kobietą w tym związku. - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
   - że co proszę?! A niby z jakiego powodu?!
   - Ech, czy ty nigdy nie czytałeś gejowskich mang? - westchnął, a ja przekręciłem lekko głowę i zmarszczyłem brwi. - No bo tam jest uke i seme, tak? No więc seme to osoba, która wkłada, a uke jest... uke. Czyli poddaje się woli seme. Rozumiesz?
   - Rozumiem, kurwa! Ale ja nie jestem uke! To, że włożyłeś mi jeden raz, nie znaczy, że sobie tego nie odbiję! - warknąłem.
   - A masz zamiar to sobie odbić? - uśmiechnął się przebiegle, będąc coraz bliżej mnie. 
   - A żebyś wiedział. I wtedy nie będziesz mógł nawet się wysrać.
   Mierzyliśmy się przez chwilę wzrokiem, po czym Shiro wybuchnął śmiechem i zgiął się w pół, trzymając bolący brzuch. Machnąłem na niego ręką i zajrzałem do lodówki. I aż mnie oślepiło. W środku bowiem było wszystko, od arbuzów, przez szpinaki, po mrożone lasagne w zamrażarce. A samo urządzenie nie było nawet 1/3 szafy w mojej sypialni. Magia, kurwa.
   - Naoki! - zawołał szatyn po kilku minutach. Leżał na kanapie, leniwie przerzucając kanały w telewizorze.
   - Czego? Zajęty jestem - warknąłem, próbując odkleić czarnego naleśnika od patelni. Naprawę jestem aż tak marnym kucharzem?
   - Co ty na to, żebym kupił ci zegarek?
   - Słucham? Po chuj mi zegarek?
   - No... żeby godzinę sprawdzać? Czy to nie oczywiste? - zapytał zjadliwie.
   - Nie o to mi, kurde, chodzi. Czemu wpadłeś na ten idiotyczny pomysł?
   - No bo w telewizji jest, że jak teraz zamówię zegarek, to drugi dostanę gratis! Więc obaj na tym skorzystamy.
   No po prostu, kurwa, idiota.
   - Ale... ty serio tak uważasz? - spytałem, zagryzając wargę i starając się nie śmiać.
   - No a czemu nie?
   I wtedy zorientowałem się, o czym mówi. O zegarku. O jebanym zegarku.
   Zerwałem się z miejsca i wbiegłem po schodach kierując się do sypialni. Szatyn obejrzał się tylko w moją stronę, patrząc ze zdziwieniem. W pokoju uklęknąłem przy szafkach, wyrzucając z nich wszystko, co tylko wpadło mi w ręce. Ten pieprzony... On musi gdzieś tu być... Kurwa. Skoro nie ma go tu, to gdzie? Bo zgubić nie mogłem....
   W moich oczach zaczęły zbierać się łzy. Sam nie wiem czemu. Może dlatego, że to było coś, co mogło mi przypomnieć blondyna, gdy ten mnie znienawidzi? Bardzo prawdopodobne. Nagle ciepłe ramiona objęły mnie w pasie, a na szyi poczułem gorący oddech. Odetchnąłem głęboko i wciągnąłem w nozdrza zapach szatyna. Pachniał bzem i agrestem. Ciekawe połączenie. Cierpkość agrestu i słodycz bzu idealnie do niego pasowała.
   Jednak nagle, bez udziału mojej woli wstałem i wyszedłem z domu, zostawiając zdezorientowanego Shiro samego.
   A już za chwilę byłem pod domem Yosuke.

piątek, 12 czerwca 2015

Drugie Wcielenie - Rozdział V

  Witam.
   Ten rozdział jest po to, żebyście mieli co robić w piątek, Wy no-life'y.
   A teraz czytajo.
   A, no i wbiło mi 2000 wyświetleń. Jestem z siebie Was dumna, dziękuję za to, że jeszcze to czytacie i nie zniechęciła Was moja i tak nikła umiejętność składnego pisania.
-----------------------------------------
   - Bo widzisz... Ja i ty, to znaczy ja i Motoki, poznaliśmy się jeszcze w przedszkolu. Nie pamiętam tego dokładnie, ale two... Motokiego mama opowiadała mi, że nasze spotkanie nie należało do najprzyjemniejszych. Przejechał mi nożyczkami po nodze, do krwi, i teraz mam bliznę. - przerwał, podwinął nogawkę spodni i oczom Seiryo ukazała się pokaźnej długości i wielkości szrama. - Z tamtego momentu pamiętam tylko ogromny ból, a potem chyba zemdlałem. W szpitalu, gdy zaszyli mi ranę, Motoki był przy moim łóżku razem ze swoimi rodzicami i przepraszał mnie. Oczywiście nie zrobił tego z własnej woli, tylko mama mu kazała. Po tym wszystkim dokuczaliśmy sobie jak nigdy. Nie było już tak źle, ale w ogóle nie wiedziałem, co mógł do mnie mieć. Dopiero potem okazało się, że robił to wszystko, bo miałem czerwone włosy, ogarniesz? Że jest zazdrosny, że on też chciałby takie mieć i tak dalej. - zaśmiał się na te wspomnienia. Brunet obserwował go z niemałym zaciekawieniem, bo chłopak opowiadał o Motokim tak, jakby był jego całym życiem. - Wtedy, gdy poznałem powód, dla którego mnie nie lubi, spróbowałem się z nim zaprzyjaźnić. Co z tego, że rozorał mi nogę, ale staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi. Poszliśmy razem do podstawówki, aż w drugiej klasie on... on... - w jego oczach zebrały się łzy, a brunet odruchowo go przytulił. To słowo nie potrafiło mu przejść przez gardło. - Zabili go. Tylko to wiem. Tylko to powiedziała mi jego matka. Jego ojca też. Z tego co wiem, mieli zabić tylko jego ojca. A Motoki im się tak.. nawinął na celownik - zaśmiał się histerycznie, a potem zaczął płakać. Seiryo spanikował, bo nawet nie wiedział, jak ma go pocieszyć. Głaskał go nerwowo po głowie, powtarzając typowe słowa w takiej sytuacji, czyli "Wszystko będzie dobrze" i "Nie martw się".
   - Hej, Rin, teraz masz mnie. Wyglądam jak on, prawda? -  palnął nagle, a czerwonowłosy zaniósł się szlochem. To chyba nie był najlepszy pomysł, tylko pogorszyłem sprawę. Brawo, panie-który-nie-umie-pocieszać. Jesteś genialny - przemknęło mu przez myśl. Nagle chłopak przestał płakać i uśmiechnął się promiennie do bruneta. Który swoją drogą był nieźle zdziwiony jego wahaniami nastroju.
   - Ale, tak szczerze mówiąc, to masz rację. Teraz mam ciebie - przyznał. Seiryo ulżyło, że już jest spokojny, ale jednocześnie wiedział, że Rinkashi robi to tylko dlatego, że brunet wygląda jak tamten chłopak. - Zostań ze mną na noc, dobrze? - poprosił.
   - Ech... Daj mi pięć minut. - westchnął, po czym ściągnął chłopaka ze swoich kolan i posadził go na kanapie. Czerwonowłosy wyszczerzył zęby w uśmiechu. Seiryo wyciągnął telefon z tylnej kieszeni i zadzwonił do swojej matki.
   Po kilku sygnałach kobieta odebrała. Zaraz po tym wrzasnęła tak, że brunet musiał odstawić głośnik od ucha, a Rinkashi zachichotał.
   - T-tak, przepraszam, mamo. Słuchaj, czy mógłbym zostać u znajomego na noc? Nie, nie znasz go. Ale ja go znam i zaręczam, że jest godny zaufania. Czemu go nie poznałaś? Bo... jakoś okazji nie było. Tak, kiedyś pewnie go poznasz. To znaczy na pewno. Em... Jutro rano podskoczę po książki do domu. Nie martw się, poradzę sobie. Tak, tak na pewno. Nie, nie musisz. Dobrze, mamo. Dobrze, do jutra. Tak, pamiętam. Dobrze, dobrze. Pa. - rozłączył się i odetchnął z ulgą, po czym rzucił się na kanapę. - Uch... kompletna masakra. - znów posadził sobie Rinkashiego na kolanach, a chłopak zmieszany jego bezpośredniością zrobił się czerwony jak burak. Brunet zaśmiał się i dał mu całusa w czoło, a policzki chłopaka zrobiły się jeszcze bardziej szkarłatne.
   - Nie rozumiem, czemu tak zmienia ci się usposobienie - zaśmiał się Seiryo. A potem dodał: - Kocham cię. - po prostu poczuł taką potrzebę. Czerwonowłosy wtulił się w jego koszulkę, a brunet zobaczył jego uszy, które zrobiły się jeszcze bardziej czerwone.
   - Gdzie masz łóżko? - zapytał, szepcząc mu do ucha. Otworzył szerzej oczy, a za chwilę je zacisnął.
   - K-korytarzem, drzwi po prawej. - odszepnął. Brunet złapał go za pośladki i wstał, idąc do pokoju. - C-co ty robisz?! - odruchowo objął go za szyję, a za chwilę poczuł szarpnięcie.
   - Trochę małe, ale pomieścimy się - mruknął i rzucił chłopaka na łóżko. Ten spanikował lekko nie wiedząc, jakie zamiary ma Seiryo, ale on tylko położył się obok czerwonowłosego. - Nie trząś się tak, przecież nic ci nie zrobię - zaśmiał się cicho.
   - D-dobrze. - potaknął głową i zamknął oczy. Pierwszy raz od wielu lat czuł takie... ciepło. Ciepło, które pozwalało mu się zrelaksować. A gdy ręka bruneta zaczęła głaskać go po głowie, Rinkashi zamruczał i przylgnął bardziej do gorącego ciała za nim. Teraz wstyd już odszedł, a na jego miejscu pojawiło się to uczucie. Znał je, przypominał je sobie, ale było jakby zamglone i takie niedostępne. Dlatego postanowił sobie przypomnieć.
   Seiryo miał ten sam dylemat. Nie znał nazwy dla tego, co czuł, ale to jeszcze nie była miłość, ale też nie przyjaźń. To po prostu było coś więcej. Lecz zdecydował zamienić to w miłość i walczyć o Rinkashiego. Bo wiedział, że nie pozwoli mu tak łatwo i szybko odejść.

wtorek, 2 czerwca 2015

Trener - Rozdział XIV

   Gdy się obudziłem, jego już nie było. Nie potrafiłem nawet wstać z łóżka czy po prostu usiąść - to drugie dlatego, że dupa bolała mnie niemiłosiernie. Nie zostawił nawet jebanej karteczki na poduszce. Żadnego znaku, że tu był. Po prostu, kurwa, nic.
   Przesadzam, wiem. Spotkam się z nim w szkole. Na treningu, na który dzisiaj przyjdzie. Mógłbym też pójść do Yosuke, żeby pod tym pretekstem go odwiedzić. Ale nie, nie zrobiłbym czegoś takiego. To by było totalne skurwysyństwo. A ja podobno skurwysynem nie jestem. 
   Leżałem na brzuchu, mając twarz w poduszce. Chciało mi się płakać, więc pomyślałem, że mam na to okazję. Byłem już temu bardzo bliski, kiedy nagle drzwi powoli zaczęły się otwierać, a we mnie zatliła się iskierka nadziei. Do pokoju wszedł Shiro, a ja odetchnąłem z ulgą, w sercu krzycząc z radości. Jednak mnie nie zostawił. Szczerze mówiąc, wczoraj przygotowywałem się na to, że rano mnie opuści i zostanę sam. Wtedy też wyolbrzymiałem. Ale on został. I to mnie najbardziej cieszyło.
   Chłopak miał na sobie spodnie, był bez koszulki, na na szyi miał zawieszony ręcznik. Jego włosy były rozpuszczone i lekko wilgotne. Gdy zobaczył, że mam otwarte oczy uśmiechnął się.
   - Wstałeś już? - podszedł i usiadł na skraju łóżka. Ręką poczochrał moje włosy.
   - Jak widać - burknąłem. Obróciłem się na plecy i spróbowałem usiąść, ale tą czynność uniemożliwił mi ostry ból w dolnych partiach ciała. Skrzywiłem się i dałem za wygraną. Pewnie siedzieć nie będę mógł przez co najmniej tydzień.
   Widząc moje zmagania Shiro chyba zlitował się nade mną, bo bez słowa wziął mnie na ręce.
   - C-co ty robisz?! - zawołałem zdezorientowany, odruchowo łapiąc się jego szyi.
   - Nie widać? Idziemy do łazienki. - odpowiedział hardo.
   - Ale po co? 
   - Trzeba cię umyć. - szepnął. Nagle zdałem sobie sprawę, że jego sperma i zaschnięta krew nadal we mnie była. Na moich policzkach pojawił się rumieniec gdy domyśliłem się, jak ma zamiar ją stamtąd wydostać.
   Wanna była już napełniona po brzegi, a przez pianę w ogóle nie było widać wody. Musiał to wszystko przygotować wcześniej, postarał się chłopak. Postawił mnie na posadzce, a sam zaczął ściągać spodnie i bokserki. Wskoczył do wody, po czym wygodnie się usadawiając wystawił rękę.
   - Wskakuj. - powiedział tylko, a ja ująłem jego dłoń i za chwilę siedziałem oparty plecami o jego tors. To było takie przyjemne uczucie. Jakbyśmy liczyli się tylko my, tylko tamta chwila. Mógłbym mieć takie kąpiele codziennie, jeśli tylko byłyby one z Shiro. Jego klatka piersiowa była bardzo miękka i przyjemna w dotyku, czego szczerze mówiąc, się nie spodziewałem. Myślałem raczej, że będzie twarda ze względu na mięśnie. Ciało szatyna było też delikatnie opalone, co nie kontrastowało z jego brązowymi włosami. Nie to co ja, z tą chorobliwie bladą skórą i czarnymi włosami. I nie, nie mam kompleksów.
    - Gotowy? - jego pytanie wyrwało mnie z zamyślenia. 
   - T-tak. - zacisnąłem powieki, gdy chłopak włożył we mnie palec i zaczął poruszać. Co najdziwniejsze, tym razem nie bolało tak bardzo. Co prawda miałem tam coś naderwanego, ale było tak źle. Spodziewałem się czegoś... innego. 
   - Wszystko w porządku? - zapytał z troską w głosie, a ja pokiwałem głową. Sprawiało mi to przyjemność, jakiej nie czułem wczoraj. A to były tylko palce. Zerknąłem na wodę, która między moimi nogami zabarwiła się lekko na czerwono. Aż poczułem, jak coś twardego uwiera mnie w plecy. Cholera jasna!
   - Shiro?
   - T-tak? - zapytał niepewnie. Chyba już wiedział, o co mi chodzi.
   - Czy właśnie ci stanął?
   - J-ja nie... Bo ty... Przepraszam. - mruknął tylko. A więc powstrzymywał się, chociaż mogłem to wywnioskować po jego wczorajszym zachowaniu. Zaśmiałem się.
   - T-to nie jest śmieszne, Naoki - mruknął.
   - Nie musisz przepraszać. Ale sam się tym zajmiesz, bo ja nie mam na nic siły i mnie dupa boli. - poskarżyłem się.
   - Hej, nie miej do mnie pretensji, to ty chciałeś, żebym cię wypieprzył. Poza tym pamiętasz, że nadal mamy iść do szkoły?
   - Nie niszcz takiej chwili, kurde. - mruknąłem i pogrążyliśmy się w ciszy. Szatyn smyrał mnie po ramionach, co było bardzo przyjemnym uczuciem
 Nagle do mojej głowy przyszła myśl, która nurtowała mnie od dłuższego czasu, a kompletnie o niej zapomniałem.
   - Shiro?
   - Hmm?
   - Czemu nazywasz się Mitsuo? 
   - Że co proszę?
   - No czemu podałeś moim rodzicom, że nazywasz się Kobayashi Mitsuo, skoro mi powiedziałeś, że nazywasz się Watanabe Shiro?
   - Nie przypominam sobie, żebym mówił ci coś takiego - stwierdził. No tak. To Yosuke mi o tym powiedział. Na basenie. I na imprezie. Teraz te wspomnienia wydają się takie odległe, jakby to wydarzyło się wieki temu, a tak naprawdę minęły trzy dni.
   - Nie zmieniaj tematu. Wytłumaczysz mi to? 
   - To... długa historia...
   - Mamy dużo czasu. - zauważyłem. Prawie usłyszałem jego jęk bezradności, po czym zaczął:
   - Po prostu... tak było bezpieczniej.
   - To tyle? Żadnej historii rodem ze szpiegowskich filmów? Nah, myślałem, że jesteś super tajnym agentem do zadań specjalnych, a tu dupa. To chociaż jakaś dramatyczna historia? Nic? - zapytałem z nadzieją. 
   - Nic. Przykro mi, że niszczę twoje dziecięce marzenia o gorącym romansie ze szpiegiem. Ale wtedy chyba jeszcze nie wiedziałeś, że jesteś gejem. - rzekł, powstrzymując się od śmiechu. Przewróciłem oczami.
   - Dobra, nie było tematu. Poleżmy tutaj jeszcze chwilę, jest tak przyjemnie. 
   - Okej.
   I znów pogrążyliśmy się w ciszy, którą przerywał tylko świergot ptaków za oknem. Dopiero w tamtej chwili zauważyłem, że tam jest w ogóle okno - wczoraj moje myśli były zajęte... czymś innym. Dzięki niemu w pomieszczeniu było bardzo jasno. Na dodatek łazienka wychodziła na wschód, więc codziennie mogłem mieć takie nieziemskie widoki. Bo to wyglądało naprawdę przepięknie.
   Nagle uderzyła mnie pewna myśl. Jak teraz będziemy się zachowywać? Parą nie jesteśmy, a przynajmniej tak mi się zdaje. Znowuż przyjaciółmi tym bardziej już nie będziemy. Jak mam to odbierać? Shiro nie powiedział mi jeszcze, że mnie kocha, więc nie mogę mieć pewności, że mnie nie zostawi, lecz jego dzisiejsza troska o mnie chyba mówi sama za siebie. Co nie zmienia faktu, że mógł tylko udawać, żeby mnie zaliczyć. Co jest oczywiście mało prawdopodobne, ale wszystko się może zdarzyć. Cóż, jeśli na serio ma mnie zostawić, to mam tylko nadzieję, że nie zrobi tego zbyt szybko. Bo naprawdę jest mi z nim dobrze.
   - Naoki... - szepnął mi do ucha, aż się wzdrygnąłem. Jego głos sprawiał, że mam dreszcze. - Możemy już wyjść? Jestem trochę głodny... - jego wargi powędrowały na moją szyję, a rękami jeździł po torsie. 
   - J-jasne, przygotuję nam coś. - podniosłem się na rękach, kiedy on przyciągnął mnie do siebie. 
   - Chodziło mi bardziej o ciebie... - no i już zrozumiałem. On jest niemożliwy. I znów ma chcicę. Nie lubię, jak ma chcicę. Taa, mogłem to powiedzieć wczoraj... nieważne. 
   - Shiro, mówiłem już, że dupa mnie boli, musisz sam się sobą zająć. - burknąłem. On odwrócił mnie tak, że teraz siedziałem twarzą do niego. Podniecił się, wkładając we mnie palce. Pięknie.
   - Jesteś okrutny - jęknął, a w oczach miał błaganie. - To chociaż ustami...? - zrobił minę zbitego psiaka, a mi zrobiło się cieplej na sercu. Westchnąłem.
   - Dobra. Ale ostrzegam, że nie jestem w tym zbyt dobry, pierwszy raz komuś obciągam. - usadowiłem się wygodnie między jego nogami, złapałem nabrzmiałe przyrodzenie chłopaka i dotknąłem go językiem. Nie było tak źle. Objąłem wargami główkę, a Shiro aż jęknął. Uśmiechnąłem się i spojrzałem na jego twarz. I aż mnie zamurowało, bo nie widziałem u niego takiego wyrazu nawet wczoraj, a wtedy chyba odczuwał dużą przyjemność. Policzki miał zaróżowione, usta lekko rozchylone, a w oczach czaiło się pożądanie. Faktycznie powstrzymywał się, żeby mnie nie skrzywdzić. To było urocze. Dlatego postanowiłem dać mu jak największą rozkosz, jaką tylko mogę mu dać. Tak mogłem się odpłacić za to, że nadal przy mnie jest. Ale gdzieś w najdalszych zakątkach mojej głowy pojawiło się jedno, z pozoru nieważne pytanie:
   Co mam robić w sprawie Yosuke?