Ten rozdział jest po to, żebyście mieli co robić w piątek, Wy no-life'y.
A teraz czytajo.
A, no i wbiło mi 2000 wyświetleń. Jestem z
-----------------------------------------
- Bo widzisz... Ja i ty, to znaczy ja i Motoki, poznaliśmy się jeszcze w przedszkolu. Nie pamiętam tego dokładnie, ale two... Motokiego mama opowiadała mi, że nasze spotkanie nie należało do najprzyjemniejszych. Przejechał mi nożyczkami po nodze, do krwi, i teraz mam bliznę. - przerwał, podwinął nogawkę spodni i oczom Seiryo ukazała się pokaźnej długości i wielkości szrama. - Z tamtego momentu pamiętam tylko ogromny ból, a potem chyba zemdlałem. W szpitalu, gdy zaszyli mi ranę, Motoki był przy moim łóżku razem ze swoimi rodzicami i przepraszał mnie. Oczywiście nie zrobił tego z własnej woli, tylko mama mu kazała. Po tym wszystkim dokuczaliśmy sobie jak nigdy. Nie było już tak źle, ale w ogóle nie wiedziałem, co mógł do mnie mieć. Dopiero potem okazało się, że robił to wszystko, bo miałem czerwone włosy, ogarniesz? Że jest zazdrosny, że on też chciałby takie mieć i tak dalej. - zaśmiał się na te wspomnienia. Brunet obserwował go z niemałym zaciekawieniem, bo chłopak opowiadał o Motokim tak, jakby był jego całym życiem. - Wtedy, gdy poznałem powód, dla którego mnie nie lubi, spróbowałem się z nim zaprzyjaźnić. Co z tego, że rozorał mi nogę, ale staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi. Poszliśmy razem do podstawówki, aż w drugiej klasie on... on... - w jego oczach zebrały się łzy, a brunet odruchowo go przytulił. To słowo nie potrafiło mu przejść przez gardło. - Zabili go. Tylko to wiem. Tylko to powiedziała mi jego matka. Jego ojca też. Z tego co wiem, mieli zabić tylko jego ojca. A Motoki im się tak.. nawinął na celownik - zaśmiał się histerycznie, a potem zaczął płakać. Seiryo spanikował, bo nawet nie wiedział, jak ma go pocieszyć. Głaskał go nerwowo po głowie, powtarzając typowe słowa w takiej sytuacji, czyli "Wszystko będzie dobrze" i "Nie martw się".
- Hej, Rin, teraz masz mnie. Wyglądam jak on, prawda? - palnął nagle, a czerwonowłosy zaniósł się szlochem. To chyba nie był najlepszy pomysł, tylko pogorszyłem sprawę. Brawo, panie-który-nie-umie-pocieszać. Jesteś genialny - przemknęło mu przez myśl. Nagle chłopak przestał płakać i uśmiechnął się promiennie do bruneta. Który swoją drogą był nieźle zdziwiony jego wahaniami nastroju.
- Ale, tak szczerze mówiąc, to masz rację. Teraz mam ciebie - przyznał. Seiryo ulżyło, że już jest spokojny, ale jednocześnie wiedział, że Rinkashi robi to tylko dlatego, że brunet wygląda jak tamten chłopak. - Zostań ze mną na noc, dobrze? - poprosił.
- Ech... Daj mi pięć minut. - westchnął, po czym ściągnął chłopaka ze swoich kolan i posadził go na kanapie. Czerwonowłosy wyszczerzył zęby w uśmiechu. Seiryo wyciągnął telefon z tylnej kieszeni i zadzwonił do swojej matki.
Po kilku sygnałach kobieta odebrała. Zaraz po tym wrzasnęła tak, że brunet musiał odstawić głośnik od ucha, a Rinkashi zachichotał.
- T-tak, przepraszam, mamo. Słuchaj, czy mógłbym zostać u znajomego na noc? Nie, nie znasz go. Ale ja go znam i zaręczam, że jest godny zaufania. Czemu go nie poznałaś? Bo... jakoś okazji nie było. Tak, kiedyś pewnie go poznasz. To znaczy na pewno. Em... Jutro rano podskoczę po książki do domu. Nie martw się, poradzę sobie. Tak, tak na pewno. Nie, nie musisz. Dobrze, mamo. Dobrze, do jutra. Tak, pamiętam. Dobrze, dobrze. Pa. - rozłączył się i odetchnął z ulgą, po czym rzucił się na kanapę. - Uch... kompletna masakra. - znów posadził sobie Rinkashiego na kolanach, a chłopak zmieszany jego bezpośredniością zrobił się czerwony jak burak. Brunet zaśmiał się i dał mu całusa w czoło, a policzki chłopaka zrobiły się jeszcze bardziej szkarłatne.
- Nie rozumiem, czemu tak zmienia ci się usposobienie - zaśmiał się Seiryo. A potem dodał: - Kocham cię. - po prostu poczuł taką potrzebę. Czerwonowłosy wtulił się w jego koszulkę, a brunet zobaczył jego uszy, które zrobiły się jeszcze bardziej czerwone.
- Gdzie masz łóżko? - zapytał, szepcząc mu do ucha. Otworzył szerzej oczy, a za chwilę je zacisnął.
- K-korytarzem, drzwi po prawej. - odszepnął. Brunet złapał go za pośladki i wstał, idąc do pokoju. - C-co ty robisz?! - odruchowo objął go za szyję, a za chwilę poczuł szarpnięcie.
- Trochę małe, ale pomieścimy się - mruknął i rzucił chłopaka na łóżko. Ten spanikował lekko nie wiedząc, jakie zamiary ma Seiryo, ale on tylko położył się obok czerwonowłosego. - Nie trząś się tak, przecież nic ci nie zrobię - zaśmiał się cicho.
- D-dobrze. - potaknął głową i zamknął oczy. Pierwszy raz od wielu lat czuł takie... ciepło. Ciepło, które pozwalało mu się zrelaksować. A gdy ręka bruneta zaczęła głaskać go po głowie, Rinkashi zamruczał i przylgnął bardziej do gorącego ciała za nim. Teraz wstyd już odszedł, a na jego miejscu pojawiło się to uczucie. Znał je, przypominał je sobie, ale było jakby zamglone i takie niedostępne. Dlatego postanowił sobie przypomnieć.
Seiryo miał ten sam dylemat. Nie znał nazwy dla tego, co czuł, ale to jeszcze nie była miłość, ale też nie przyjaźń. To po prostu było coś więcej. Lecz zdecydował zamienić to w miłość i walczyć o Rinkashiego. Bo wiedział, że nie pozwoli mu tak łatwo i szybko odejść.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz