Spis treści

środa, 29 kwietnia 2015

Drugie Wcielenie - Prolog

Tamtego dnia pogoda była wręcz idealna; nawet Motoki, chłopiec o przydługich czarnych włosach i czekoladowych oczach musiał to przyznać. W końcu to piątek, a piątki zazwyczaj są idealne. Ponad trzydzieści stopni w cieniu i ani jednej chmurki na niebie. Tylko że on musiał się kisić w głupiej szkole. W głupim mundurku. Czekając na głupi dźwięk oznaczający koniec tortur. 
Jedynym pocieszeniem było to, że obecna lekcja była ostatnią lekcją w tym dniu. A potem zostawało mu jeszcze poczekać na swojego przyjaciela, Rinkashiego. Obaj chodzili do tej samej podstawówki, do tej samej drugiej klasy, tyle, że jego przyjaciel dodatkowo chodził na karate, więc po zajęciach musiał zostać w szkole przez następną godzinę. A Motoki nie miał nic innego do roboty, jak tylko na niego czekać, bo nie widziało mu się iść samemu do domu tą samą nudną ścieżką.  
Chłopak zerknął na szary zegar zawieszony nad tablicą. Jeszcze tylko kilka minut do dzwonka. Tych kilka upragnionych minut, które dłużyły się niemiłosiernie. Nauczycielka japońskiego ze znużeniem czytała jakiś fragment z książki. Raz na jakiś czas ziewnęła szeroko i kontynuowała przerwany wywód. Chłopak uważał, że mogłaby już sobie darować. Przecież i tak jej nikt nie słuchał, chyba nawet ona sama nie wiedziała, co czyta.  
Nagle, ni stąd ni zowąd, coś lekkiego uderzyło go w głowę. Zaskoczony podniósł się do siadu i spojrzał za siebie dyskretnie. Wpatrywał się w niego nie kto inny, jak Rinkashi. Chłopak miał krótkie, nastroszone, prawie czerwone włosy i niesamowicie głębokie niebieskie oczy, co u Japończyków było nieczęsto spotykane. Najwyraźniej chłopakowi się nudziło. Zresztą, tak jak i całej klasie. Pomachał Motokiemu, a ten mu odmachał. Czerwonowłosy palcem wskazał na kulkę z kartki. Zaciekawiony podniósł przedmiot i rozwinął.

Motoki, nie nudzi ci się? Bo mi bardzo... Raaany, jak ta baba przynudza xD
 
Prawie parsknął śmiechem i zatykając sobie usta ręką nabazgrał wiadomość.

Właśnie widzę xD Nie mogłeś poczekać z tym, aż się lekcja skończy? Co, jak nas przyłapie?
 
Rzucił kartkę za siebie, a za chwilę otrzymał odpowiedź.


Kurde, Motoki, w życiu czasem trzeba trochę adrenaliny! A poza tym, co nam może zrobić? xD I tak chyba jest we własnym świecie. Tylko na nią spójrz

Czerwonowłosy miał rację. Kobieta prawie przysypiała. Podpierała sobie dłońmi brodę i czytała monotonnie tekst. Nie zwracała najmniejszej uwagi na klasę, po której zaczynały się rozchodzić ciche szepty, bowiem do dzwonka było coraz krócej. Motoki zamyślił się, po czym napisał na kartce zdanie.


Chciałbyś do mnie przyjść?

Szybko odrzucił kartkę i westchnął. Miał zamiar napisać coś o wiele innego, ale nie chciał znów widzieć smutnej miny Rinkashiego przed drzwiami sierocińca. Jego rodzice zostawili go tam, kiedy był jeszcze niemowlakiem, a sami wyjechali "zwiedzać świat". Powiedzieli tylko, jak ma na imię i nazwisko. Nawet zaświadczali opiekunkom, że wrócą po syna, ale tak naprawdę nigdy nie wrócili. Kilka tygodni po oddaniu chłopca, do dyrekcji przybytku dotarła wiadomość, że rodzice Rinkashiego i kilkaset ludzi zginęło w katastrofie lotniczej. I chłopak przesiedział osiem lat w domu dziecka, nie zdając sobie sprawy z tego, że już nigdy nie spotka rodziców.  
Kartka uderzyła Motokiego w tym samym momencie, kiedy rozległ się tak bardzo utęskniony dźwięk dzwonka i wszyscy zerwali się gwałtownie z krzeseł, w tym także on i Rinkashi. Nauczycielka jednak nie pozwoliła tej dwójce wyjść, szybko zagradzając im drogę do wyjścia. Spojrzała na nich z góry.  
- O nie, moi drodzy, nigdzie się nie wybieracie. Widziałam, jak wymienialiście się korespondencją i teraz posprzątacie tę salę. Za karę - kobieta uśmiechnęła się złowieszczo. 
- A-Ale, proszę pani, ja mam zajęcia z karate, nie mogę ich opuścić...  
- Nie obchodzi mnie to - urwała ruchem ręki i skierowała się w stronę drzwi. - Pamiętajcie, żeby odnieść klucz, jak skończycie! - i po chwili zniknęła im z oczu.
***
- Rany, to było najdłuższa godzina mojego życia! I do tego jeszcze...  
- Ale to było tylko pół godziny - wtrącił rozbawiony Motoki. - Trochę przesadzasz...  
- Ja?! To ta wredna nauczycielka dała nam karę tylko dlatego, że nam się nudziło! To ona przesadza! - krzyknął oburzony i zaczął wymachiwać rękami. W szkole, oprócz woźnego, nie było ani jednej żywej duszy. Na korytarzach było bardzo cicho, słychać było jedynie ich rozmowę, no i wrzaski Rinkashiego. Trochę to straszne - przemknęło przez myśl Motokiemu. Odruchowo złapał rękę przyjaciela i ścisnął. Czerwonowłosy zerknął na chłopca pytająco, ale nie miał nic przeciwko gestowi. Szli tak przez chwilę, aż w końcu dotarli do bramy głównej szkoły.  
- To... Chciałbyś może dzisiaj do mnie przyjść? Dostałem nową grę.  
- Jasne.  

No i tyle było z sensowniejszej rozmowy. Bez słowa ruszyli przed siebie, już nie trzymając się za ręce. Nagle, po kilku minutach drogi Rinkashi zatrzymał się. Brunet dopiero po chwili zorientował się, że przyjaciel nie idzie za nim.  
- Huh? Co jest?  
- Zapomniałem. Musimy się wrócić - czerwonowłosy złapał Motokiego za rękę i pociągnął w przeciwnym kierunku.  
- H-Hej, o co chodzi?  
Jednak ten nie odpowiadał. Brunet pokiwał jedynie głową i dał się zaprowadzić w znane tylko Rinkashiemu miejsce. Jak się później okazało, był to sierociniec. Czemu mnie tu zaprowadził? Przecież powiedział, że może. To jaki jest, kurczę, problem? - rozmyślał brunet. Czerwonowłosy zostawił go pod budynkiem, a sam wszedł do środka. Teraz chłopak musiał czekać. A czekał długo, bo jakieś dziesięć minut. Nudziło mu się, a chciał pograć w nową grę z przyjacielem. Rozejrzał się i usiadł na stopniu schodów. I czekał.  

Następne dziesięć minut później Rinkashi w końcu wyszedł z budynku. Chyba się przebrał, bo wyglądał inaczej. Miał na sobie seledynowy garnitur, a jego włosy były bardzo ulizane. Spojrzał przepraszająco na bruneta, a ten podszedł do niego, wskakując po kilka schodków. Stali w ciszy, mierząc się wzrokiem. Wreszcie czerwonowłosy westchnął.  
- Nie mogę do ciebie przyjść. Mają dla mnie zastępczą rodzinę. Mówiłem im, że nie chcę, że moi rodzice jeszcze wrócą. Ale mnie słuchali - pokiwał głową ze zrezygnowaniem.  
- To widzimy się jutro?  
- Nie mogę.  
- Czemu?  
Nie odpowiedział. Otworzył drzwi, i machając Motokiemu wszedł do środka. A chłopak nadal zaciekawiony i jednocześnie zdziwiony, poszedł do własnego domu.

***
Motoki leżał znudzony na swoim łóżku, jeszcze w mundurku, wpatrując się bezczynnie w sufit. I czekał. Czekał, aż ktokolwiek pozwoli mu wyjść z pokoju. Jego matka, Hikaru, kilka minut temu zakazała mu wychodzić na korytarz. Nie chciała się nawet przed tym tłumaczyć, po prostu zatrzasnęła za sobą drzwi. Brunet zauważył jeszcze, jak jej twarz pogrąża się w przerażeniu.  
Minęło prawie pół godziny. I nic. Nic, oprócz tej przeklętej ciszy, która zdawała się spowijać cały dom. A Motoki miał dość czekania. Czuł, że coś jest nie tak. Podszedł do wejścia i powoli pociągnął za klamkę. Usłyszał ciche "klik" zamka. Modlił się, żeby nikogo nie było przy drzwiach. Po kilkunastu sekundach odważył się je uchylić i wyszedł na korytarz. Jak się spodziewał, był pusty. Nie było nawet słychać telewizora, który zwykle był włączony na dole. Mama też gdzieś zniknęła.
Przeszukał większość pokoi na parterze, a potem wrócił na górę. Postanowił jeszcze zajrzeć do gabinetu ojca. Był już blisko, kiedy zorientował się, że w pomieszczeniu jest więcej niż jedna osoba; dało się słyszeć rozmowę. Brunet podkradł się bliżej i przyłożył ucho do dziurki od klucza.  
- ..., a byłem już dla ciebie wystarczająco cierpliwy, Ishimura. Więc jak?  
- Ja... proszę, da-dajcie mi jeszcze... tydzień. Postaram się w ten czas zwrócić wam należną kwotę.  
Motoki usłyszał drżący głos ojca, Kazuhiro.  
- Oj, oj, Ishimura, to samo mówiłeś mi tydzień temu. Cóż za zbieg okoliczności, prawda? - mężczyzna przerwał, a po chwili coś szczęknęło.  
- Nie... Nie, proszę... Ja mam rodzinę... - powiedział płaczliwym głosem Kazuhiro. Najprawdopodobniej opadł na kolana. Motoki coraz bardziej się niepokoił. Uchylił lekko drzwi i zajrzał do środka. Przed biurkiem stało trzech mężczyzn w garniturach. Dwaj z nich, którzy trzymali się bardziej z tyłu, mieli przyciemniane okulary. Mężczyzna wyglądający na szefa trzymał w prawej dłoni pozłacany pistolet z tłumikiem. Celował w Kazuhiro, który klękał, prawie dotykając czołem podłogi.  
- Szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie to. To ty narobiłeś sobie kłopotów, nie oni. Nie zasługują na ojca, który narobił sobie długów u Yakuzy tylko po to, żeby potem wszystko wydać na dziwki - spojrzał na niego z odrazą. A wtedy Kazuhiro zerknął na drzwi. I o mało nie krzyknął z szoku. Zawahał się przez chwilę, a potem poderwał się gwałtownie z ziemi i krzyknął:
- Motoki! Uciekaj! To niebez...  

Mężczyzna w garniturze strzelił.
------------------------------------------------------------
Witam!
Jako iż wbiło mi 1000 wyświetleń, postanowiłam napisać nowe opowiadanie. Historia Shiro i Naokiego jeszcze się nie skończyła, więc nie macie się czym martwić. Tak jakby "robię sobie od nich przerwę". Oczywiście fabuła jest w pewnym stopniu zaplanowana, wiem, co mam napisać, tylko nie wiem jak mam do tego dojść xd
Tak więc teraz "Drugie Wcielenie" będzie się pojawiać częściej, niż Naoki i Shiro.
Tak, nadal nie wymyśliłam tytułu do tamtego opowiadania xd

I pamiętajcie, że jeśli nie komentujecie, na świecie ginie czyjaś wena! W tym wypadku moja xD

niedziela, 19 kwietnia 2015

Trener - Rozdział X

   Argh, to znowu budzik. Już raz mi przerwał całkiem przyjemny sen, teraz nie pozwolę, żeby mnie obudził! Tym bardziej, że mój Shiro właśnie klęczał przede mną i... nie owijając w bawełnę - robił mi dobrze. Własnymi ustami. To było wspaniałe uczucie, lecz niestety nieprawdziwe.
   Tak, nazwałem Shiro "moim". Sam nie wiem do końca czemu. Może to moja podświadomość mówiła mi, że go kocham? Albo może przewidywałem przyszłość i ten sen to była moja wizja przyszłości? A tak na poważnie, na prawdę myślałem, że to może się kiedyś zdarzyć. Na pewno nie w najbliższym czasie, ale za jakiś czas. A wtedy... moje sny staną się rzeczywistością.
   Ta diabelska maszyna w końcu przestała dzwonić, więc miałem święty spokój. Przeszedł mnie dreszcz zimna, ale nic sobie z tego nie robiłem. Może to pokojówki weszły do mojego pokoju i otworzyły okno? Mówiłem im już, że mają do mnie nie wchodzić. Zazwyczaj zamykałem drzwi na klucz, ale zawsze jakimś sposobem ten klucz już miały i nie miałem innego wyjścia, jak zastawić drzwi krzesłem. Co i tak było na nic, bo gdy się budziłem, ubrania czekały na mnie na fotelu. Te kobiety były jak ninje, naprawdę.
   A potem uświadomiłem sobie, że przecież mam już własne mieszkanie, i że nie powinno ich tu być.
   Zaniepokojony przewróciłem się na drugą stronę i chciałem otworzyć oczy, gdy nagle uderzyłem głową o... posadzkę. O posadzkę, nie o panele, które miały być na podłodze w sypialni. O co kurde chodzi? Podniosłem się z jękiem i rozejrzałem się powoli. Nadal byłem na tym balkonie i musiałem zasnąć na fotelu. Strasznie bolał mnie kark. Przeciągnąłem się i wstałem. A potem zabrało mi dech w piersiach. Bowiem nawet rano horyzont wyglądał przepięknie. Słońce przebijały się przez opary mgły, tworząc coś na kształt srebrnej poświaty. Stałem tak kilka minut odcięty od świata zewnętrznego, kiedy znów zadrżałem z zimna. Niby początek wiosny, ale jednak zima nadal została.
   Postanowiłem wziąć prysznic i przejrzeć lodówkę w poszukiwaniu jakiegoś śniadania. Niestety, z powodu moich umiejętności kulinarnych - a raczej ich braku - byłem zmuszony zrobić sobie płatki z mlekiem. Chwilę później, gdy wkładałem naczynie do zlewu - czemu tu nie ma zmywarki, do cholery?!  - ktoś zapukał do drzwi. Krzyknąłem szybkie "Już idę!", gdy w drzwiach pojawiła się najbardziej niespodziewana przeze mnie postać.
   - Umm, c-co ty tu robisz, Shiro? - zapytałem zdumiony.
   - Przyszedłem do ciebie! - uśmiechnął się szeroko, odsłaniając idealnie białe zęby. Na chwilę ugięły się pode mną kolana. Najgorsze było to, że jego uśmiech w ogóle nie był naturalny, jakby się do tego zmuszał.
- Taa, właśnie widzę - mruknąłem - Co cię do mnie sprowadza?
- No jak to "co"? Nie wiesz?! - zmarszczył nos z oburzenia. Wyglądał tak przesłodko.
   - N... Nie, jakoś sobie nie przypominam... - spojrzałem na niego wyczekująco - Nie powiesz mi, o co chodzi?
   - Bo... ja... to znaczy... - nagle bardzo się zmieszał. Nie rozumiałem jego wahań nastrojów. Kurde, najpierw jest wesoły z Bóg wie czego, a potem wyszczerz znika z jego twarzy i zastępuje go skrępowanie.
   - Shiro, zdecyduj się, co masz mi powiedzieć, nie mam całego dnia - powiedziałem obojętnie, chociaż tak naprawdę szalała we mnie prawdziwa burza. Co takiego chciał mi powiedzieć, że pofatygował się do mnie przed treningiem, na którym mógł mi to wyjaśnić, czy co on tam chciał zrobić. Głęboko we mnie tliła się mała iskierka nadziei, że przyszedł po to, żeby mi powiedzieć, że coś do mnie czuje.
   - Ja... chciałem cię przeprosić, Naoki. Za tamto wczorajsze - jego ręka powędrowała do góry w celu pogłaskania mnie po policzku, ale odepchnąłem ją. Chyba nawet zbyt brutalnie. Wcześniej, za taki gest, zacząłbym go całować i nie puściłbym przez następną godzinę. Zapytacie się, czemu tego nie zrobiłem. Odpowiedź jest prosta - nic, co mówił czy robił nie było szczere.
   - I co, teraz myślisz, że jak mnie przeprosisz i zrobisz jakieś czułe gesty, to od razu wskoczę ci do łóżka? - prychnąłem. Chłopak chciał coś powiedzieć, ale kontynuowałem. Musiałem się na kimś wyżyć. Po namyśle, dobrze jednak, że Miyo nie przyszła. - że jak mi było dobrze to już od razu cię kocham? N chyba sobie ze mnie kpisz - syknąłem. Przeczyłem sam sobie, ale chciałem... chciałem coś w nim poruszyć. Nawet, jeśli miałbym go w sobie rozkochać. Po prostu pragnąłem, żeby był przy mnie. Nie wiem, czy można to nazwać miłością, bo patrząc na relację między mną a Yosuke, także powinienem go kochać. Ale wiem jedno - byłem od niego ewidentnie uzależniony. Gdzie bym nie był, cały czas miałem w głowie jego uśmiechniętą twarz, jego długie włosy, jego wciągające oczy, jego duże, silne dłonie obejmujące mnie w pasie...
   - A-Ale, Naoki, daj mi powiedzieć...
   - Wiesz - przerwałem mu - przez całe życie nasłuchałem się nieszczerych przeprosin, wytłumaczeń, które i tak były kłamstwem. Więc przestań pieprzyć, że chcesz mnie przeprosić, ponieważ wiem, że ktoś kazał ci tu przyjść. I pewnie to była moja matka, nie? - nie odezwał się, co wziąłem za odpowiedź twierdzącą - Tak myślałem - prychnąłem. Przez kilkanaście sekund mierzyliśmy się wzrokiem. W końcu odetchnąłem głęboko. - Jeśli nie masz mi nic do powiedzenia, to... - wskazałem mu spojrzeniem wyjście.
   - Taaa... to... do zobaczenia na treningu - uśmiechnął się smutno i westchnął teatralnie. Coś w mim sercu pękło. Pękła ta cała udawana oziębłość w stosunku do niego. Chciałem go porwać w ramiona i tulić, aż znów się nie uśmiechnie.
   Zawahałem się. Ale tylko przez chwilę.
   - Shiro... czekaj - szatyn obrócił się gwałtownie w moją stronę. Podszedł do mnie i złapał mój pdbródek w dwa palce. Patrzył mi to w oczy, to na usta, jakby nie był pewny, czy może to zrobić. Przez jego wahanie prawie jęknąłem, po czym założyłem mu ręce na szyję i wpiłem się w jego usta. Smakowały tak samo jak wczoraj, lecz teraz z lekką domieszką mięty.
   Całując go, czułem się jak w niebie.
---------------------------------------
Witam,
teraz krótko: następny rozdział już za chwilę, muszę go jeszcze napisać XD

sobota, 18 kwietnia 2015

Nie zostawiaj mnie - Kaneki x Hide


Przepraszam, że nie ma nowego rozdziału, i przepraszam, że nie dodałam go we wtorek, Bo postanowiłam sobie, że za rekompensatę dodam dwa rozdziały w piątek. Ale dzisiaj napisałam coś innego, mam nadzieję, że się spodoba.

UWAGA! MOŻLIWE SPOJLERY!

   Przed jedną z uczelni w Dzielnicy 20. stał pewien chłopak. Miał czarne włosy, białą opaskę na oku i z zapartym tchem śledził wydarzenia w swojej ulubionej książce, autorstwa Takatsuki Sen. Czytał ją już któryś-tam raz, ale nadal mu się nie nudziła. Jego znajomi z Uniwersytetu Kamii, na który uczęszczał mawiali, że brunet woli towarzystwo książek niż ludzi. Po części tak było. W końcu był ghulem, w dodatku jednookim ghulem, a ghule nie mogły egzystować wśród ludzi. Prędzej czy później, ktoś by zginął.
   Lecz w Anteiku, w kawiarni, w której chłopak zaczął ostatnio pracować, ghule znalazły sposób, by żyć pośród nich, czuć się "normalnie". Ale kto by się czuł "normalnie", gdyby jednym z jego codziennych posiłków była kawa. Bowiem ghule mogły pić tylko kawę, i jeść tylko ludzkie mięso. Było to uciążliwe, ale to był jedyny sposób na przeżycie. Mężczyzna w Anteiku, Yoshimura, starał się pomagać innym ghulom, a w szczególności tym, które nie były w stanie samodzielnie polować. Brunetowi także pomógł, nauczył go też jak jeść zwykłe jedzenie i parzyć bardzo dobrą kawę.
Nagle, z przeciwnej strony nadbiegł rudy chłopak ze słuchawkami na szyi i z pomarańczowym plecakiem na ramieniu. Miał kolorowe ubrania, wyróżniał się z tłumu.
   - Kaneki! - rudzielec krzyknął do bruneta i pomachał mu na powitanie. - Wybacz za spóźnienie, ale po drodze spotkałem bardzo fajną dziewczynę i...
   - Nie musisz mi opowiadać o swoich miłosnych podbojach, Hide - przerwał mu i machnął na niego ręką, uśmiechając się. Jego przyjaciel był bardzo śmiały, energiczny i radosny, a jego wesołe usposobienie zazwyczaj przejmują osoby wokół niego.
   - Niech ci będzie - mruknął zawiedziony, jednak zaraz się rozpogodził. - To gdzie idziemy? - zapytał.
   - Na chwilę do Anteiku, powiedzieć Kierownikowi, że dzisiaj mnie nie będzie w pracy, a potem możemy robić co tylko zechcesz.
   - To super!
Reszta drogi minęła im szybko, bo Hide nie mógł przestać mówić. Gadali o wszystkim, i jednocześnie o niczym. Kaneki, wpatrzony w profil rudzielca, zdawał się nie słyszeć co się wokół niego dzieje, jedynie raz na jakiś czas odpowiadał losowo "tak" lub "nie", gdy padło jakieś pytanie ze strony chłopaka.
Po kilkunastu minutach stali przed kawiarnią.
   - Hide, poczekaj tu na mnie, zaraz wracam.
   - No co ty! Nie chcę stracić szansy na spotkaniez Touką! - i nie czekając na komentarz Kanekiego, wyminął go i pewnym krokiem wszedł do środka. Brunet, kręcąc głową, poszedł za nim. W środku rudzielec uciął sobie pogawędkę z Kayą, kelnerką.
   Kaneki wszedł do środka, a cały personel kawiarni przywitał się z nim.
   - Kaya, Kierownik jest na górze?
   - Tak, zawołać go?
   - Nie trzeba, dam sobie radę - zapewnił. - Hide, zaraz wracam. Nie romansuj z dziewczyną, bo jeszcze jej serce złamiesz - zaśmiał się brunet.
   - Wiem, że jestem rozchwytywany, ale bez przesady - zrobił wyzywającą pozę i ułożył usta w dziubek. Kaneki pokazał mu język, po czym przeskakując co dwa schodki wpadł na korytarz. Wybrał drzwi prowadzące do "biura" Kierownika. Zapukał.
   - Proszę! - usłyszał głos staruszka i wszedł do pomieszczenia. - Ach, to ty, Kaneki. Czy coś się stało? - spojrzał na chłopaka uważnie - Jesteś... głodny?
   - Nie, nie, nic z tych rzeczy - zaprzeczył szybko. - Chciałem tylko... uprzedzić, że dzisiaj nie będę mógł przyjść pracować, umówiłem się z Hide.
   - Ach tak. No nic, znajdziemy na ciebie zastępstwo. Touka za godzinę powinna wrócić z biblioteki, więc poradzimy sobie bez ciebie.
   Brunet podziękował i miał się już wycofać, kiedy staruszek powiedział:
   - Pamiętaj, ghule bardziej odczuwają... wszystko. Więc jeśli... między tobą, a Hide... - na policzkach chłopaka pojawił się szkarłatny rumieniec - Po prostu... musisz być cały uważać.
   - Dz-Dziękuję. - odpowiedział Kaneki, po czym pośpiesznie wyszedł z pomieszczenia, nadal się rumieniąc.
   Kierownik wiedział co nieco o uczuciach bruneta do Hide. Ba, nawet po cichu im kibicował. A dowiedział się o tym pewnego wieczoru, rozmawiając sam na sam z Kanekim.
   "Na dworze lało jak z cebra. Było już ciemno, bo około dwudziestej. Na ulicy nie było żadnego przechodnia, jedynie gdzie nie gdzie przejechało jakiś samochód. Z ulicy można było dostrzec, jak w oknie nad kawiarnią nazwaną Anteiku paliło się światło w jednym z pokoi. Wewnątrz była bardzo ciepła  atmosfera. Kaneki i Yoshimura siedzieli przy stole, gdzie staruszek podawał mu różne składniki, od jabłek zaczynając, na kotletach kończąc. Wokół biegała mała Hinami, goniąc Toukę. Reszta, czyli Nishiki, Kaya i Enji siedzieli na sofie, popijając kawę zrobioną przez Kierownika i z uśmiechem obserwując zabawę dziewczyn. Kaneki raz po raz wypluwał wszystko, co trafiło do jego ust, wymiotując tak, żeby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Jednak było to trochę uciążliwe, więc ku uldze Kanekiego, Yoshimura poprosił gromadę, by zostawili ich samych. Staruszek miał zamiar dyskretnie powypytywać Kanekiego o szczegóły związane z jego życiem. Za jakiś czas miał się stać częścią ich społeczności, więc musieli coś o nim wiedzieć. 
   Po kilku minutach milczenia i odgłosów wymiotów, staruszek postanowił zainicjować rozmowę.
   - Kaneki, mogę cię o coś spytać? - zapytał ostrożnie.
   - T-Tak, o co chodzi? - chłopak podniósł niechętnie wzrok. Był już zmęczony zwracaniem wszystkiego, co wejdzie mu do ust.
   - Co jest między tobą, a Hide? - zapytał prosto z mostu. Kaneki zaniemówił.
   - Ż-Że co proszę? - zapytał cicho, zszokowany bezpośredniością Yoshimury.
   - Pamiętasz tamten moment, kiedy... prawie go zabiłeś? - szepnął - Widziałem sposób, w jaki na niego patrzysz. On nie jest dla ciebie jak brat. On jest kimś więcej. Prawda? 
   Odpowiedziała mu jedynie cisza. Kaneki zastanawiał się, co mu odpowiedzieć. Niby nie musiał się bać, że Kierownik go wyda, ale ten temat był dla niego... krępujący.
   -T-Tak... Chy-Chyba tak... - odszepnął. Westchnąwszy, staruszek wyszedł z pokoju, zostawiając Kanekiego sam na sam ze swoimi myślami."
   Tym razem to Kaneki wycofał się z pokoju. Nie chciał myśleć o tamtej rozmowie, ale był w tym samym miejscu z tą samą osobą, więc nie miał wyboru i musiał dać wspomnieniom wpłynąć na otwarte wody jego umysłu. Nagle z dołu dobiegło go wołanie Hide.
   - Kaneki! Idziesz?! Wypiłem już dwie kawy! - poskarżył się rudzielec. Brunet zaśmiał się cicho i zbiegł po schodach. - Nareszcie! Ile można było czekać?! - zawołał oburzony rudzielec.
   - Hide, nie było mnie tylko kilka minut - pacnął przyjaciela w głowę. - A teraz chodź już, nie mamy całego dnia.
   - Dobra, dobra... - mruknął, po czym krzyknął do wszystkich krótkie "Na razie!" i pobiegł za Kanekim. Już na zewnątrz zatarł ręce. - To gdzie idziemy? - zapytał.
   - Nie wiem, a gdzie chcesz iść?
   - Nie wiem, właśnie dlatego się ciebie pytam.
   - Ale ja chciałem, żebyś to ty wybrał miejsce.
   - No to pomyślmy... może być kino?
   - Jasne, czemu nie.
   Potem Hide zaczął rozmowę o ghulach. Dla Kanekiego był to uciążliwy temat, ponieważ podejrzenia rudzielca się zgadzały, a brunet nie mógł mu nic powiedzieć. Rozmawiali - to znaczy Hide rozmawiał, Kaneki tylko przysłuchiwał się jego hipotezom - przez całą drogę, aż w końcu dotrli pod budynek kina. Poszli na jakiś film akcji z Brucem Lee. Podczas seansu Kaneki niezauważalnie objął Hide, a ten nie zwrócił na to najwyraźniej uwagi. Chłopak bardzo wczuł się w film i raz płakał ze wzruszenia, a raz prawie krzyczał. W końcu seans się skończył i Kaneki przyznał przed samym sobą, że nie wiedział, o czym była fabuła. Bliskość Hide mu starczyła. Najchętniej to w ogóle by się nie ruszał.
   Rudzielec zaproponował, że pójdą do niego, a Kaneki się zgodził. Chwilę później stali przed drzwiami chłopaka, który w swoim plecaku szukał kluczy. Za każdym razem, gdy wyciągał coś innego niż przedmiot, którego poszukiwał, denerwował się i raz za razem chciał rzucić plecakiem o podłogę, lecz Kaneki, pękając ze śmiechu, odwlekał go od tej decyzji. Po kilkunastu minutach nareszcie znalazł pożądany przedmiot i wyrzucił ręce w górę.
   - Nareeeszcie! - krzyknął i zabrał się za otwieranie mieszkania.
   Jego mieszkanie nie było zbyt duże, ot, zwykła kawalerka kupiona przez rodziców Hide. Salon był połączony w jedno z kuchnią i jadalnią, mała sypialnia i łazienka, wyposażona tylko w prysznic i toaletę. Kuchnia także nie była bogato urządzona. Piekarnik, zlew, niewielka lodówka i cztery szafki to było wszystko, bo na więcej po prostu nie było miejsca.
   Hide zrzucił plecak na ziemię. Brunet wszedł do środka i skierował kroki do "jadalni". Rudzielec poszedł do kuchni i zaczął przeglądać szafki w poszukiwaniu czegoś dobrego.
   - Kaneki, chcesz coś do picia?
   - A co mam do wyboru?
   - Herbatę, herbatę lub herbatę - powiedział, po krótkim namyśle.
   - To chcę herbatę.
   - Z cukrem czy bez cukru?
   - Z cukrem.
   - Okej.
   Hide zabrał się za przygotowywanie napojów, kiedy Kaneki zaczął się rozglądać po jego lokum. Szczerze mówiąc, Kaneki rzadko tu bywał, zazwyczaj przebywali u bruneta w domu. Chłopak miał mały telewizor naprzeciwko żółtej kanapy, obok stolik z jakąś roślinką. Na ścianie naprzeciwko okna była półka, a na niej porcelana, książki, figurki postaci z gier i czego dusza zapragnie.
   Hide z uśmiechem położył przed zamyślonym brunetem kubek, a sam usiadł na przeciwko jego, przy okrągłym stoliku. Tym razem to Kaneki rozpoczął rozmowę. Zaczął gadać o Anteiku, o jej pracownikach, a rudzielec tylko się uśmiechał. Kanekiemu to odpowiadało, uwielbiał uśmiech rudzielca. Opowiadał właśnie, jak Touka ze złości rozbiła kilka filiżanek, gdy nagle, ni stąd ni zowąd, przerwał w pół słowa. Siedział wpatrzony w Hide z otwartymi ustami. Chłopak zaniepokoił się nieco.
   - Ka-Kaneki? Wszystko w porządku? - wyciągnął w jego stronę rękę. Kaneki zerwał się gwałtownie z krzesła, przewracając je. Trzymał się za swoją przepaskę, prawie zwijając się z bólu. To chyba był ból. Tak przynajmniej myślał Hide.
   - Nie zbliżaj się! Mu-Muszę już iść - nadal trzymając się za lewe oko wyszedł z pomieszczenia i kierował się w stronę drzwi. Słyszał, jak drugi chłopak także wstaje i idzie tam szybkim krokiem.
   - Kaneki! Wytłumacz mi o co chodzi! Ostatnio dziwnie się zachowujesz, nie rozumiem, co się dzieje! Coś przede mną ukrywasz, czuję to. Jesteśmy przyjaciółmi, przecież możesz mi powiedzieć, o co chodzi! - wydarł się na niego Hide. Kaneki nie wytrzymał. Podszedł do rudzielca gwałtownie i zerwał z głowy opaskę, ukazując czarno-czerwone oko.
   - Teraz już wiesz, czemu taki jestem - warknął. I bez ostrzeżenia wpił się w jego usta. Całował chłopaka gwałtownie, wręcz miażdżył mu wargi. Hide był z początku zaskoczony, lecz powoli oddał pocałunek, rozchylając wargi. Kaneki skorzystał z okazji i językiem wdarł się do jego wnętrza. Jego pocałunek był zachłanny, nie pozwalał przejąć rudzielcowi inicjatywy. Ten zaś objął go rękami. Trwali tak, przyklejeni do siebie, aż w końcu oderwali się od siebie. Oboje dyszeli, jakby właśnie przebiegli maraton.
   - Hi-Hide... jesteś pewien, że chcesz tego, co może stać się później? Ja... mógłbym cię podczas... za... zab... zabić... - to słowo nie chciało mu przejść przez gardło.
   - Nie obchodzi mnie, co się stanie... Ważne, że to jesteś ty. Ufam ci - szepnął.
   - Więc... mnie nie odepchniesz? - zapytał, także szeptem, wtulając się w chłopaka. Hide odruchowo zaczął go głaskać po głowie.
   - Nie. Nie obchodzi mnie, czy jesteś ghulem. Dla mnie, równie dobrze, mógłbyś być jednorożcem. I tak bym cię kochał - uśmiechnął się lekko, a brunet zamarł.
   - Ko-Kochasz mnie? - ogromna gula w gardle nie pozwalała mu mówić. Hide westchnął.
   - Oczywiście, że tak. Gdybym cię nie kochał, jak myślisz, byłbym tu jeszcze z tobą? - zaśmiał się.
   - Po prostu... nie zostawiaj mnie.
   - Nie zostawię. Obiecuję.

   Jak bardzo się pomylił.
-------------------------------------------
Pewnie zastanawiacie się, co robi ten paring na tym blogu. Otóż wzięło mnie na one-shota. Dokładniej z Tokyo Ghoul. Bo tak. Bo ryczałam na ostatnim odcinku. Bo ryczałam nawet PO
obejrzeniu ostatniego odcinka. Bo zakończenie zjebało moje życie.
Są powtórzenia, pewnie też jakaś literówka się znajdzie. Tak czy inaczej, mam nadzieję, że nie jesteście źli za opóźnienie.
Zapraszam do komentowania.

sobota, 11 kwietnia 2015

Trener - Rozdział IX

   - Braciszku, zwolnij trochę! - krzyczała Miyo. Byliśmy w drodze do naszego domu, a z przyzwyczajenia przyśpieszyłem kroku. Dziewczyna wlekła się za mną próbując nadążać, ale jej to nie wychodziło.
   - Siostra, to nie moja wina, że nie masz kondycji! Jak już będzie po wszystkim, będziesz ze mną wieczorami biegać. Ponadto, zrobię ci dietę, i żadnej czekolady! - zaznaczyłem. Z tyłu usłyszałem, jak siostra wciąga powietrze do płuc z oburzenia. Bardzo łatwo się denerwowała, a ja potrafiłem wykorzystać to na moją korzyść.
   - O nie, nie, nie, mój drogi! Mojej czekolady mi nie odbierzesz! Poza tym, jestem leniem i dobrze i z tym! - oburzyła się.
   - No to pa pa! - odwróciłem się na pięcie, dałem jej torbę i pobiegłem przodem.
   - Naoki, nie zostawiaj mnie tutaj z tym! - jęknęła bezradnie. Spojrzałem na nią kątem oka, a ona... ona uruchomiła swoją super broń. Psie oczy. - Braciszku, pomóż mi z torbami, prooooszę! - wygięła usta w podkówkę i wpatrywała się we mnie wyczekująco. Coś w moim sercu pękło i wziąłem od niej bagaż.
   - Eh, sam nie wiem, czemu to robię... - mruknąłem. Ona, uradowana, podskoczyła i dała mi buziaka w policzek.
   - Dziękuję! - uśmiechnęła się słodko i poszła przodem, podskakując wesoło i machając kucykami na lewo i prawo.
   - Ej! A ty gdzie idziesz! Zostawiasz mnie tak?! - zawołałem za nią. Ona stanęła w miejscu i znowu się uśmiechnęła.
   - Braciszek silny, braciszek pomoże, prawda?
   Ona mnie kiedyś wykończy.
   Odetchnąłem głęboko. Wyszczerzyła zęby w uśmiechu biorąc mój wydech za "tak" i odwracając się pokazała mi język.
   - Miyo!
***
   Od jakichś kilkunastu sekund staliśmy przed drzwiami i nie wiedzieliśmy, co mamy robić. Zadzwonić dzwonkiem? Czy może pociągnąć za klamkę i wejść do środka? Dylemat.
   Spojrzałem porozumiewawczo na dziewczynę, ona przytaknęła głową, równocześnie odpowiadając na moje nieme pytanie.
   - Raz kozie śmierć - mruknąłem, sięgając do klamki. I w tym samym momencie drzwi otworzyły się od środka, uderzając mnie w głowę. W środku stała przerażona Miwako.
   - O mój Boże, Naoki! Nic ci nie jest?!
   - Nie, nic mi nie jest...
   - Ale na pewno?
   - Tak, tak, nic mi nie jest. Możemy wejść do środka? - zmieniłem szybko temat, jeszcze kazałaby mi jechać do szpitala.
   - Tak, oczywiście. Zaraz zawołam kogoś, żeby wziął wasze bagaże.
   Weszliśmy za nią do domu. Kątem oka zobaczyłem Keiji'ego wpatrującego się w nas, szczególnie w Miyo. Zaraz podeszły do nas dwie pokojówki i wzięły ode mnie torby. Jedna poszła po schodach na górę, a druga wyszła do ogrodu. Kiedy zostaliśmy sami Miwako odetchnęła, a potem objęła nas oboje.
   - Jak dobrze mieć was znowu w domu. - trwaliśmy tak przez jakiś, a potem Miwako odsunęła się i chrząknęła. Wtedy podszedł do nas Keiji, co było dość zdumiewajcącym zjawiskiem.
   - Ja... - odchrząknął. - chciałem cię przeprosić, Miyo. - i ku mojemu zdziwieniu... przytulił ją. Dziewczyna zastygła, a on wtulił się w nią jeszcze bardziej. Tym razem to ona odchrząknęła znacząco i wyplątała się z jego uścisku.
   - Dobrze wiedzieć, że rozumiesz swój błąd, ale ja potrzebuję sobie to przemyśleć. Teraz ledwo co się powstrzymuję, żeby ci nie wpierdolić. - przyznała. A naszej trójce opadła szczęka. Nigdy, przenigdy, nie słyszałem czegoś takiego w ustach Miyo. Już nie wydawała się taka słodka.
   - Miyo! Nie wyrażaj się tak do starszych! - syknęła matka.
   - Ale ja tylko ostrzegam. A teraz mi wybaczcie, ale idę do swojego pokoju. - wzruszyła ramionami i nie zważając na słowa kobiety weszła na górę. Ja chciałem się szybko ulotnić do swojego mieszkania, lecz tym razem to Keiji mnie zatrzymał.
   - Miyo nie będzie chciała teraz ze mną rozmawiać. Dlatego... chciałbym cię... pro-prosić - z trudem wyszło mu to słowo z gardła - żebyś zachęcił ją do wybaczenia mi.
   Cholera, on znowu prosił. To... Coś jest nie halo. To do niego nie pasuje.
   Otworzyłem usta, żeby odmówić, ale wtedy spojrzałem w jego oczy. Zobaczyłem tam strach. Przez chwilę się zawahałem.
   - Ja... pomyślę.
   Keiji jakby odetchnął z ulgą.
   - Dzi-Dziękuję. - położył rękę na moim ramieniu, jednak zaraz ją cofnął. Staliśmy przez chwilę w ciszy.
   - Mogę... Mogę już iść? - zapytałem niepewnie.
   - Słucham? Ach, tak, możesz iść.
   - To... to do zobaczenia.
   - Naoki?
   - Tak?
   - Wytłumaczę ci jeszcze zasady, dobrze?
   - Jakie zasady? - spojrzałem na nią zdziwiony. Nie było mowy o żadnych zasadach.
   - Po pierwsze: będziesz płacił za swój własny czynsz. Po drugie: w twoim mieszkaniu nie ma pokojówek czy kucharzy, więc wszelkie prace domowe będziesz musiał wykonywać sam. Po trzecie: dom jest całkowicie wyposażony, o to się nie musisz martwić. Po czwarte: tyko ty posiadasz klucze do budynku, nikt inny nie może tam wejść. - zamyśliła się chwilę. - Aha, a twój mundurek jest powieszony w szafie.
   - To wszystko?
   - Tak.
   Bez słowa odwróciłem się i skierowałem w kierunku mojego nowego lokum. Budynek był utrzymany w kolorach bieli połączonej z czernią. Wewnątrz kolorystyka nieco się zmieniła, bo biel zastąpił kolor czerwony. Osobiście lubię te kolory, więc wyposażenie mi nie przeszkadzało. Zaraz naprzeciwko wejścia był salon z czerwonym narożnikiem, telewizorem na białym stoliku. Wokół było pełno czarno-czerwonych dodatków, a na ścianie ogromny obraz przedstawiający zachodzące słońce nad morzem, utrzymany w ciepłych kolorach. Po przeciwległej stronie pomieszczenia stał okrągły, zrobiony z ciemnego drewna stół i cztery krzesła ze skóry. Obok mieścił się niezbyt duży aneks kuchenny, wyposażony we wszelkiego rodzaju urządzenia. W głąb pomieszczenia były metalowe drzwi do łazienki i schody na piętro. Zafascynowany własnym kątem przeskakiwałem co dwa stopnie, żeby jak najszybciej zwiedzić nowe miejsce. W korytarzu były trzy, takie same drzwi. Pierwsze po lewej to była następna łazienka, pierwsze po lewej to niewielkich rozmiarów sala treningowa, a trzecie i ostatnie drzwi mieściły się na końcu. Powoli je otworzyłem, a moim oczom ukazała się ogromna sypialnia. W centralnej części pokoju znajdowało się białe małżeńskie łoże, po bokach małe stoliki. Na przeciwległej ścianie przesuwana szafa i lustro. Był tam też mały balkon, gdzie można było usiąść na fotelu i delektować się widokiem. A widok był po prostu przepiękny.          Zafascynowany usiadłem na siedzeniu i wpatrywałem się w zachód słońca. Siedziałem tak aż do momentu, kiedy ognista kula zniknęła za horyzontem.
   Muszę to przyznać przed samym sobą. Chyba dobrze będzie mi się tu mieszkać
-----------------------------------------------------------------
Gomen za spóźnienie!
Rozdział pojawił się teraz, ponieważ w piątek nie skończyła rozdziału, a nie chciałam dawać go aż tak krótkiego. Dzisiaj znowu miałam urodziny i do komputera dorwałam się dopiero teraz, dokańczając rozdział. Tak więc mam nadzieję, że mi wybaczycie :3

wtorek, 7 kwietnia 2015

Trener - Rozdział VIII

   - Jak to co? - oburzyła się. - Od jutra będziesz tu mieszkać!
   - Słucham?
   - Sam mówiłeś, że chciałeś się od nas wyprowadzić, więc chcieliśmy dać ci namiastkę samotnego życia...
   - Ale ja chciałem mieszkać z Miyo- - wtrąciłem, ale kobieta kontynuowała.
   - ... i jeśli ten "eksperyment" się nie powiedzie, możesz się rozmyślić. Co ty na to? - spojrzała na mnie z nadzieją w oczach. Złożyła ręce w błagalnym geście i zaczęła powtarzać cicho "proszę, proszę, proszę..."
   - Hmm, niech stracę... - mruknąłem. - Zgoda.
   Kobieta pisnęła i rzuciła mi się na szyję, prawie miażdżąc krtań. Jak na 40 - letnią staruszkę nadal miała siłę w rękach. Zacząłem się krztusić.
   - Ma... Mamo, duszę się... - i jak na zawołanie Miwako odsunęła się ode mnie na bezpieczną odległość, po czym spąsowiała. Naprawdę, zamiast starzeć to ta młodnieje. Nie z wyglądu - bo tu piętno wieku odcisnęło na niej znak - tylko psychicznie, bo zachowuje się jak Miyo. Ba, nawet Miyo się tak nie zachowuje.
***
   Kilkanaście minut później byłem już przed mieszkaniem Yosuke. Otworzyłem drzwi kluczem i wszedłem do środka. Zdjąłem buty, gdy z salonu dobiegły mnie krzyki blondyna.
  - Miyo, zabij tego typa, co się ukrywa na wieży! Ma snajperkę!
  - Zamknij się, tylko mnie rozpraszasz! - warknęła, a po tym słyszałem tylko klikanie padów. Próbowałem powstrzymać się od wybuchnięcia śmiechem, żeby jeszcze ich posłuchać. - Yosuke, pod jakim przyciskiem jest przeładowanie?! Jestem przy tym snajperze, ale brakło mi amunicji!
   - To jebnij go nożem!
   - A-Ale ja nie mam!
   - Jak to nie masz?! Przecież ci dawałem!
   - Bo ja go wyrzuciłam żeby podnieść jeszcze trochę apteczek...
   Chłopak westchnął.
  - Czekaj tam, idę ci... - ucichł, gdy odtworzył się dźwięk przegranej. - Kurwa! - coś uderzyło o podłogę. - Byliśmy tak blisko checkpoint'a! Już więcej z tobą nie gram, ty wszystko tylko psujesz!
   - Ja?! To ty mi nie powiedziałeś, żebym zostawiła sobie tego noża! Myślałam, że go nie będę używać!
   - To źle myślałaś!
   Postanowiłem wkroczyć, zanim nie przeszło do rękoczynów. Zauważyłem jeszcze jak Miyo pokazuje język Yosuke.
   - Co się tu stało? - ukrywałem rozbawienie, gdy zobaczyłem porozwalane puszki po energetykach, puste paczki po chipsach i rozwalony kontroler. To pewnie robota blondyna. Tylko on jest tak nadpobudliwy, jeśli chodzi o gry.
   - Miyo błąkała się bez celu po domu, więc pokazałem jej taką strzelankę. Ale jak sam zresztą widzisz, nie nauczyła się zbyt wiele. - spojrzał na dziewczynę z wyrzutem.
   - To dlatego, że byłeś kiepskim nauczycielem! - odburknęła obrażona, pokazała mu środkowy palec, po czym prychnęła i poszła do łazienki mrucząc pod nosem jakieś przekleństwa skierowane do blondyna. On tylko zacisnął pięść i odetchnął głęboko. Uśmiechnął się i odwrócił się w moją stronę.
   - Jak poszła rozmowa?
   - Pff, weź nawet nie pytaj. Załatwili mi trenera.
   - Serio?
   - Taa. I zgadnij kto to.
   - Nie wiem. Bruce Lee?
   - Hehe, nieźle by było. Ale nie. To twój sąsiad.
   - Ale że kto?
   - No ten, jak on miał... Watanabe.
   - Ale że Shiro?
   - No.
   - Nieźle.
   - Taa.
   I na tym się nasza rozmowa skończyła. Do niego ktoś zadzwonił, a że musiał to odebrać bo to było "coś ważnego", to zostawiłem go w spokoju i poszedłem łazienki w której siedziała Miyo.
   - Mała, jesteś tam? - zapukałem. Drzwi się otworzyły, a z nich wyskoczyła brązowa czupryna.
   - Po pierwsze: nie jestem mała. Po drugie: czego chcesz? Jestem zajęta.
   Zajrzałem jej przez ramię i mój wzrok przykuły kolorowe kosmetyki.
   - Chyba chciałaś wiedzieć wszystko o moim spotkaniu z rodzicami, nie? - oczy zaczęły jej błyszczeć. - Ale skoro nie masz czasu, to spoko, powiem ci później. - odwróciłem się i zamierzałem odejść, kiedy dziewczyna siłą wciągnęła mnie do pomieszczenia, zatrzasnęła drzwi i posadziła na kiblu. Sama usiadła przede mną na podłodze.
   - Mów. - powiedziała tylko i podparła ręką brodę. Westchnąłem i zacząłem swoje opowiadanie. W niektórych momentach dziewczyna krzywiła się lekko, ale mi nie przerywała. Pod koniec już prawie podskakiwała, kiedy powiedziałem jej, że się zgodziłem. Wtedy zamarła i nie ruszała się jeszcze kilka minut po skończeniu mojej opowieści. Potrząsłem lekko jej ramieniem, kiedy nagle wróciła do rzeczywistości.
   - Czyli... czyli tam wracamy? - westchnęła. - Pamiętaj, że nie ważne jaki będzie twój wybór, ja zawsze będę za tobą. - zapewniła, po czym wstała i wtuliła się we mnie. Pogłaskałem ją po głowie. Przez chwilę trwaliśmy tak w bezruchu. W końcu odsunąłem ją lekko od siebie
   - Idź spakuj rzeczy, które tu przyniosłaś z domu. - potaknęła głową. - Ja... pójdę powiedzieć o tym Yosuke. - podrapałem się po karku. Dziewczyna popatrzyła się jeszcze na mnie przez moment i wybiegła z pomieszczenia. Ja sam zacząłem szukać blondyna po domu. Znalazłem go w kuchni gdy przygotowywał sobie coś do jedzenia.
   - Czemu Miyo tak się miota po pokojach? Coś się stało? - odwrócił się do mnie na pięcie, opierając się o blat.
   - Bo... wiesz, było u ciebie fajnie, i w ogóle, ale... ja i Miyo podjęliśmy decyzję i... wracamy do domu. - wydusiłem. Chłopak nie okazywał żadnej reakcji na moje słowa, co w pewnym stopniu mnie zabolało. Rany, ostatnio wszystko mnie boli.
   - To... to fajnie, że pogodziliście się z rodziną. - przyznał z trudem. Uporczywie unikał mojego wzroku.
   - Yosuke, ostatnio jesteś jakiś... dziwny. Masz jakieś problemy z pracą, z matką? - niezauważalnie, ale jednak, zaczął szybciej oddychać. Chciałem do niego podejść, ale ten nie pozwolił mi gestem ręki.
   - Nie, wszystko w jak najlepszym porządku. Tylko... myślałem, że zostaniecie trochę dłużej. - przyznał.
   - Nie chcemy sprawiać ci więcej kłopotów. - nie wspominałem ani słowem o tym, co powiedziała mi matka. Nie chciałem go bardziej dołować.
   - Taaa.
Ostatnio coraz gorzej mi się z nim rozmawia. Wcześniej było tak... na luzie. Teraz jest tylko skrępowanie. Nie rozumiem tego.
   - Ja... Chciałem cię tylko o tym poinformować. Za chwilę będziemy się zbierać, więc... - nie potrafiłem nic więcej powiedzieć. Po chwili usłyszałem krzyk Miyo.
   - Naoki! Jestem gotowa, ciebie też spakowałam!
Spojrzałem na blondyna. Podszedłem do niego i uderzyłem go przyjacielsko w ramię.
   - To co. Do zobaczenia, nie?
   - Taa, do zobaczenia. - mruknął.
   I to by było na tyle.
   Po wyjściu z domu Miyo zapytała:
   - Braciszku, jesteś pewien swojej decyzji? Bo potem nie będzie już odwrotu, wiesz o tym? - spojrzała na mnie uważnie.
   - Tak, jestem pewien. - przyciągnąłem ją do siebie. - W razie czego to cię obronię, prawda? - zaśmiałem się. Oburzona wyślizgnęła się z moich rąk.
   - Potrafię się sama obronić!
   - Taaa, jasne. Auć! To boli! - syknąłem, gdy nadepnęła mi na stopę.
   - Miało boleć, idioto.
   Odwróciłem jeszcze głowę, a w oknie zobaczyłem Yosuke bijącego się z myślami. Nie wiem nad czym myślał, ale wyglądał, jakby zaraz miał wybiec na ulicę. Jednak się powstrzymał. A jego wyraz twarzy został w mojej głowie do końca dnia.
-------------------------------------------------------
   Pierwsza i najważniejsza sprawa: dziękuję za te 425 wyświetleń mojego bloga! Nie wierzę, że w tak krótkim czasie udało się tego dokonać! <3
   Rozdział mało co wnosi do opowiadania, ale musiałam go czymś zapełnić bo mam chwilowy zastój z weną, że tak powiem...
   Meh, co ja się będę tłumaczyć xD Rozdział jest, to najważniejsze! Mam nadzieję, że się spodoba :3
A tak na posłodzenie, polepszenie humoru i wiele innych, kawaii Akashi i Kuroko :3

piątek, 3 kwietnia 2015

Trener - Rozdział VII

Nie było aż tak źle jak myślałem. Wymieniliśmy grzeczności, w stylu "dobrze wyglądasz", czy "jak się czujesz?". Co i tak było dla mnie dziwne, bo nie widzieliśmy się tylko noc. W końcu, po kilku filiżankach obrzydliwie gorzkiej kawy zrobili bardzo poważne miny. Wystraszyłem się.
- Naoki - zaczęła z wahaniem. - ja i Keiji chcieliśmy, żebyście... w końcu potraktowali nas jak prawdziwych rodziców. - złapała mężczyznę za rękę i spojrzała mi w oczy. A ja otworzyłem usta z szoku. Pierwszy raz w życiu nie wiedziałem co powiedzieć.
Siedzieliśmy przez jakiś czas w kompletnej ciszy. Miwako poruszyła się niespokojnie. Chciała być cierpliwa, ale jej to nie wychodziło. W końcu się przemogłem i westchnąłem.
- Naprawdę... Naprawdę myślicie, że da się naprawić piętnaście lat? - spojrzałem na nich z wyrzutem. Może i chcą coś zmienić, ale ja nie mam zamiaru puścić w niepamięć tego uderzenia.
- Wiemy, że to nie będzie łatwe, ale chcemy chociaż spróbować. - gdy nie dostała w odpowiedzi żadnej reakcji, podała mi jakąś listę. Były na niej wypisane dane jakiegoś nieznanego mi człowieka.
- Co to jest? - zapytałem podejrzliwie.
- To są dane osobowe twojego nowego trenera.
- A-Ale jak to? - zamarłem. Tak szybko to załatwili? Przecież nie mieli pewności że wrócimy, więc musieli to zrobić po moim telefonie.
- Jeden z naszych informatorów...
- Aha, czyli mam rozumieć, że mnie szpiegujecie? - zmarszczyłem brwi.
- Nie, to nie tak, my... - kobieta szybko zaprzeczyła, kręcąc energicznie głową. Chciała zacząć się tłumaczyć, ale przerwałem jej skinieniem ręki.
- Nie ważne. Kontynuuj. - przymknąłem oczy. Matka spojrzała na mnie uważnie, po czym podjęła wcześniej przerwaną wypowiedź.
- Jeden z naszych informatorów zagadał do twojego przyjaciela... Yosoty, czy jak mu tam było...
- On ma na imię Yosuke. I jak to "zagadaliście"? Kiedy?
- Jakiś czas po tym jak Keiji do niego zadzwonił, spotkałam się z nim na osobności. Zapytałam się go, czy może określić, co lubisz najbardziej robić, a on odpowiedział, że lubisz ćwiczyć. Więc wynajęliśmy ci profesjonalnego trenera.
Czekali na moją reakcję. Nie mogłem uwierzyć, że żeby lepiej mnie poznać, odezwali się do Yosuke?! Chociaż z drugiej strony, to logiczne. Przecież nie chciałem się do nich odzywać.
- Może i się zgodzę. Ale w takim razie co zrobicie z Miyo? - spojrzałem na Keijiego. Ten odwrócił szybko wzrok.
- T-To było zwykłe nieporozumienie... - mruknął wiedząc o co mi chodzi, lecz mu przerwałem.
- Nieporozumienie, mówisz? Czyli przez małe nieporozumienie płakała, tak? - mężczyzna nie odpowiadał. - Tak myślałem. - prychnąłem. Matka nie zwróciła większej uwagi na nasze zachowanie i odpowiedziała na moje pytanie.
- Jak pewnie wiesz, Miyo uwielbia wszelkiego rodzaju malowanie, rysowanie. I jest w tym naprawdę dobra. Chcieliśmy zapewnić jej kursy z rysunku i profesjonalny sprzęt, a także małą pracownię. - spojrzała na mnie wyczekująco.
- J-Jak dowiedzieliście się, ż-że... ona... - wybełkotałem. Ci ich informatorzy to ninja normalnie!
- Znów twój blondwłosy kolega. Okazał się być bardzo przydatny, w stosunku do informacji.
Ich bezpośredniość była taka... bezpośrednia. Nie umiem nazwać tego inaczej.
- Naoki, zdecydowałeś się już? - zapytała Miwako po kilku minutach ciszy. - Jeśli tak, to idź za kamerdynerem. - machnęła na postać, a on ustawił się przede mną na baczność. Nie odpowiedziałem, tylko powlekłem się za mężczyzną. Bolała mnie głowa, chciałem już tylko wrócić do domu blondyna gdzie czeka na mnie Miyo.
***
Nie znałem miejsca, do którego prowadził mnie kamerdyner. Za chwilę zatrzymał się przed pokojem, którego nigdy wcześniej tu nie widziałem. Mężczyzna ukłonił się lekko po czym odszedł, zostawiając mnie samego. Wzruszyłem ramionami i pociągnąłem za klamkę, a za chwilę usłyszałem znajomy głos. Zamarłem.
- Siema, jestem Kobayashi Mitsuo. Możesz mówić na mnie Mitsu, i będę twoim nowym trenerem.
Chłopak siedział na jednej z ogromnych gumowych piłek, robiąc coś na telefonie.
- Shiro...? - szepnąłem. Wtedy szatyn podniósł głowę i spojrzał na mnie zdumiony.
- N-Naoki?! C-Co ty tu robisz?! - wstał, o mało nie spadając z piłki.
- Ja? To mój dom, do cholery! I czemu podałeś nieprawdziwe imię i nazwisko?! - wrzasnąłem nagle. Nie rozumiem, czemu tak wybuchłem.
- Czemu mam ci się niby tłumaczyć?! To nie ty mi płacisz, więc się odwal! - odwrócił głowę i założył ręce na piersi. Czemu... czemu znów czuję ten dziwny ucisk w klatce piersiowej? To boli. Bardzo boli. Łzy zaczęły zbierać się w oczach, ale nie  pozwoliłem im wypłynąć. Chyba naprawdę myślałem, że Shiro poczuje do mnie coś więcej. Niby nic złego nie powiedział, ale sprawiło mi to ból. Dobra, skoro chce grać nieprzystępnego twardziela, to spoko, ja też będę grać. I zrobimy razem, kurwa, przedstawienie. Tylko kto szybciej zejdzie ze sceny bo zapomni swojego tekstu?
Shiro, widząc mój stan westchnął i podszedł z zamiarem przytulenia mnie, lecz cofnąłem się w tył.
- Nie dotykaj mnie. - syknąłem i z wściekłością spojrzałem mu w oczy. Podświadomie chciałem dać mu do zrozumienia, że to co powiedział zraniło mnie i żeby mnie przeprosił. Ale przeliczyłem się.
- Spoko. Jak chcesz. - wzruszył tylko ramionami i zerknął na godzinę w telefonie po czym znów usiadł na piłce. A wtedy moje serce pękło na milion małych kawałeczków. Bolało. Bardzo bolało. Ale nadal musiałem grać swoją rolę w tym wszystkim. Nie mogłem pozwolić, żeby zobaczył jak na mnie działa. Zamknąłem oczy i zacisnąłem pięści. Pogrążyliśmy się w ciszy, aż w końcu nasze milczenie przerwało pukanie i głos mojej matki.
- Naoki, kochanie, mogę wejść? - wzdrygnąłem się na dźwięk jej głosu.
- T-Tak, jasne. - musiałem się uspokoić, bo jeszcze by sobie coś pomyślała.
- I jak wam idzie? - zapytała z nadzieją w głosie. Zerknąłem na szatyna, po czym zapytałem:
- Mamo, możemy porozmawiać?
- Jasne. - przyjrzała mi się uważnie i wyszliśmy na korytarz. Tam kobieta odetchnęła głęboko. - Więc? O co chodzi? - spojrzała na mnie wyczekująco.
- No bo... Czy moglibyście znaleźć mi jakiegoś... innego trenera? - zapytałem nieśmiało. Kobietę zatkało.
- Co? Czemu? On ma najlepsze rekomendacje, a poza tym jest w naszej okolicy. Mamy pewność, że się nie spóźni. I tylko on miał wolne terminy. - zauważyła.
- Ale... zrozum, tylko wy zwracacie uwagę na takie szczegóły. Wolałbym jakiegoś zwykłego, nieznanego instruktora. - zapewniłem.
- Coś ty taki wybredny?! Nie, nie zmienimy go! - chciała coś jeszcze dodać, ale w porę zamknęła usta. Pewnie coś w stylu "Nie masz tu nic do gadania! To m ci go wybraliśmy, więc bądź grzeczny i rób, co ci każemy!". jak widać, oni też grają swoje przedstawienie. Nie dla mnie, czy dla Miyo. Nic z tych rzeczy. Oni chcą tylko i wyłącznie sobie udowodnić, że potrafią być dobrzy, potrafią się zmienić.
- Ale...
- Żadnego "ale"! Musisz się z tym pogodzić. Z nim też musisz się pogodzić. - ucięła rozmowę ruchem ręki. A potem uśmiechnęła się ciepło. - Naoki, idź się ładnie pożegnać z Panem Kobayashim, a potem wróć tu do mnie. Chciałabym ci coś pokazać.
Nie powiem, zaciekawiło mnie to. Wszedłem posłusznie do pokoju. Chłopak nawet na mnie nie spojrzał. Znów ten ból w klatce piersiowej. Stałem tak przez chwilę, a potem najzwyczajniej w świecie rzuciłem:
- To... Do zobaczenia.
- Mhm.
Prychnąłem i wyszedłem z pomieszczenia. Był obrażony? Nie sądzę. W końcu to on zaczął, i to ja powinienem być obrażony. No i jestem obrażony. Zaraz, zaraz. Zachowuję się jak jakaś skrzywdzona laska. Tak być nie powinno. Mam grać swoją rolę... Dobra, koniec z tym teatrem. Chcę być mądry, ale mi nie wychodzi.
Szedłem cicho za matką. Gdy wyszedłem z pokoju bez słowa skierowała się w przeciwną stronę z której przyszedłem. Podbiegłem do niej, a za chwilę wyszliśmy przez jakieś szklane drzwi do... ogrodu, gdzie na jego odległym końcu zamajaczył przede mną niewielki budynek. Co to mogło być? Nie widziałem tu tego wcześniej. Ale, jak miałem widzieć, skoro nawet tam nie wychodziłem.
- Co to jest, mamo? - zżerała mnie ciekawość. Ona jedynie odpowiedziała tajemniczo:
- Zobaczysz.
***
Staliśmy przed małym domkiem jednorodzinnym. O co kurde chodzi? Spojrzałem pytająco na kobietę, lecz ta nie zwróciła na mnie uwagi. Skądś wyciągnęła mały, srebrny kluczyk i otworzyła nim drzwi. Weszliśmy do środka. Z zewnątrz dom wydawał się mały, ale w środku był wręcz ogromny. To się dopiero nazywa zagospodarowanie przestrzeni. Ja stałem w progu zafascynowany miejscem, aż w końcu usłyszałem chrząknięcie Miwako, które sprowadziło mnie na ziemię
- Fajnie tutaj, i w ogóle, ale... co ma to wspólnego ze mną? - zapytałem ostrożnie.
- Jak to co? - oburzyła się. - Od jutra będziesz tu mieszkać!
-----------------------------------------------------------------
Witam!
Pogoda szaleje, śnieg, grad, deszcz, słońce, i nie wiadomo co jeszcze, ale rozdział musi się pojawić :D Spotkanie naszych drogich panów miało wyglądać kompletnie inaczej, ale w ostatniej chwili zorientowałam się, że popełniłam ogromny błąd fabularny, które swoją drogą są najgorsze, no ale.
Mam nadzieję, że się podobało :>