piątek, 22 maja 2015

Drugie Wcielenie - Rozdział IV

Witam :>
Przedstawiam wam następny rozdział Wcielenia! :D To już czwarty z... no, nie wiem z ilu, ale nie ędzie ich zbyt dużo. To znaczy może będzie ich dużo, zależy, czy wymyślę jeszcze jakieś wątki. No ale nie przeciągając, zapraszam do czytania i komentowania, a w szczególności tego drugiego :>
A, i mały tip: o rozdziałach informuję tu, na tej grupie na Facebooku ---> *klik* Musicie do niej dołączyć, żeby cokolwiek widzieć ;) A jeżeli chcecie, żebym was oznaczała w poście reklamującym napiszcie do mnie --- > *klik*
To tyle, czytajta już :>>>
-----------------------------------
   Pomiędzy Rinkashim a Seiryo zapanowała kompletna cisza. Nawet ich serca zdawały się jakby zatrzymać, żeby nie przerywać milczenia. Czerwonowłosy spojrzał w oczy bruneta, żeby dać mu do zrozumienia, że potrzebuje wyjaśnień, ale widział w nich tylko niedowierzanie. Sam chłopak był pogrążony w myślach. Nie rozumiał, czemu... czemu w ogóle powiedział coś takiego. Jakby jakaś obca osobowość przejęła nad nim kontrolę i oddała mu pamięć. Ale tylko o tym imieniu. O imieniu, którego nigdy w życiu nie słyszał. O imieniu osoby, której nawet nie znał, a czuł, że ją kocha.
   Sytuacja była dość niezręczna. Dla obu chłopaków. Brunet czuł się tak, jakby nadal był w śnie. Jego twarz wtedy była taka realistyczna, jakby naprawdę tam stał i uśmiechał się do mnie. To nie jest normalne, to zdecydowanie nie jest normalne. - rozmyślał gorączkowo. Czekali na dowolny ruch drugiej osoby, choćby drgnięcie czy przesunięcie ręki, ale nic takiego nie nastąpiło. Po prostu siedzieli naprzeciw siebie i... czekali. Na cokolwiek.
   Aż w końcu Rinkashi postanowił przerwać ten spokój. Nie mógł już dłużej usiedzieć na miejscu i udawać, że to przed chwilą nie nastąpiło.
   - Mo... Motoki? - zaczął niepewnie. Seiryo dopiero po chwili zorientował się, że czerwonowłosy mówi do niego.
   - Słucham? Motoki... Nie... Nie Motoki. Seiryo - poprawił chłopaka powoli. - Moje imię to Sei... Seiryo. - powiedział, lecz zrobił to tak, jakby nie miał do końca tej pewności. - Szczerze mówiąc, to... sam już nie wiem. Mam w głowie jakieś dziwne wspomnienia, które z pewnością nie należą do mnie, i... - zrezygnowany przejechał dłonią po twarzy. - Wszystko mi się miesza.... - spojrzał czerwonowłosemu w oczy. - I ja cię chyba... kocham - przyznał. I wtedy Rinkashi stracił nad sobą kontrolę. Chciał... chciał mu dać czas. Chciał, żeby brunet go lepiej poznał. Ale z tym wyrazem twarzy, z takimi uczuciami, które dopiero wyjawił, nie mógł więcej się powstrzymywać.
   W myślach podjął jedną, szybką decyzję. Wstał z podłogi i podszedł do chłopaka. A potem wpił się w jego usta.
   Na początku Seiryo chciał go odepchnąć. Powiedzieć, żeby zostawił go w spokoju. Ale nie mógł. Nie potrafił. Jego ciało, jego wargi, jego oczy, to wszystko przyciągało bruneta. Poza tym do głosu dochodziło jeszcze to nieznane mu uczucie, jakby znał go całe życie, a jednak wcale. Jednak dał za wygraną i wraz z całą zawziętością, jaką w sobie miał oddał pocałunek. Ich języki walczyły ze sobą, ale, ku zaskoczeniu chłopaka, jego język wygrał. Pogłębili coraz bardziej namiętną pieszczotę, aż w końcu ręce Seiryo zawędrowały pod koszulkę Rinkashiego, muskając brzuch. A ten spanikował lekko, odrywając się od bruneta.
   - Nie... Przestań, proszę... - szepnął i spróbował wyplątać z jego objęć, ale chłopak tylko go do siebie.
   - Czemu? Chcę ciebie. - powiedział dobitnie, nawet się nie krępując. A policzki czerwonowłosego pokryły się szkarłatem.
   - A-ale... to się chyba dzieje za szybko... - powiedział zakłopotany i położył mu ręce na piersi, trzymając go na odległość.
   - Tyle, że to ty mnie pocałowałeś - zauważył. - Teraz weź za to odpowiedzialność. - powiedział i pocałował go. Złapał go w pasie i posadził sobie na kolanach. Rinkashi położył mu ręce na policzkach i także wczuł się w pocałunek. Bezwiednie zaczął poruszać biodrami w rytm pocałunku, a Seiryo jęknął.
   - Aaach... A ty mówisz, że to się za szybko dzieje... - spuścił głowę i oddychał ciężko. Powstrzymywał się. Bardzo się powstrzymywał, ale jakoś mu to nie wychodziło.
   - B-Bo taka jest prawda - mruknął. - Czemu nagle jesteś taki śmiały? Przecież wcześniej...
   - Skoro jestem pewny swoich uczuć, to po co mam się powstrzymywać? - przerwał mu.. A potem znów wpił się w jego usta.
   Trwali tak dobre dziesięć minut. Po tym czerwonowłosy położył się na torsie chłopaka i zamknął oczy, jakby chciał pójść spać. Brunet spojrzał przez okno. Na zewnątrz słońce już zaszło i zrobiło się szaro. Poruszył się niespokojnie, ale został na miejscu. Jednak za chwilę poklepał czerwonowłosego po plecach.
   - Rinkashi, muszę już wracać do domu - nadal trochę nieswojo mu było wymawiać to imię, ale wierzył, że z czasem się przyzwyczai. - Moi rodzice będą się martwić.
   - Mhm. - mruknął tylko i wtulił się bardziej w chłopaka. - Miękki jesteś, wiesz?
   - Dzięki...? - powiedział rozbawiony. - Rin, naprawdę muszę już iść.
   - Mhm.
   - Słuchasz mnie w ogóle?
   - Nie. A teraz zamknij się i leż, bo jest mi wygodnie.
   - Ale...
   - Zostań na noc. - przerwał mu - Zadzwoń do rodziców i powiedz, że nie zdążysz wrócić na czas i zostajesz na noc u kolegi.
   - Chętnie przystałbym na tą propozycję - powiedział pociągającym głosem - ale jutro mam szkołę, a nie mogę sobie jej tak odpuścić.
   - Czemu? Ja jak byłem w twoim wieku, często ją sobie odpuszczałem.
   - "Jak byłem w twoim wieku"? To ile ty masz lat? - zapytał zdziwiony.
   - W lipcu skończę dwadzieścia sześć.
   Bruneta zamurowało. Wyglądał na siedemnaście, może osiemnaście lat!
   - Hoho, no to natura nie poskąpiła ci wyglądu - przyznał.
   - W jakim sensie?
   - Nie dość, że jesteś przystojny i wyglądasz na młodszego o co najmniej siedem lat, to do tego jeszcze taki seksowny - mruknął, przejeżdżając nosem po szyi chłopaka. A jego policzki znów były czerwone jak burak.
   - Prze-przestań mówić takie rzeczy... - skrył twarz przyciskając czoło do jego piersi.
   - Czemu? Taka prawda.
   - B-bo to żenujące i... wstydliwe. - wybełkotał, a ostatnie słowo szepnął tak cicho, że nawet Seiryo miał problemy z usłyszeniem zdania.
   - Słucham? - zapytał rozbawiony. - Nieważne. Wstawaj, naprawdę muszę się zbierać.
   - Nie pozwolę ci odejść, przynajmniej dzisiaj. Masz zostać na noc. - rozkazał. Brunet zlekceważył go śmiejąc się.
   - Co mi możesz zrobić? Jestem od ciebie silniejszy, wyższy i w ogóle.
   - Ale ja jestem starszy! - krzyknął oburzony.
   - A denerwujesz się jak dziecko - uśmiechnął się, gdy chłopak zbliżył się do niego, uklęknął przy nim, a potem... złapał go za nogę i przykleił się do niej jak rzep.
   - H-hej, co ty robisz?! - wykrzyknął brunet.
   - Sprawiam, że ulegniesz i zostaniesz. - powiedział hardo, jeszcze bardziej wczepiając się w jego łydkę.
    - Jesteś tego pewien? - zapytał wyzywająco. I spróbował się poruszyć. Szło mu to opornie, ale zanim doszedł do framugi drzwi prowadzących na mały korytarz, Rinkashi zapytał:
   - Jak mam cię przekonać, żebyś został? Nie widziałem cię przez osiemnaście lat! - pożalił się. Dopiero po chwili zrozumiał, co powiedział.
   - Słu-słucham?
   - Wybacz, miałem co innego na myśli... - speszony oderwał się od jego nogi i wstał. - Ja naprawdę...
   - Mógłbyś mi powiedzieć, o co ci chodziło? To mi nie da spokoju - poprosił.
   Rinkashi wiedział, że prędzej czy później musiałby mu to powiedzieć. I zdecydowanie wolał to "później", ale nie miał innego wyjścia.
   - Chyba... chyba najlepiej będzie, jeżeli zacznę od początku.
   - W jakim sensie?
   - Od naszego pierwszego spotkania... znaczy od spotkania mojego i Motokiego.
   I nie przeciągając, zaczął swoją opowieść. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz