--------------------------------------------------------------------------------
Shiro całował mnie inaczej, niż dotychczas. Co prawda, nie miałem porównania, bo całowałem się z nim tylko dwa razy, ale zdążyłem zapamiętać kształt, smak i miękkość jego warg. Pocałunek był bardziej... namiętny. Jego ręce błądziły po moich plecach, czasami zajeżdżając na pośladki. Raz po raz muskał mój niedawno odkryty czuły punkt na kręgosłupie. Ja tylko sapałem mu w usta, bo do czegoś innego nie byłem zdolny. Chłopak mieszał mi w głowie. Szczerze, to nie pamiętałem jak mam na imię. Złapałem go za kucyka i przyciągnąłem do siebie. Chłopak popchnął mnie lekko na ścianę i wsunął mi kolano między nogi. Jęknąłem z podniecenia, a szatyn oderwał się na chwilę ode mnie.
- Już ci stoi? - zapytał ze złośliwym uśmieszkiem.
- Za... Zamknij się... Może mi powiesz, że... że tobie już nie stanął? - mruknąłem, wijąc się pod jego uściskiem.
- To nie moja wina, że tak na mnie działasz - wyszeptał, przejeżdżając nosem po mojej szyi. Chciałem, żeby zrobił coś więcej. Chciałem, żeby wziął mnie całego, na własność. Chciałem się z nim kochać. Chciałem krzyczeć jego imię, gdy dojdę. Mogłem być nawet jego zabawką, byle tylko być przy nim. Chyba trafił mi się najgorszy z możliwych przypadek miłości - ta nieodwzajemniona. Tak naprawdę Shiro pewnie chciał mnie tylko przelecieć. Nawet jeśli miał mnie po tym zostawić, to... I tak go kochałem. Może też by mnie pokochał.
Jego ręka wędrowała po moich sutkach, po brzuchu, aż zjechała na linię spodni. Myślałem, że zrobi coś więcej, ale on się zatrzymał. Z całym moim pożądaniem uniosłem głowę i spojrzałem mu w oczy, oddychając głęboko. Dłoń Shiro drgnęła lekko, ale cały czas była na guziku, raz po raz po nim przejeżdżając, jakby od niechcenia.
- Powiedz mi, co mam teraz zrobić - szepnął, chuchając mi na twarz. W jego oddechu czułem miętę.
- Za... Zamknij się i to... zrób to... - warknąłem, przymykając oczy.A on się zaśmiał.
- Co dokładnie?
- Wł... Włóż tam rękę... proszę... - jęknąłem. Chłopak cmoknął mnie po nosie. Po czole. Po ustach. A potem wessał się w moją szyję, jednocześnie wsuwając rękę do moich bokserek i łapiąc za nabrzmiałego penisa. To było niesamowite. Kilka ruchów wystarczyło, żebym doszedł, ale moja męskość nadal była zwarta i gotowa. I co najważniejsze - twarda.
- Tak szybko, Naoki? Ktoś tu widzę jest bardzo napalony... - zaśmiał się.
- I mówi to ten, który sam zaczął - mruknąłem.
- Ja zacząłem? To ty mnie pocałowałeś! - poniosło go, ale ja nie pozostałem mu dłużny.
- Bo zrobiłeś tą swoją minę zbitego psa!
- Bo byłeś na mnie zły!
- To ty zacząłeś!
- Ja?! Obraziłeś się na mnie z chuj wie jakiego powodu, a teraz się wywijasz?! Ja tu przyszedłem, żeby cię przeprosić!
No i cały nastrój poszedł się pierdolić. A my niestety nie. Już nawet mi opadł.
Staliśmy tak naprzeciw siebie, on wpatrywał się we mnie z gniewem w oczach, chociaż jemu nadal stał. Ja splotłem ręce na piersi i patrzyłem się na niego, także ze złością, ale w mniejszym stopniu. A to mi mówią, że jestem nerwowy!
Nagle rozległo się pukanie. Obaj w tym samym czasie spojrzeliśmy na drzwi.
- Pójdę otworzyć - westchnąłem. Przed wejściem czekała moja mama.
- Witaj, Naoki. Mogę wejść? - uśmiechnęła się i nie czekając na moją reakcję weszła do środka. Widząc szatyna otworzyła usta ze zdziwienia. - Och, to pan Kobayashi też tu jest? - no tak, zapomniałem, że Shiro podał nieprawdziwe imię i nazwisko. Swoją drogą, muszę go o to zapytać.
- Dzień dobry, pani Takemura - ukłonił się z uśmiechem. Podlizywacz jeden.
- Panie Kobayashi, skoro pan już tu jest, to czy mogłabym z panem porozmawiać? Na osobności?
- To zależy, czy pani syn nie będzie miał nic przeciwko - oboje spojrzeli na mnie wyczekująco. Wzruszyłem ramionami. Przeszukałem jeszcze umysł w poszukiwaniu jego fałszywego imienia, bo kompletnie mi to z głowy wyleciało.
- Spoko. Mitsuo miał i tak już wychodzić, prawda? - obróciłem się poszedłem na górę do swojej sypialni. Ta sytuacja tak bardzo przypominała mi zdarzenie z baru... Ale nieważne. Musiałem przygotować się na jutrzejszy dzień do szkoły. W końcu to ostatni rok, nie mogę przecież źle wypaść. Zostaje jeszcze sprawa Shiro. Z tego co wiem od Yosuke, szatyn będzie z nami chodził do klasy. Nie mam pojęcia jak to będzie, skoro prawie staje mi za każdym razem, kiedy widzę jego łobuzerski uśmiech!
Moja matka i szatyn wyszli na zewnątrz, a ja miałem trochę czasu dla siebie. Postanowiłem wziąć prysznic i porządnie sobie zwalić.
***
Dźwięk tego przeklętego urządzenia, nazwanego przez ludzi pieszczotliwie "budzik", wyrwał mnie z erotycznego snu - wiadomo o kim - około siódmej, gdzie miałem go nastawionego na szóstą. Oczywiście po drodze były drzemki, dużo drzemek. No ale w końcu trzeba było wstać.
Po drodze wstąpiłem po Yosuke, który, jako iż zwykle wręcz tryska energią, to dzisiaj był nie w sosie. Co z jednej strony mnie trochę zmartwiło, ale znowuż nie zadawał głupich, albo co gorsza dziwnych pytań. Bo z pewnością widział wibrator od Shiro. Tak swoją drogą, to szatyn jeszcze się mnie nie zapytał, czy mi się spodobał, a biorąc pod uwagę jego charakter jest to bardzo prawdopodobne.
Dojście do szkoły zajęło nam jakieś dziesięć, piętnaście minut. Widziałem parę nowych twarzy, ale większość to te same chore pojeby z którymi chodziłem do klasy. Przywitałem się z tymi bardziej przeze mnie lubianymi, kiedy zobaczyłem Shiro otoczonego grupką dziewczyn. Boże, nawet w tym beznadziejnym, szkolnym mundurku wyglądał tak seksownie! Górny guzik koszuli miał odpięty, krawat zawiązany na odczep się - założę się, że nie umiał go wiązać - i włosy związane w koński ogon, a na jego twarz opadało kilka kosmyków włosów, sprawiając wrażenie nieładu. Cholera, naprawdę jest coś ze mną nie tak... Ale nie oszukujmy się - jestem gejem. To pewne. Podjął moje spojrzenie, po czym... uśmiechnął się. Uśmiechną się tak, jak kocham. Zmiękły mi kolana, i chyba... chyba mi stanął. Skrzywiłem się i jak najszybciej pobiegłem - niezdarnie, ale pobiegłem - do szkolnej łazienki. Blondyn chyba się nie zorientował, że zniknąłem, bo za mną nie pobiegł. I nawet lepiej, że tego nie zrobił. Nie chciałem widowni. No, może widownia w postaci pewnego szatyna byłaby... Hej, hej, hej. Hej. Koniec. Nie. Stop. Nie mogę teraz o tym myśleć, ponieważ moja erekcja aż boli.
Cała ta nagła "akcja" zajęła mi jakieś pięć minut, a to za sprawą mojej bujnej wyobraźni. Podszedłem do umywalki oblać sobie twarz, kiedy do łazienki wszedł ktoś jeszcze, a dokładniej - moja blondynka. Okazało się, że jednak zauważył moją ucieczkę, ale chciał mi dać trochę spokoju. Powiedział też, że wie z jakiego powodu tu uciekłem, ale tego dnia już się do mnie nie odezwał, dlatego przez wszystkie lekcje zapoznawcze nie miałem co robić, bo znałem wszystkich nauczycieli. A jako że dopiero co odkryłem swoją orientację, z nudów zacząłem przyglądać się wszystkim nowym twarzom by sprawdzić, czy może coś mnie w środku dźgnie i faza na Shiro mi przejdzie, który, przy okazji należał do mojej klasy. Cały czas czułem jego wzrok na sobie, co bardzo mnie dekoncentrowało. A wracając do moich "polowań", żaden facet nie spodobał mi się tak, jak szatyn. A było kilka niezłych ciach. Rany, zaczynam gadać jak dziewczyna. Gejostwo chyba nie wpływa na ludzi za dobrze.
Cała ta nagła "akcja" zajęła mi jakieś pięć minut, a to za sprawą mojej bujnej wyobraźni. Podszedłem do umywalki oblać sobie twarz, kiedy do łazienki wszedł ktoś jeszcze, a dokładniej - moja blondynka. Okazało się, że jednak zauważył moją ucieczkę, ale chciał mi dać trochę spokoju. Powiedział też, że wie z jakiego powodu tu uciekłem, ale tego dnia już się do mnie nie odezwał, dlatego przez wszystkie lekcje zapoznawcze nie miałem co robić, bo znałem wszystkich nauczycieli. A jako że dopiero co odkryłem swoją orientację, z nudów zacząłem przyglądać się wszystkim nowym twarzom by sprawdzić, czy może coś mnie w środku dźgnie i faza na Shiro mi przejdzie, który, przy okazji należał do mojej klasy. Cały czas czułem jego wzrok na sobie, co bardzo mnie dekoncentrowało. A wracając do moich "polowań", żaden facet nie spodobał mi się tak, jak szatyn. A było kilka niezłych ciach. Rany, zaczynam gadać jak dziewczyna. Gejostwo chyba nie wpływa na ludzi za dobrze.
***
Dźwięk dzwonka oznaczał koniec tortur, nawet jeśli nic nam nie zadali. I tak było... no, nie było fajnie. To znaczy było, ale... Aaach, już sam nie wiem. Dostałem karteczki z numerami od kilku dziewczyn, ale gdy zniknęły z horyzontu, wywijając tyłkami, wyrzuciłem je. To było niemiłe, wiem, ale skoro jestem gejem to już wolałbym numery od facetów...
Muszę to przed sobą przyznać - byłem cholernie zazdrosny o Shiro. Przez całe sześć godzin otaczał go wianuszek jakichś lasek. Ale on nadal rzucał mi te spragnione spojrzenia, jakby cały czas miał ochotę na seks. Jak mnie mijał, zazwyczaj "przypadkowo" dotykał mnie tam, gdzie normalny znajomy nie powinien. Mam na myśli mój słaby punkt. Chociaż teraz tak myśląc, to normalny znajomy też mógłby mnie tam dotknąć, ale tylko przypadkowo. A on to robił specjalnie! I za każdym razem uginały się pode mną kolana, a po moim ciele rozchodziło się takie ciepło, jakbym płonął żywcem. Rozumiem, że miał chcicę, czy coś, ale mógł się chociaż w szkole powstrzymywać! No a poza tym dzisiaj przychodzi do mnie na trening, więc mógłby wtedy spróbować. A ja może bym się zgodził. Co ja pierdolę, oczywiście, że bym się zgodził.
Jak zwykle odprowadziłem Yosuke do domu, po czym poszedłem do własnego. Blondyn, żegnając się ze mną zrobił taką minę, jakby coś sobie postanowił. Nie wiedziałem o co chodzi, ale może być ciekawie. Nawet bardzo.
***
Siedziałem na kanapie przerzucając kanapy w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Pod ręką miałem paczkę czipsów. Było jeszcze wcześnie, około trzeciej. Szatyn miał przyjść o czwartej. Czyli została mi bezużyteczna godzina. Może by się tak przespać?
Rozmyślania przerwało mi pukanie. Krzyknąłem "Już idę", po czym zgramoliłem się z siedzenia. W drzwiach stał Yosuke. Bez słowa wparował do środka, po czym zaczął krążyć w tę i z powrotem.
- Hej, Yosuke, o co chodzi...? - zapytałem, nie będąc pewnym, czego miałem się po nim spodziewać. Chłopak spojrzał na mnie przelotnie, lecz nadal krążył po pokoju.
- Ja... ja już tak nie mogę, Naoki. Ja próbuję, ale... nie mogę.
- Czego nie możesz?
- Widzę, że coś cię łączy z tamtym kolesiem. Dlatego nie mam już czasu.
- Chłopie, o co ci kurde chodzi?! Mówże jaśniej!
Blondyn podszedł do mnie i spojrzał mi w oczy.
- Naoki, kocham cię.
Po czym bezceremonialnie wpił się w moje usta.
AUJDAGUKYDS WIEDZIAŁAM
OdpowiedzUsuńPO PROSTU WIEDZIAŁAM, ŻE DŁUGO NIE WYTRZYMA
Niech teraz ich Shiro przyłapie, ale Naoki będzie miał wpierdol XDDD Nie to, że go nie lubię czy coś, po prostu kocham dramy i kłótnie :c W sumie Yosuke może pasować na seme Naokiego. Shipuję ich. Co nie oznacza, że Shiro nie ma u mnie szans. Po prostu jest dzisiaj na straconej pozycji.
Albo mam okres.
Nieee...
;-;
Na pewno nie ;-;
Może pójdę sprawdzić ;-;
*wraca*
Uff, to nie okres. MOŻE JA W CIĄŻY JESTEM?
Nie, nadal nietknięta jestem. Nawet mnie nikt nie pocałował! (nie licząc dziwnego incydentu gdy miałam 6 lat... nie wnikaj :"D)
W każdym razie, zaczęłam piszczeć gdy ogarnęłam co czytam. Po prostu UWIELBIAM to opowiadanie. Kocham. Ubóstwiam. Po prostu... jego zajebistości nie da się wyrazić w słowach. Bohaterowie są super. Niby tacy zwykli, a potrafią zaskoczyć.
Kochane opowiadanie ;-;
Weny,
Alice