wtorek, 31 marca 2015

Trener - Rozdział VI

Shiro powoli przejechał palcem po moim penisie. Zadrżałem, wpijając się w jego usta. Ten nie pozostał mi dłużny i zrobił to samo. Wziąłem jego członka do ręki i zacząłem poruszać. On jęknął mi w usta, po czym zjechał niżej, na sutki, liżąc je. Obaj stękaliśmy, aż w końcu szatyn doszedł. Podniosłem go i znów się pocałowaliśmy.
- Shiro... wejdź we mnie... - szepnąłem. On złapał mnie za pośladki, podniósł i nabił na swoją męskość. Mój krzyk uciszył gwałtownym pocałunkiem. Cały czas się na niego nabijałem, gdy usłyszałem coś... coś cholernie denerwującego.
Bip.
- Shiro, przestań na chwilę.
Bip.
- Ale ja już prawie... -jęknął.
Bip.
- Ciiii. Słyszysz to?
Bip.
- Co?
Bip.
- Wsłuchaj się.
Bip.
 Nie mówcie mi, że to...
Bip.
Tak. To jest, kurwa, jebany budzik!
***
Obudziłem się, dysząc ciężko. Leżałem na podłodze, opierając się o kanapę.  Czyli mam rozumieć, że to był tylko sen? Ale.. zapowiadało się tak obiecująco... Chciałem wstać, ale poczułem dwie dziwne rzeczy. Ból głowy i... niewielki dyskomfort w dolnych częściach... no wiecie gdzie. Pięknie, teraz będę musiał sobie ulżyć. A potem, z siłą wybuchu atomówki wróciły do mnie wspomnienia z wczorajszego wieczoru. Przypomniałem sobie... przypomniałem sobie praktycznie wszystko. Aż mnie głowa zabolała. Automatycznie poczułem, jak moje ciało zalewa fala gorąca. I jak moje spodnie robią się coraz bardziej ciasne. Bo najwyraźniej zasnąłem w ubraniach. Z moich ust wydobył się cichy jęk. Musiałem jak najszybciej znaleźć się w łazience. I znaleźć coś na ból głowy, bo kac to ciężka sprawa. Podparłem się o podłokietnik i wstałem. Przez chwilę zamroczyło mi się przed oczami, a po chwili rozejrzałem się po pokoju. Wokół mnie było pełno strzępków papieru, a co mi się najbardziej rzuciło w oczy to... wibrator. Ach tak, prezent od Shiro. Ten to ma pomysły, idiota.
Jeszcze pamiętałem rozkład pomieszczeń w domu Yosuke, więc bez trudu trafiłem do docelowego miejsca. Z erekcją nie było problemu, poszło szybko. No, może trochę pobrudziłem kibel, ale dało się to doczyścić. Z tabletkami było już trochę gorzej, bo nie mogłem ich znaleźć. Postanowiłem, że zaczekam aż blondyn się obudzi i da mi coś, bo rozsadzało mi łeb od środka. Uchyliłem lekko drzwi od pomieszczenia, kiedy usłyszałem kobiecy głos. Bardzo... znajomy głos.
- ... i przyjdą tu dzisiaj. Mnie jeszcze nie będzie, sam wiesz jak to jest. Najprędzej będę za dwa tygodnie, ale nic nie obiecuję. Tylko masz im pomóc, bo zachowują się jak dzieci.
- Dobrze. - usłyszałem westchnienie Yosuke.
- To świetnie. To ja wracam do roboty. Do zobaczenia wkrótce!
Szybko przymknąłem drzwi, żeby ta kobieta mnie nie zauważyła. Kto to, do cholery był? Głos kojarzyłem, ale za Chiny nie mogłem sobie przypomnieć z kim.
Wziąłem głęboki wdech i wparowałem do sypialni chłopaka.
- Naoki?! C-Co ty tu robisz! Myślałem, że śpisz! - blondyn był... przerażony. Ciekawe.
- Spałem. - poprawiłem go. - Co to była za kobieta? - spytałem, bacznie obserwując jego każdą reakcję. Po tylu latach przyjaźni czasami mogłem wyczuć, kiedy kłamie. Taki tam, mój szósty zmysł.
- A więc ją widziałeś. - westchnął - To była, ten, koleżanka mojej mamy. Często tu przychodzi.
Kłamie. On zdecydowanie coś ukrywa. A ja za wszelką cenę muszę się dowiedzieć co.
- Ach tak? To czemu mówisz mi to dopiero teraz?
- Jakoś wcześniej nie miałem powodu, żeby mówić.
- Dobra, niech ci będzie. A gdzie jest twoja mama?
- Co? - spojrzał na mnie, jakby nie wiedział, o co chodzi.
- Sam wczoraj mi mówiłeś, że...
- Aaaa tak, racja! - przerwał mi. - Ona... musiała zostać jednak w szpitalu, bo, ten, no, przy wychodzeniu zasłabła i zostawili ją jeszcze na obserwację. - Spojrzałem na niego podejrzliwie, jednak w końcu wzruszyłem ramionami. Kiedyś i tak mi się wygada.
Nagle usłyszałem dzwonek telefonu Yosuke, a ten szybko pobiegł go odebrać. Wrócił do mnie i zaczął rozmowę.
- Tak, słucham?
Zamarł na chwilę, jednak otrząsnął się i powiedział:
- Tak, już daję. To do ciebie. - szepnął jeszcze i uciekł do pokoju. Nie martw się, jeszcze wrócimy do tej rozmowy, Yosuke.
- Halo?
- Witaj, Naoki.
Kurwa, no nie.
- Czego chcesz, gnoju? - syknąłem. To był Keiji.
- Chciałem tylko z tobą - z wami - porozmawiać.
- Ale tu nie ma o czym rozmawiać. - warknąłem i chciałem się rozłączyć, lecz Keiji szybko dodał:
- Proszę, nie rozłączaj się. Ja i twoja matka chcemy, żebyście wrócili do domu. Tęsknimy za wami.
Osłupiałem. On poprosił. A to się nie często zdarza. Heh, może być ciekawie.
- Muszę się nad tym zastanowić. Potem dam wam znać.
- Dobrze, rób co chcesz. Tylko daj nam odpowiedź jak najszybciej. Naprawdę chcemy was z powrotem.
- To się jeszcze okaże. - prychnąłem, i nie zważając na protesty Keiji'ego, rozłączyłem się.
Westchnąłem. Musiałem się mentalnie przygotować na te dyskusje. I tą z rodzicami, i tą z Miyo. chciałem dowiedzieć się, czy ona tego chce.
Jednego byłem pewien - będą to najtrudniejsze rozmowy w moim życiu.
***
Miyo, jak na swoje zachowanie, jest o wiele bardziej dojrzała, niż mi się zdawało. Dziewczyna powiedziała, że to tylko i wyłącznie mój wybór, jeśli chcę wrócić, a ona i tak za mną pójdzie nawet w ogień. To jeszcze bardziej skomplikowało mi plany. Z jednej strony - miałem nadzieję, że tak powie, z drugiej - chciałem, żeby była na mnie zła z powodu mojej decyzji powrotu. Czyli wychodzi na to, że muszę się spotkać z Keiji'm - a tego nie chcę. Bo ona ze mną nie pójdzie. Nie chcę jej narażać. Tak wiem, zrobiłem się nadopiekuńczy.
Z komórki Yosuke wybrałem ostatni numer i zadzwoniłem. Nie czekałem zbyt długo, tak jakby Keiji cały czas warował przy telefonie.
- Tak, słucham?
- Tu Naoki.
- Naoki? I co, zdecydowaliście się? - zapytał z wyraźną nadzieją w głosie.
- Tak.
- Czy moglibyśmy się spotkać i coś omówić?
- A nie możemy teraz?
- Nie, to nie jest rozmowa na telefon.
Okej, teraz mnie trochę wystraszył.
- Dobra, to kiedy i gdzie?
- Może o szesnastej u nas w domu?
- Tak, pasuje mi.
- To świetnie, do zobaczenia.
- Taaa.
Rozłączyłem się
Pasjonująca rozmowa, nie ma co.
Z nudów spojrzałem na zegarek. W domu nie miałem co robić - Miyo poszła do sklepu żeby "uzupełnić zapasy Yosuke", a blondynka jak uciekła, tak jej nie ma. Nie mając co robić, postanowiłem się przejść. W końcu jutro do szkoły, chciałem skorzystać z ostatniego dnia wolności. (Tak gwoli wyjaśnienia - Naoki ma urodziny 30 marca. Imprezę miał w piątek, więc bez szkoły jest jeszcze sobota i niedziela, a rozpoczęcie 3 kwietnia - dop. autorki) Wyszedłem z domu i wsadzając ręce do kieszeni poszedłem przed siebie. Nie miałem konkretnego celu - byle się nie zgubić. Chociaż i tak to było praktycznie nie możliwe, bo wychowałem się w Tokio. Nie odszedłem jednak nawet kilku kroków, gdy z sąsiedniego domu usłyszałem znajomy, lecz zdezorientowany głos.
- Naoki? Co ty tu robisz?
Odwróciłem się na pięcie w jego kierunku. W ręku trzymał wór, zgaduję, że ze śmieciami, a na sobie miał niebieski bezrękawnik i szorty. Nawet w tym wyglądał bardzo seksownie.
Zajebiście, wpadłem po uszy.
Zakłopotany podszedłem do niego.
- Hej, Shiro! A, bo wiesz... na trochę zamieszkałem u Yosuke, takie tam... - chłopak spojrzał na mnie uważnie, po czym zbliżył się na bardzo, bardzo niebezpieczną odległość i zmysłowym szeptem zapytał:
- Nasze plany nadal aktualne?
- T-Taa, bo ja właśnie o tym... - o mało bym się znów nie przewrócił. - Bo ja... to znaczy... dzisiaj nie mogę.
- Czemu?
- Bo... widzisz... to jest sprawa delikatnej wagi i...
Przerwał mi odgłos dzwoniącego telefonu. Chłopak wyciągnął komórkę z kieszeni i spojrzał na mnie pytająco, co rusz zerkając na urządzenie.
- Odbierz. To może być ważne. - ponagliłem go.
- Tak, słucham? - spytał niepewnie.
Nie dosłyszałem, kto to był.
- Eee, dobrze...? A w jakiej sprawie pan dzwoni?
Shiro był z deczka zdenerwowany, telefon wyślizgiwał mu się z rąk. Najwyraźniej mężczyzna wytłumaczył o co mu chodzi, bo nagle niezauważalnie się uspokoił i odetchnął z ulgą.
- Tak, pamiętam. Gdzie mam się stawić? Dobrze, będę tam. Dziękuję, do widzenia.
Rozłączył się.
- Naoki, wybacz, ale dzwonili do mnie z ofertą pracy. Nie mogę tego przegapić.
Pomachał mi i pobiegł do domu. Stałem tam jak słup soli i nie wiedziałem co robić. Za chwilę zobaczyłem szatyna jak wybiega z domu, zamyka kluczem drzwi na odczep się i biegnie w jakimś nieznanym mi kierunku. Gdy straciłem go z pola widzenia powoli wszedłem do mieszkania, nadal mając uchylone usta ze zdziwienia. Usiadłem na kanapie i zacząłem intensywnie wymyślać teorie spiskowe na temat szatyna. Jego zachowanie... dlaczego był taki rozdrażniony? Jestem ciekawy, kto do niego dzwonił. Może ma jakieś powiązania z Yakuzą? Nieee, jest za młody. Czemu przyszło mi to do głowy?! Chyba za dużo kryminałów, muszę je ograniczyć. Także przez tę osobę odwołał nasze spotkanie. Niby sam chciałem to zrobić, ale gdy on to zrobi, poczułem się... odrzucony? To chyba dobre słowo. Bo jak wytłumaczyć to, że... w sercu poczułem pustkę? Wiem, przesadzam, ale w tamtej chwili to było  równoznaczne z odepchnięciem mnie.
W dodatku, nie wiem, co chce mi - nam - zaoferować Keiji. Czemu Miyo nie mogła ze mną pójść? Tłumaczyła się tym, że jak go zobaczy, to się nie powstrzyma i mu odda za tamten raz. Nie wierzyłem jej, ale zostawiłem ją w spokoju. No bo - to w końcu moja siostra. Znam ją bardzo dobrze i wiem, że nie skrzywdziłaby nawet muchy. Ale - niech jej będzie. Została u Yosuke. Powiedziała, że później mam jej wszystko powiedzieć - ze szczegółami.
***
Zasnąłem na jakieś kilkanaście minut. Nocna impreza dała mi się we znaki. Zerwałem się z kanapy, prawie z niej spadając. Szybko spojrzałem na zegar, sprawdzając godzinę, bo było bardzo możliwe, że zaspałem. Odetchnąłem z ulgą widząc, że wskazówki zegara nie poruszyły się nawet o pięć minut. Nie chciało mi się siedzieć samemu w domu, więc postanowiłem kierować się w stronę miejsca naszego spotkania. Droga zajmie mi jakieś 15 - 20 minut, więc się zbytnio nie martwiłem się, że się spóźnię. Jednak zdecydowanie wolałem być wcześniej.
Przed bramą przywitał mnie kamerdyner. Wiedziałem jedynie, że był Keiji'ego - tylko on miał kamerdynera. Ukłonił się bez słowa i odwrócił się, idąc w stronę ogrodu. Najwyraźniej oczekiwał, że pójdę za nim, więc tak zrobiłem. Chwilę potem zobaczyłem Keiji'ego w towarzystwie Miwako. Oboje byli przygnębieni, ale rozpogodzili się, kiedy mnie ujrzeli. Matka zachęciła mnie, żeby podszedł. Nawet tego nie zrobiłem, gdy wstała i rzuciła się na mnie, przytulając mocno.
- Tęskniliśmy, Naoki.
Wydało mi się to podejrzane. Nie widziała mnie... no właśnie. Ile mnie nie widziała? Jakiś dzień.
- Chodź, siadaj, porozmawiajmy.
Z wahaniem usiadłem na wyznaczonym mi miejscu. I tak oto wkraczałem w paszczę lwa. Coś czuję, że nie wyjdę stamtąd żywy.

2 komentarze:

  1. Pierwsza reakcja na rozdział:
    ,,Czy ja aby na pewno nie pominęłam wcześniejszego rozdziału?"
    Potem zawyłam XDDDD Serio, mój dzisiejszy średni nastrój poszedł w las :') Dzięki, kobieto~
    30 marca mówisz... dzień po mnie :D Wszystkiego najlepszego, Naoki! <3

    Weny (i sorcix, że dzisiaj krótko, ale nauka desu),
    Alice

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz, moja znajoma też tak zareagowała :')
      Ciszę się, że moja tfurczość poprawiła Ci humor :3

      Usuń