Potem wszystko potoczyło się jakby w zwolnionym tempie.
Bezwładne ciało Kazuhiro opadło na kolana, patrząc pozostałym okiem na spanikowanego syna.
Wokół było pełno krwi.
Wyciągnął rękę by go dotknąć, ale wtedy osunął się na ziemię.
Przerażony chłopiec odsunął się od zakrwawionych zwłok z obrzydzeniem.
Chciało mu się wymiotować.
"Szef" zbliżył się do truchła i machnął na swoich kolegów.
- Obróćcie go.
Szybko wykonali polecenie. Jeden z nich pogrzebał w kieszeni trupa i wyciągnął z niej pokaźnych rozmiarów portfel. Podał go przełożonemu.
- Ten skurwysyn cały czas kłamał - syknął, gdy przejrzał zawartość przedmiotu - No nic, i tak odzyskaliśmy hajs, więc nic tu po nas - wzruszył ramionami. - Szczerze powiedziawszy, narobiliśmy tu trochę bałaganu - mruknął, rozglądając się po pomieszczeniu. - nie chciałem go zabijać, ale jakoś tak wyszło i...
- Szefie?
- Hmm?
Obejrzał się na swojego współpracownika, który wskazywał palcem drzwi. A tam nad swoim martwym ojcem siedział Motoki. Krople łez staczały się z jego twarzy i skapywały na głowę ojca. Dopiero po chwili zorientował się, że jest obserwowany. Spojrzał w oczy szefa, w których zobaczył niemałą ciekawość. Chłopiec czuł, że jeśli zostanie, nie stanie się nic dobrego. Poderwał się gwałtownie z ziemi i wybiegł na korytarz.
- Łapać go! Nie pozwólcie mu uciec! - ryknął szef. Mężczyźni pobiegli za chłopakiem. Ośmiolatek, jak na swój wiek, był całkiem szybki. Ale to i tak nic w porównaniu z dorosłymi facetami, którzy byli kilka razy silniejsi od niego.
Szef wyszedł powoli z pokoju, jakby był na luźnym spacerku w niedzielę. Na korytarzu zastał Motokiego próbującego wyrwać się z żelaznych uścisków dwójki.
- Zo-Zostawcie mnie! Nie zro-zrobiłem wam nic złego! - krzyknął płaczliwym głosem. Szef jedynie pokręcił głową uśmiechając się sztucznie.
- Nie możemy cię tak po prostu zostawić. Za dużo widziałeś. Dlatego musimy coś z tobą zrobić. - zza pasa wyciągnął ponownie przeładowaną broń. Przez chwilę ważył ją w ręku, a potem wycelował w głowę chłopaka.
- Proszę... nie... - a z jego oczu znów poleciały łzy. Trzymający go spojrzeli po sobie, ale nie skomentowali zachowania szefa.
- Nie bierz tego do siebie, młody - poklepał go po głowie. - To nasza praca.
Powiedziawszy to, pociągnął za spust. Już drugi raz tego dnia.
***
- Szefie... nie przesadziliśmy? Mogliśmy go zastraszyć, czy coś. Wtedy by się nie wygadał, to było dziecko. A takim sposobem Góra może nie być tym zachwycona.- Nie miałem wyboru, Daisuke. Ten gówniarz był tylko niewygodnym świadkiem. Poza tym pewnie chciałby się na nas w przyszłości zemścić, czy coś, więc od razu temu zapobiegłem, prawda?
Mężczyzna nazwany Daisuke już się nie odezwał. Odwrócił jeszcze głowę, żeby ostatni raz spojrzeć na dom, do którego z pewnością już nie wrócą. Bo nie ma po co.
***
- Kochanie, jestem już!
W przedpokoju rozległ się stukot obcasów, krótki szelest i do salonu weszła Hikaru, matka Motokiego. Około dwie godziny temu do jego męża przyszło trzech facetów ubranych bardzo formalnie. A garnitury nie były zbyt dobrym pomysłem na 40 stopniowy upał.
Partner grzecznie ją poprosił, żeby znalazła sobie zajęcie na te dwie godziny. I choć starał się zachować spokój, kobieta po dwudziestu latach małżeństwa potrafiła rozpoznać jego emocje. A był on strasznie zdenerwowany. Więc posłuchała go i wyszła z koleżankami na zakupy. A teraz nawet nie odbierał telefonu. Może ci faceci coś mu zrobili i...
Kobieto, czy ty musisz zawsze mieć w głowie najgorszą możliwość?! - skarciła się w myślach. - To twój małżonek, do cholery! Powinnaś w niego przynajmniej choć trochę wierzyć!
Pokręciła głową, żeby pozbyć się strasznych myśli nawiedzających jej umysł. Odłożywszy torby w kuchni postanowiła zawołać jeszcze raz. A nuż mężczyzna spał?
- Kazu, już jestem, słyszysz?!
Lecz znów odpowiedziała jej cisza. Zaniepokojona skierowała się w kierunku schodów, lecz w połowie drogi zamarła. Z piętra spływała wielka kałuża krwi.
Hikaru zerwała się i wbiegła na górę. Nie chciała wierzyć, że...
Nie.
To nie musi być prawda.
To nie może być prawda.
To się tak nie może skończyć.
Oni muszą żyć.
To ktoś inny.
To na pewno ktoś inny.
Prawda?
***
Rinkashi nie wiedział, czemu Motokiego nie ma w szkole. Czemu się z nim nie kontaktuje. Nawet jego rodzina nie dawała znaku życia. Nauczyciele kilka razy już pytali się chłopaka, czy może wie co się z nimi dzieje. Na próżno.Aż w końcu pewnego dnia do sierocińca przyszła Hikaru. Czerwonowłosy zauważył ją już z okna swojego pokoju. Ale coś było z nią nie tak. Sam do końca nie był pewny co, ale coś na pewno. Pobiegł do holu, gdzie zastał ją i opiekuna ośrodka rozmawiających ze sobą cicho. Wreszcie chłopiec odważył się wyjść z ukrycia. Chrząknął.
- Pani Ishimuro... mógłbym z panią porozmawiać? - starał się brzmieć oficjalnie, ale pod koniec wypowiedzi głos mu zadrżał. Spojrzeli po sobie, aż w końcu mężczyzna pozwolił im wyjść przed budynek.
- Co się dzieje z Motokim? - zapytał już na zewnątrz. - Co się dzieje z panią? Czemu nikt nie odbiera telefonów?! Co... - przerwał, widząc w jakim stanie jest kobieta. Zasłoniła sobie usta ręką. I rozpłakała się. Rozpłakała się jak dziecko. Rinkashi nie wiedząc, co ma robić w takiej chwili robić, po prostu się nie odzywał i dał jej czas na uspokojenie się. W końcu powiedziała łamiącym się głosem:
- Motoki... On... Nie żyje.
Chłopiec pierwszy raz w życiu poczuł, jak na chwilę staje mu serce.
Które po chwili pękło na milion kawałków.
Stracił jedyną osobę, którą... chyba w tamtej chwili zdał sobie sprawę, że go kochał. Po dziecięcemu, ale kochał.
A teraz już go nie ma.
-----------------------------------------------------------
Witam!
Oto kolejny (i pierwszy) rozdział Drugiego wcielenia!
Mam nadzieję, że się spodoba :33
I pamiętajcie: jeżeli nie komentujecie, to na świecie ginie czyjaś wena! :D
Jak to go kochał? DD:
OdpowiedzUsuńNie wierzę, że zabili dziecko. Nie wierzę ;_;
Ale.. "Drugie wcielenie", mówisz? :') To dobrze ;o;
O akcji nadal nie mogę nic wspomnieć, bo nie było nic specjalnie powiązanego z fabułą. Emm...
No cóż. Mimo wszystko sam pomysł mi się podoba. Teraz musisz to jakoś sensownie rozegrać, aby nie zostały niedokończone wątki. Bo rzuciłaś się na głęboką wodę i to nie będzie łatwe ;~;
Weny,
Alice wpierdalająca majonez